Kategoria: Turystyka

  • Promocja ze smakiem

    Prawdziwą promocję ze smakiem zgotowała dzisiaj (2 października) we Wrocławiu spółka podległa marszałkowi Dolnego Śląska „Dolnośląskie Produkty Regionalne”.

    Sery, miody, wędliny, soki z aronii, przetwory ze Ścinawy, cukierki ze Świebodzic, znakomicie gasząca pragnienie woda mineralna ze Szczawna-Zdroju – region dolnośląski ma wiele do zaoferowania i powinniśmy się tym chwalić. Przy okazji powinniśmy zadać sobie pytanie, jak definiować pojęcie „kuchnia dolnośląska”, skoro po II wojnie światowej osiedli na Dolnym Śląsku Polacy z wszystkich regionów  i przynieśli w swym bagażu osadniczym swe lokalne tradycje kulinarne – mówiła podczas konferencji towarzyszącej wydarzeniu Małgorzata Szumska, autorka książek, podróżniczka, córka właścicielki podziemnej trasy turystycznej w dawnej kopalni złota w Złotym Stoku, słynnej Elżbiety Szumskiej.

    Kuchnia to ważny komponent tożsamości lokalnej i egzotyki, której poszukują turyści. Dolny Śląsk to region regionów, trudno go wciąż jednoznacznie zdefiniować. Jest jeszcze za wcześnie, aby to zrobić. Musimy na to poczekać jeszcze ze sto lat.

    O meandrach kuchni dolnośląskiej mówiła Małgorzata Szumska ze Złotego Stoku.

    Tekst i fot. Marek Perzyński 

  • „Od Piastów do Hohenzollernów. Zamki i pałace na Dolnym Śląsku”. Najnowsza książka Marka Perzyńskiego

    „Od Piastów do Hohenzollernów. Zamki i pałace na Dolnym Śląsku”. Najnowsza książka Marka Perzyńskiego

    Imponujący  łańcuch zamków obronnych w Sudetach to część dziedzictwa Piastów, pierwszej historycznej polskiej dynastii. Z czasem Dolny Śląsk zaczął przynależeć do Królestwa Czech, które było częścią Rzeszy Niemieckiej, ale Piastowie śląscy książętami Rzeszy nigdy nie byli, w odróżnieniu do np. Podiebradów oleśnickich. Piastowie kierowali się własnościowym prawem polskim, podkreślali, że są na Śląsku „od zawsze” i otrzymali przywileje od polskiego władcy, co musiał uznać nawet cesarz. W czasach reformacji odegrali ogromną rolę w Europie. Fryderyk II, książę legnicko-brzesko-wołowski, doprowadził do hołdu pruskiego, a jego syn, Jerzy II, przebudował zamek w Brzegu na tak wspaniałą rezydencję, że nazwano ją śląskim Wawelem. Renesansową bramę tego zamku nieprzypadkowo zdobi wizerunek pierwszego Piasta. To dzieło z kodem. Piastowskie zamki można oglądać również m.in. w Legnicy, Wołowie, Chojnowie i na powulkanicznym stożku koło Złotoryi, w Grodźcu. To zamek turniejowy Piastów, z którym związany jest słynny zamek Książ. Zachowała się w nim Sala Grodźca. W jakich okolicznościach powstała, przeczytacie w tym przewodniku. Dowiecie się też, gdzie na Dolnym Śląsku można zobaczyć bibliotekę łańcuchową, unikalny zegar figuralny z przedstawieniem Śmierci odmierzającej czas kosą, zachwycające metalowe książęce sarkofagi i gdzie szukać krajobrazu idealnego, który jest wspólnym dziełem przyrody i arystokracji, m.in. króla z dynastii Hohenzollernów.              

  • Zwiedzaj podziemia, są nagrody

    Zwiedzaj podziemia, są nagrody

    Rower elektryczny ENGWE Engine X można wygrać w konkursie
    „Zdobywca Szlaku Tajemniczych Podziemi” ogłoszonym przez Dolnośląską Organizację Turystyczną.  Rozpoczął się 1 kwietnia i potrwa do 31 października 2023 r.

    To już druga edycja konkursu. Wziąć w nim może udział każdy – wiek i płeć nie mają tu znaczenia.

    – Dla osób rozpoczynających swoją przygodę z turystyką jest to świetny punkt wyjścia do bliższego zaznajomienia się z regionem na styku trzech kultur i trzech języków, poznania jego dziedzictwa, przeszłości i tradycji – mówi Jakub Feiga, dyrektor biura DOT. – Natomiast dla sympatyków historii, którzy Dolny Śląsk mają już w małym palcu, to dobra okazja do pogłębienia wiedzy, a być może również do odkrycia nowych, atrakcyjnych pod względem turystycznym miejsc.
    Zwiedzanie podziemi to zawsze dobra lekcja historii. W potężnych twierdzach w Srebrnej Górze i Kłodzku przewodnicy oprowadzają w strojach z epoki fryderycjańskiej i dają pokazy strzelania z broni czarno prochowej, przybliżając klimat dawnych czasów. Kłodzko może czuć dumę z posiadania jeszcze jednej podziemnej trasy – ciągnie się pod śródmiejskimi kamienicami. Dzięki zorganizowanej w niej ekspozycji, przenosi umownie zwiedzających kilka wieków wstecz, gdy piwnice i korytarze pełniły funkcję magazynów kupieckich, a podczas wojen także schronów.

    Z Kłodzka blisko jest do dawnej kopalni złota w Złotym Stoku, w której można zobaczyć m.in. autentyczny podziemny wodospad. A na szlaku podziemi są też m.in. Geopark w Krobicy, podziemia zamku Książ oraz Podziemne Miasto Osówka, które zaskakuje rozmachem i wciąż skrywa liczne tajemnice.

    Aby wziąć udział w finale konkursu, należy zebrać 10 pieczątek z atrakcji na szlaku podziemi, przygotować tekst opisujący swą wycieczkę, zrobić zdjęcie z wyprawy i przesłać zgłoszenie na adres biura Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej. Na 3 uczestników, których prace zostaną najwyżej ocenione, czekają nagrody w postaci roweru elektrycznego ENGWE Engine X oraz dwóch bonów o wartości 1000 zł do wykorzystania w sklepach sportowych. Organizatorzy czekają na zgłoszenia do końca października 2023 r. Regulaminu Konkursu oraz formularz do pobrania na szlakpodziemi.pl/konkurs/ Dodatkowe informacje udzielane są mailowo: konkurs@dot.org.pl

    Tekst i fot. Marek Perzyński

    Inauguracja tegorocznej edycji konkursu odbyła się w Kłodzku, z udziałem m.in. dyrektora biura zarządu DOT, Jakuba Feigi.

  • Nieszablonowy burmistrz, czyli jak Dobre Miasto zaistniało we Wrocławiu

    Nieszablonowy burmistrz, czyli jak Dobre Miasto zaistniało we Wrocławiu

    Jarosław Kowalski, burmistrz Dobrego Miasta na Warmii, przyjechał na tegoroczne Międzynarodowe Targi Turystyczne i Czasu Wolnego we Wrocławiu (3-5 marca 2023 r.) i osobiście stanął na stoisku targowym, co jest raczej niespotykane wśród samorządowców. Burmistrz Dobrego Miasta jest bez wątpienia postacią nietuzinkową. Jak sam mówi, ma swoje zdanie i potrafi bronić go w sposób emocjonalny. Ponoć obrady Rady Miejskiej Dobrego Miasta bywają burzliwe. Podobnie – emocjonalnie – burmistrz opowiadał o Dobrym Mieście na wrocławskich targach turystycznych. Chce, by stało się ono liczącym się graczem na turystycznym rynku. W tym celu realizowane są inwestycje. Kapitałem Dobrego Miasta jest też jego historia. Góruje nad nim bazylika kolegiacka – wspaniały, monumentalny gotycki kościół z czerwonej cegły, w którym znajdowała się biblioteka kapitulna, obecnie mająca status muzeum.

    Tekst i fot. Marek Perzyński 

    Na zdjęciu: burmistrz Dobrego Miasta, Jarosław Kowalski.        

  • Wielka przygoda z koleją w miniaturze

    Wielka przygoda z koleją w miniaturze

    Dolny Śląsk ma wciąż najbardziej rozwiniętą sieć kolejową w Polsce. Porównanie map kolejowych sprzed 1945 r. Polski i III Rzeszy, w granicach której był wówczas Dolny Śląsk, wypada zdecydowanie korzystnie na rzecz Niemiec. Obecnie kolej przeżywa renesans, bo – jak mówi Grzegorz Kita, wrocławski adwokat, członek Europejskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych Fredmo fb – podróż pociągiem jest wygodna, przewidywalna i pozwala dotrzeć do interesujących miejsc, np. Wołowa.

    Hala wołowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji zmienia się co jakiś czas w… linię kolejową. Makiety (tworzone w skali 1:87) łączone są wówczas w jeden układ i odtwarzany jest realny ruch: pociągi kursują według rozkładu jazdy, składami kierują maszyniści, na każdej stacji jest dyżurny ruchu. Zestawiane są składy z jednej epoki. Podczas imprezy regionalnej Europejskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych Fredmo fb, która odbyła się w Wołowie 24 i 25.09.2021 r. z udziałem Czechów i Węgrów, były to lata 80. XX w., czyli okres, po którym kolej straciła dominującą pozycję na rzecz komunikacji samochodowej. Pogarszający się stan infrastruktury i malejąca liczba pasażerów doprowadziła do likwidacji wielu linii. Część udało się współcześnie odtworzyć, reszta przepadła, tory zdemontowano, nasypy zarosły lub przekształcone zostały w trasy rowerowe.

    By tworzyć kolejowe makiety, trzeba mieć czas (ich wykonanie trwa wiele miesięcy), miejsce (zajmują sporo miejsca) i pieniądze. Modelarze wyceniają swe prace na ok. 20 tys. zł.

    Na zdjęciu:

    Przy jednej z makiet kolejowych: Grzegorz Kita (z lewej) i dyrektor wołowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, Maciej Nejman.

     Tekst i fot. Marek Perzyński ©®

  • Nowe wieże widokowe i most na polsko-czeskim pograniczu. Odbyła się promocja projektu „Czesko-polski szlak grzbietowy – część wschodnia”

    Nowe wieże widokowe i most na polsko-czeskim pograniczu. Odbyła się promocja projektu „Czesko-polski szlak grzbietowy – część wschodnia”

    W trudnych górskich warunkach w rejonie ziemi kłodzkiej na polsko-czeskim pograniczu wzniesiono 10 wież widokowych, udało się znaleźć wykonawcę mostu na polsko-czeskiej granicy, uzgodniono procedury na szczeblu administracji samorządowej, która w Republice Czeskiej jest odmienna od polskiej, a nawet zdołano przekonać czeskiego arystokratę, by zgodził się na budowę wieży i sprzedał kawałek szczytu. A wszystko to w ramach projektu „Czesko-polski szlak grzbietowy – część wschodnia”.

    Projekt realizowano przez trzy lata (2018-2021), a wzięło w nim udział aż 18 partnerów – po stronie polskiej: Międzylesie, Bystrzyca Kłodzka, Duszniki-Zdrój, Radków, gmina miejska Nowa Ruda, gmina wiejska Nowa Ruda i powiat kłodzki, a po czeskiej: Deštné i Olešnice w Orlických horách, Vysoká Srbská, miasto Nový Hrádek i Stowarzyszenie Neratov. Koordynację wziął na siebie Euroregion Glacensis.

    Jaroslav Štefek, sekretarz Euroregionu Glacensis: – Trudność w realizacji projektu polegała między innymi na tym, że struktura samorządu w Republice Czeskiej jest inna niż w Polsce, a aby projekt zrealizować, trzeba mieć partnera po drugiej stronie granicy.

    Początkowo nie wszystkich projekt zachwycał, gdyż w Republice Czeskiej powstaje sporo wież widokowych, ale zmienili zdanie, gdy usłyszeli, że tylko trzy wieże zbudowane zostaną w zupełnie nowych miejscach, a w siedmiu przypadkach powstaną tam, gdzie obiekty tego typu już dawniej stały.

    Niektóre realizacje zdumiewają. Na wzgórzu Šibeník (niespełna pół kilometra od niewielkiego miasta Nový Hrádek) na wieżę widokową przebudowano jeden z wiatraków farmy wiatrowej, którą zlikwidowano, gdyż nie spełniła oczekiwań. Nie zmarnowano nawet stacji transformatorowej. Zaadaptowana została na punkt informacji turystycznej i galerię, w której można zobaczyć różne niezrealizowane projekty wież na Šibeníku (proponowano np. peryskop, dzięki czemu widoki okolicy można by zobaczyć nie ruszając się z dołu).

    Zupełnie inny charakter ma wieża widokowa na szczycie Wielka Desztna (Velká Deštná) po czeskiej stronie Gór Orlickich. To monumentalna ażurowa konstrukcja. Miała stać tu wieża futurystyczna, ale Jan Kolowrat Krakowski, czeski arystokrata, któremu państwo zwróciło zagrabiony w czasach komunistycznych majątek włącznie z lasami, stwierdził, że tu nie pasuje. Początkowo w ogóle nie zgadzał się na budowę wieży. W końcu zmienił zdanie. Przekonało go to, że dawniej na szczycie stała już wieża (była to wieża triangulacyjna), a ponadto wieża skanalizuje ruch turystyczny, dzięki czemu w innych częściach wzgórza będzie można prowadzić gospodarkę leśną bez przeszkód. Ostatecznie sprzedał kawałek lasu, gdyż wieża z projektu unijnego nie mogła powstać na prywatnym gruncie.

    Wieże zintensyfikowały ruch turystyczny, są celem wędrówek, ale stały się też symbolem współpracy polsko-czeskiej. Nic tak zaś nie łączy, jak mosty, dlatego zbudowano drewniany most w Neratovie, na którym wiszą dwie flagi: polska i Republiki Czeskiej. Tuż obok, po stronie czeskiej, zbudowano nawet browar, w którym znalazły pracę osoby niepełnosprawne.

    Jednym z elementów promocji projektu była wizyta studyjna dziennikarzy w dniach 12-14.07 2021 r.

    Tekst i fot. Anna Kurek-Perzyńska

    Na zdjęciu: wieża widokowa na Šibeníku.

    .

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (32): Karkonosze

    Karkonosze – najwyższe górskie pasmo Sudetów i zarazem całych Czech, nazywane dawniej Górami Olbrzymimi (niem. Riesengebirge) [1, s. 2], co oddaje sposób ich postrzegania przez ludzi minionych wieków, o mentalności zawężonej do najbliższej okolicy.

    Karkonosze są górami granicznymi – z ok. 650 km kw. powierzchni do strony polskiej należy ok. 185 km kw., pozostała do Czech [2, s. 51]. Granica państwowa przebiega głównym grzbietem Karkonoszy, jest to zarazem dział wodny pomiędzy dorzeczem Odry i Łaby [3, s. 7].

    Karkonosze rozciągają się na długości 36 km pomiędzy Przełęczą Szklarską na zachodzie, a Przełęczą Lubawską na południowym wschodzie [1, s. 2].

    Najwyższym szczytem Karkonoszy jest Śnieżka (1603 m n.p.m.), będąca jednocześnie najwyższą górą Czech. Do bardziej znanych szczytów po polskiej stronie należą też: Wielki Szyszak (1509 m n.p.m.), Smogornia (1490 m n.p.m.), Łabski Szczyt (1472 m n.p.m.) i Szrenica (1361 m n.p.m.), na której podszczytowy punkt prowadzi wyciąg krzesełkowy [2, s. 51].

    Szczyt Śnieżki po polskiej stronie zajmują XVII-w. kaplica św. Wawrzyńca (najwyżej położony w Polsce zabytek sztuki barokowej) i modernistyczny budynek obserwatorium meteorologicznego. Po stronie czeskiej stoi wzniesiony współcześnie futurystyczny obiekt poczty czeskiej – w powszechnej opinii porażający brzydotą [2, s. 51].

    Harmonijnie współgrają z krajobrazem w Karkonoszach stare schroniska. Do najbardziej znanych należą: schronisko PTTK „Samotnia” im. Waldemara Siemaszki i „Strzecha Akademicka” [2, s. 51].

    Karkonosze to góry o niezwykle ciekawej rzeźbie terenu. Szczególną uwagę zwracają monumentalnych rozmiarów granitowe formacje skalne, urokliwe doliny poprzecinane górskimi wartkimi potokami i przepastne kotły polodowcowe o stromych ścianach, które porastają rzadkie okazy roślin [1, s. 2].

    Najbardziej wartościowy przyrodniczo obszar Karkonoszy objęto instytucjonalną ochroną prawną, tworząc w 1959 r. Karkonoski Park Narodowy. Znalazły się w nim m.in. słynne karkonoskie wodospady. [1, s. 2].

    Wodospad Kamieńczyka (27 m wysokości) jest najwyższym wodospadem w polskiej części Sudetów [2, s. 51]. Jego niezwykłe walory krajobrazowe wykorzystano jako scenografię baśniowego w klimacie filmu „Opowieści z Narnii” [1, s. 2]. Wraz z drugim wodospadem w Karkonoszach – Szklarki – stanowi samoistny cel turystycznych wędrówek i jest jednym ze źródeł dochodu Karkonoskiego Parku Narodowego, do którego wstęp jest biletowany. Dojście do wodospadu Szklarki zajmuje ok. 10 min. [2, s. 51], do Kamieńczyka – ok. 30 min. W pobliżu obu są schroniska turystyczne.  

    Stolicą Karkonoszy i zarazem powiatu jeleniogórskiego jest Jelenia Góra, malowniczo położona w Kotlinie Jeleniogórskiej, otoczona Karkonoszami (od południa), Górami Kaczawskimi (od północy), Rudawami Janowickimi (od wschodu) i Górami Izerskimi (od zachodu). Miastami o szczególnym turystycznym znaczeniu w Karkonoszach są też Szklarska Poręba, Karpacz i Kowary [1, s. 2].

    W rejonie Jeleniej Góry rozciąga się słynna Dolina Pałaców i Ogrodów [21, 2], obejmująca m.in. zamek Chojnik i założenia pałacowo-parkowe w Łomnicy, Wojanowie, Karpnikach, Cieplicach i leżącej obecnie w granicach Kowar Ciszycy [2, s. 51]. Miniatury wielu okolicznych rezydencji i największy wykonany dotąd model Karkonoszy – w ciekami wodnymi, formami skalnymi, schroniskami, zabudową Śnieżki i zabudową centrum Karpacza – prezentowane są w Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska w Kowarach, według pomysłu twórcy tego kultowego w Karkonoszach miejsca, Mariana Piaseckiego.      

    [1] Karkonosze. Informator turystyczny, publikacja zrealizowana ze środków miast i gmin w ramach Porozumienia o wspólnej promocji: Powiatu Jeleniogórskiego, miast: Jelenia Góra, Karpacz, Kowary, Piechowice, Szklarska Poręba oraz gmin: Mysłakowice, Podgórzyn, Janowice Wielkie, Jeżów Sudecki i Stara Kamienica, br. r. wyd.

    [2] Katarzyna Krzemińska: Karkonosze – na długie jesienne spacery, „Nowe Życie”, 10/532, październik 2019.

    [3] Tadeusz Steć: Karkonosze. obszar konwencji turystycznej w CSRS, Wydawnictwo „Sport i turystyka”, Warszawa 1962.

    Tekst. i fot. Marek Perzyński

    wszelkie prawa zastrzeżone

  • Śmierdzący problem na Ślęży. Góra pełna odchodów

    Śmierdzący problem na Ślęży. Góra pełna odchodów

    Ślęża to niezwykle popularny cel weekendowych wypadów wrocławian. W niedzielę 22 września 2019 r. – piękny, słoneczny dzień – na szczyt ciągnęły tłumy. Służby odpowiedzialne za stan środowiska naturalnego – m.in. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu – tych tłumów zdają się jednak nie zauważać. Ślęża tonie w odchodach ludzkich, bo urzędnicy nie pomyśleli, żeby przy szlakach ustawić choćby przenośne toalety.

    W rejonie Ślęży utworzono park krajobrazowy, a na szczycie znajduje się rezerwat. Dla dziedzictwa kulturowego świata – z powodu występujących tutaj artefaktów archeologicznych – to teren bezcenny. Tego większość turystów jednak nie wie, bo przy szlakach nie ma tablic informacyjnych. Nie ma nawet wskazówek, jak dojść do pobliskich źródełek, choć jeszcze w XIX w. dostały cembrowiny, dzięki trosce ówczesnego niemieckiego Towarzystwa Ślężańskiego o zachowanie dziedzictwa kulturowego tej części Dolnego Śląska. Miejsce, które powinno zostać obecnie wykorzystane do krzewienia prawdy historycznej o początkach państwa polskiego na przykład w ramach programu „Niepodległa” , leży ugorem. Nic dziwnego, że ludzie mijają rzeźby kultyczne obojętnie, albo – co gorsze – traktują je z nonszalancją. Tak jest choćby z bezcenną rzeźbą niedźwiedzia, stojącą na szczycie Ślęży, po której wielu nawet skacze, nie zdając sobie sprawy, że mogą w ten sposób uszkodzić rzeźbę, nad pochodzeniem której historycy łamią sobie głowy od pokoleń. Zewsząd na szczycie Ślęży wciska się w oczy gryzący dym, bo palone są dziesiątki ognisk, mimo że to rezerwat. A ogólnodostępna wieża widokowa za kościołem ma tak słabe zabezpieczenia, że strach na nią wchodzić. Prawdziwe przerażenie ogarnia, gdy się pomyśli, czy na szczyt zdołałaby wjechać karetka pogotowia, gdyby komuś nagle coś się stało. Jedyna droga, którą może poruszać się samochód i to wyłącznie typu terenowego (a jest to konieczne by wwieźć np. zaopatrzenie), jest w fatalnym stanie. Duże kamienie na poboczach zagrażają nawet turystom. Pełno przy nich śmieci, bo nawet przy głównych szlakach brakuje pojemników na odpadki.

    Największym problemem, na który zwracają uwagę turyści, jest stan sanitarny góry, zwłaszcza w jej części podszczytowej. W domu turysty – z powodu problemów z wodą – korzystanie z toalet jest utrudnione. Pozostaje ubikacja za domem turysty, do której wielu brzydzi się nawet podejść. Halina Okólska z Muzeum Miejskiego Wrocławia była tak zdeterminowana, że szukała (22 września br.) toalety nawet przy kościele. Na to, że powstanie przy nim planowane muzeum archeologiczne z toaletami z prawdziwego zdarzenia, jednak się nie zanosi. Pozostaje więc zmodernizować dom turysty albo poczynić takie inwestycje, by Ślęża przestała wystawiać nam, Polakom – gospodarzom tego miejsca – fatalne świadectwo.

    Na zdjęciu: szczyt Ślęży 22 wześnia 2019 r. był wprost oblegany. Wystarczy nieco zboczyć ze szczytu, żeby przekonać się o fatalnym stanie sanitarnym góry.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©®

  • Poznań/Wielkopolska. Poznańska archikatedra z… dolnośląskim DNA

    Poznań/Wielkopolska. Poznańska archikatedra z… dolnośląskim DNA

    Bazylika archikatedralna na poznańskim Ostrowie Tumskim – duma rodowitych Poznaniaków, kościół o najstarszej metryce pisanej w Polsce, jeden z najznakomitszych zabytków w kraju – zawiera zaskakująco duży ładunek… dolnośląskiego DNA.

    Ołtarz główny – późnogotycki poliptyk z 1512 r., prawdopodobnie dłuta wrocławskiego rzeźbiarza Jakuba Beinhardta – sprowadzono w 1952 r. z kościoła pw. św. Katarzyny w Górze Śląskiej, flankujące prezbiterium stalle z pocz. XVII w. pochodzą ze Zgorzelca, a stojąca przy łuku tęczowym późnobarokowa ambona z 1720 r. jest z Milicza – wymieniając najważniejsze elementy wyposażenia poznańskiej archikatedry Włodzimierz Łęcki w przewodniku „Zwiedzamy Poznań” nie ukrywa miejsca ich pochodzenia [1, s. 30-32].

    Patronka na złotym polu

    O ile utratę stalli i ambony Dolnoślązacy mogą jakoś przeboleć, to widząc ołtarz główny bierze żal, że tak wspaniale dzieło sztuki – dające pojęcie o prymarnej roli śląskiej kultury w średniowieczu w Polsce – wywieziono z Dolnego Śląska. Wprawdzie w bazylice archikatedralnej ołtarz zajął centralne miejsce, a w kościele w Górze Śląskiej – po zamontowaniu podczas modernizacji kościoła nowego ołtarza – prezentowany był on na ścianie bocznej, nie umniejsza to faktu, że wywożąc to dzieło zubożono Śląsk kulturowo. Tym bardziej, że ołtarz ten jest z kościołem w Górze Śląskiej związany ideowo. Otóż trzy rzeźby na złotym polu – przedstawione w polu środkowym – wyobrażają NMP z Dzieciątkiem, patronkę kościoła w Górze Śląskiej św. Katarzynę oraz św. Barbarę. Towarzyszy im 12 świętych – wyobrażające ich rzeźby widzimy na skrzydłach bocznych. Rewersy i awersy skrzydeł bocznych – prezentowanych w okresie Wielkiego Postu – przedstawiają sceny pasyjne. Z kolei na rewersach skrzydeł tylnych eksponowane są – w okresie Adwentu – postacie czterech świętych. Eksponowana w predelli scena Ostatniej Wieczerzy nawiązuje do sprawowanej podczas Mszy św. Eucharystii [1, s. 31, 33].

    Gotyk częściowo zrekonstruowany

    Ołtarz główny, stalle i ambona trafiły do bazyliki archikatedralnej po II wojnie światowej. Część jej oryginalnego wyposażenia przepadło podczas walk o Poznań toczonych w lutym 1945 r. Odbudowa bazyliki archikatedralnej z wojennych zniszczeń trwała 11 lat. Gotycka sylwetka, którą wówczas odzyskała, to efekt częściowej rekonstrukcji (w ok. 40 proc). Przeprowadzono wówczas też prace archeologiczne, dzięki czemu odsłonięto w podziemnych kryptach – udostępnianych odtąd do zwiedzania – wiele elementów wczesnoromańskich i romańskich [1, s. 31].

    Na zdjęciu: na pierwszym planie ambona z Milicza, w głębi prezbiterium – ołtarz główny pochodzący z kościoła pw. św. Katarzyny w Górze Śląskiej.

    Literatura:

    [1] Włodzimierz Łęcki: Zwiedzamy Poznań, Wydawnictwo PTTK “Kraj”, Warszawa 1990.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©

    Wszelkie prawa zastrzezone

  • Dolny Śląsk. Leśna huta mistrza Łubkowskiego w Szklarskiej Porębie

    Dolny Śląsk. Leśna huta mistrza Łubkowskiego w Szklarskiej Porębie

    W Szklarskiej Porębie – na stoku powyżej górskiej rzeki Kamiennej – – działa Leśna Huta (ul. Kołłątaja 2), w której na własne oczy można zobaczyć, jak powstaje wazon, kryształowy ptak czy jedyna w swoim rodzaju lampa w odcieniu butelkowej zieleni.

    Po przekroczeniu głównej drogi wiodącej do Szklarskiej Poręby, mostu, idąc w górę boczną drogą dojdziemy do miejsca, w którym Henryk Łubkowski kontynuuje wielowiekowe tradycje szklarskie pod Szrenicą. Miejscowa huta „Julia” (w niemieckich czasach nosiła nazwę „Józefina”) przestała istnieć w czasach ekonomicznych rządów w Polsce Balcerowicza. Pozostały niszczejące budynki. Henryk Łubkowski przepracował w „Julii” ponad 11 lat, nie czekał, aż zakład padnie i poszedł na swoje. W 1990 r. założył „Leśną Hutę”, którą w 2003 r. udostępnił turystom. Przy rozgrzanym, jak wulkan piecu, jedna osoba formuje szklaną masę, druga podaje narzędzia. Pobieranie masy trwa krótko, znacznie dłużej jej formowanie i to jest dla turysty najciekawszy widok. Obok jest sklep, w którym można kupić wazony, dzbany, patery. Za oknem majaczą góry. I pomyśleć, że dawniej z hutnictwa szkła utrzymywały się w Karkonoszach całe rodziny. Po polskiej stronie gór przetrwały tylko dwie huty – w Piechowicach i w Szklarskiej Porębie mistrza Łubkowskiego.

    Na zdjęciu: mistrz Henryk Łubkowski, założyciel „Leśnej Huty” w Szklarskiej Porębie.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Dolny Śląsk. Szlakiem muz pod Szrenicą

    Dolny Śląsk. Szlakiem muz pod Szrenicą

    Szklarska Poręba to miasto biznesu i ludzi kultury. Biznes lubi ciszę, więc prym pod Szrenicą wiodą artyści. Wytyczono kilka szlaków ich śladami, a są tacy, którzy wytyczają takie trasy na własny użytek. Wiodą do domów malarzy, literatów, kolekcjonerów światowej sławy i hotelu, który prowadzi… tenor.

    Czasami biznes spotka się z kulturą. Rafał Wróblewski,śpiewak operowy, organista i prawnik w jednej osobie, został menedżerem hotelu “Sasanka”. Zrezygnował z pracy w operze wrocławskiej, choć śpiewa tenorem, zatem głosem szczególnie lubianym nie tylko przez melomanów. W biznesie jest twardy, jak karkonoski granit, ale zostały mu miękkie kompetencje artysty: otwartość, życzliwość, empatia na potrzeby promocyjne otoczenia, szerokie spojrzenie, potrzeba wspólnotowego przeżycia. Choć pochodzi z Oławy, został ambasadorem marki Szklarska Poręba. Odwiedzają go nawet politycy prosząc o poparcie lokalnej społeczności.

    Słynni bracia literaci

    Kolonia artystyczna powstała w Szklarskiej Porębie na długo przed II wojną światową. Motorem przedsięwzięcia byli bracia Gerhart Hauptmann, laureat nagrody Nobla z dziedziny literatury (otrzymał go za dramat „Tkacze), i jego brat Carl, który tak oszlifował niemiecki przekład „Chłopów”, że Reymont dostał identyczną nagrodę za „Chłopów”. Malarze-pejzażyści rozpropagowali karkonoski krajobraz, obrazy reprodukowano na pocztówkach w ogromnych nakładach.

    Przyszła II wojna światowa, Dolny Śląsk przeszedł wymianę ludności, ale genius loci Szklarskiej Poręby przetrwał.

    W 1946 r. zamieszkał w Szklarskiej Porębie Jan Sztaudynger, wybitny polski literat, mistrz krótkiej, skrzącej się dowcipem formy literackiej – fraszki. Kilkuletni pobyt Sztaudyngera w Szklarskiej Porębie (1946-1950) zaowocował licznymi tekstami. Mieszkał przy ul. 1 Maja 55, w typowo ludowym domu, typu przysłupowego. Był w nim szczęśliwy. Uwielbiał spacery. Współcześnie wytyczono w Szklarskiej porębie Dużą Sztaudyngerowską Trasę Turystyczną. Szlak liczy ok. 30 km, jego najniższy punkt jest przy parkingu obok wodospadu Szklarki (490 m n.p.m.), a najwyższy to Wysoki Kamień (1058 m n.p.m.), zatem łączne przewyższenie wynosi ok. 900 m. Wiedzie śladami Jana Sztaudyngera i obejmuje okoliczne miejsca, wskazując na niepospolitość Szklarskiej Poręby. Sztaudynger spacerował tutaj niemal codziennie, delektując się widokami. Jego sudecki dom w 2005 r. spłonął. Miejsce to oznaczono tablicą pamiątkową.

    Dom ucznia Malczewskiego

    Sztaudynger namówił do osiedlenia się w Szklarskiej Porębie ucznia Malczewskiego, Wlastimila Hofmana (1881-1970). Promowany przez władze socreralizm był mu obcy, nie chciał malować robotników w halach, kobiet na traktorach, wolał malować Madonny, portrety mieszkańców, anioły. Bywało, że wymieniał obraz za jedzenie, a zamiast honorarium lekarz dostawał swój portret. Dziś dobrej klasy artystycznej obrazy Wlastimila Hofmana sprzedawane są na aukcjach lekko po kilkanaście tysięcy zł.

    Taniej kupić bilet do muzeum w Szklarskiej Porębie (dawny dom braci Hauptmannów), które ma sporo prac Hofmana, lub obejrzeć jego dom, pełen pamiątek. Mieszkał pod Szrenicą ponad 20 lat. Zachował się tak, jak pozostawili go gospodarz i jego żona, odchodząc z tego świata.

    Juliusz Naumowicz i Grzegorz Sokołowski pozostawili po sobie muzea mineralogiczne pełne skarbów. Minerały Karkonoszy, Gór Izerskich, zagłębia miedziowego (obszar Lubina, Polkowic, Rudnej), Szklar koło Ząbkowic Śląskich to tylko część wartych krocie kolekcji. Skarby ziemi przywiodły w okolice Szklarskiej Poręby poszukiwaczy już w średniowieczu. Byli to Walonowie, co wskazuje na ich cudzoziemskie pochodzenie.

    Skamieniały las

    Wabikiem muzeum założonego przez Grzegorza Sokołowskiego jest skamieniały las, prezentowany jest przed jego siedzibą, notabene ślicznym domem typowym dawniej dla górskich miejscowości w Sudetach.

    Muzeum „Juna”, założone przez Juliusza Naumowicza, mieści się w tzw. karczmie głodowej. Od tego roku znów można je zwiedzać – obiekt odbudowano po pożarze, który strawił też część zbiorów.

    Na zdjęciu:

    Rafał Wróblewski – artysta pochodzący z Oławy – został ambasadorem marki Szklarska Poręba.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Śladami Czerwonego Barona w Świdnicy

    Śladami Czerwonego Barona w Świdnicy

    W Parku Sikorskiego w Świdnicy można zobaczyć od wiosny 2019 r. wierną replikę samolotu Czerwonego Barona, czyli barona Manfreda von Richthofen, asa lotnictwa I wojny światowej. Przez lata próbę wykorzystania Richthofena do promocji Świdnicy torpedowano. Argumentowano, że nie wypada, aby polskie miasto reklamowało się przy pomocy niemieckiego żołnierza.

    Zmienił się jednak prezydent miasta i podejście do wielu spraw. Richthofenowi nikt już wprawdzie w Świdnicy hołdów nie składa, ale zrozumiano wreszcie, że jego historia może być kolejnym wabikiem, który ściągnie do miasta turystów. Zorganizowano wystawy plenerowe – w wieży ratuszowej i w parku Sikorskiego oraz wykonano replikę Fokkera Dr 1 – identycznego samolotu, którym latał Richthofen. Oczywiście, pomalowany jest na czerwono – bo na taki kolor przemalował Rochtohefen swój samolot bojowy, zyskując przydomek Czerwonego Barona. Zginął w walce, ale żyje w legendzie. Do 1945 r. cieszył się w Świdnicy niemal kultem. W jego domu rodzinnym obok parku Sikorskiego było muzeum, po którym nie ma śladu – eksponaty wywieźli prawdopodobnie w 1945 r. Sowieci. Obecnie jest to wielorodzinny budynek mieszkalny, ale w ogrodzie zachował się poświęcony Czerwonemu Baronowi przedwojenny pamiątkowy głaz. Obok miejscowy pasjonat historii wmurował polską płytę pamiątkową. W wieży ratuszowej można przekonać się, jak mocno legenda Czerwonego Barona wykorzystywana jest we współczesnej popkulturze i marketingu. Władze Świdnicy, które też chcą z tego tortu wykroić spory kawałek, zachęcają do komercjalizacji pomysłu – w Informacji Turystycznej w Rynku można już kupić m.in. okolicznościowy znaczek turystyczny z wizerunkiem samolotu Czerwonego Barona, jego rodzinnej willi w Świdnicy i takie gadżety, jak samoloty, mapki, magnesy, kubki, koszulki, pocztówki.

    Replika samolotu kosztowała 47 500 złotych, z czego miasto wyłożyło tylko ok. 4 700 zł, ponieważ 85% to dofinansowanie unijne i 5% środki krajowe. Powstała w ramach projektu „Odlotowe miasta – Świdnica i Trutnov” ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego Programu Współpracy Transgranicznej 2014 -2020 INTERREG V-A Republika Czeska – Polska i budżetu państwa za pośrednictwem Euroregionu Glacensis.

    Na zdjęciu:

    7 czerwca 2019 r. replikę samolotu w Świdnicy obejrzała grupa czeskich dziennikarzy, w ramach wyjazdu studyjnego po Dolnym Śląsku, zorganizowanego przez Dolnośląską Organizację Turystyczną w ramach projektu „Wspólne Dziedzictwo” finansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Interreg VA Republika Czeska – Polska.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Ślęża (718 m n.p.m.): tłumy na sylwestrowej mszy św., fajerwerki i… człowiek-choinka

    Ślęża (718 m n.p.m.): tłumy na sylwestrowej mszy św., fajerwerki i… człowiek-choinka

    Punktualnie o północy na wieży kościoła na Ślęży zabił dzwon, a wokół strzelały fajerwerki. W przedsionku kościoła strzelały zaś korki od szampana, gospodyni proboszcza częstowała grochówką, kawą, herbatą i domowym ciastem. A przed chwilą zakończyła się msza święta, w której uczestniczył tak wielki tłum wiernych, że zajęte były nawet schody do kościoła i platforma widokowa.

    Ks. dr Ryszard Staszak, proboszcz, był wręcz uskrzydlony, widząc tak wiele osób, które postanowiły zakończyć rok 2017 i rozpocząć nowy 2018 w łączności z Najwyższym. Wraz z nim mszę św. celebrowali: ks. Stanisław Jóźwiak (proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego we Wrocławiu), ks. Marcin Milian (wikariusz parafii pw. NMP Matki Miłosierdzia w Oleśnicy), ks. Tobiasz Matkowski (pracownik Metropolitalnego Sądu Duchownego we Wrocławiu) i ks. Jakub Bartczak (wikariusz w parafii w Sulistrowicach, która obsługuje duszpastersko kościół na Ślęży).

    Pod koniec mszy św., w słowie do wiernych, ks. dr Staszak dziękował za pomoc w remoncie kościoła, opowiadał, co jeszcze warto zrobić na Ślęży, by miejsce to nabrało wymiaru edukacyjnego. – Bez Państwa pomocy nic bym tutaj nie zdziałał – mówił wzruszony.

    Przede wszystkim uratowano kościół, który groził zawaleniem w efekcie… prac archeologicznych. Owszem, odkryto fundamenty piastowskiego zamku, ale nikt nie kwapił się, by je wyeksponować przywracając jednocześnie świątynię do celów kultowych. Zrobił to dopiero ks. dr Staszak, przy wydatnej pomocy ks. dra Józefa Kupnego, arcybiskupa metropolity wrocławskiego. Jest to obecnie miejsce kultury i kultury. Odbywają się w nim regularnie koncerty, z czego korzystają wierni i turyści. Ks. Staszak na tym nie poprzestał. Zamierza otworzyć na Ślęży muzeum o historii tej niesamowitej góry.

    Ślęża w sylwestrową noc była oblężona. Wiele osób postanowiło przywitać nowy rok na jej szczycie korzystając z tego, że noc zapowiadała się ciepła i widoków nie przysłaniały chmury i mgły. Na polanie szczytowej zapłonęły niezliczone ogniska. Po drodze ze szczytu można było minąć człowieka-choinkę (owiniętego świecącymi elektrycznymi lampkami choinkowymi), człowieka bez butów (gdzieś po drodze je zgubił) i całe mnóstwo wędrowców zawianych, choć nie było zamieci. No, ale to jedyna taka noc w roku, więc różne rzeczy zdarzyć się mogą. Tyle tylko że czasami czeka potem pokuta. Ale to historia już na inną opowieść.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • U Gruzina, męża posągowej Skowrońskiej

    U Gruzina, męża posągowej Skowrońskiej

    We Wrocławiu jest kilka gruzińskich restauracji, z których połowę prowadzą… Ukraińcy. Z tego wniosek, że bardziej opłaca się im promować kuchnię obcą niż rodzimą. Gruzińska kuchnia to marka powszechnie znana. Giorgi Kartvelishvili, który jest Gruzinem z krwi i kości, otworzył właśnie we Wrocławiu trzeci punkt gastronomiczny „U Gruzina”. Tym razem to restauracja w słynnym ciągu usługowym pod nasypem kolejowym przy ul. Bogusławskiego, w pobliżu Teatru Polskiego.

    Teatr Polski jest tu istotny, bo Giorgi Kartvelishvili jest mężem posągowej Skowrońskiej. Chodzi o Agatę Skowrońską, znakomitą aktorkę Polskiego, o sylwetce, jak grecki posąg. Role dramatyczne są jej wręcz dedykowane. Od 24 listopada br. można oglądać ją w „Ryszardzie III” Szekspira.

    Kuchnia ma w sobie coś z teatru. Jest w niej jakaś magia. Trzeba gotować z sercem. Jak gruzińska obsada restauracji „U Gruzina”. W ofercie są m.in. chaczapuri mchliani (placek faszerowany z serem i szpinakiem) w cenie 15,90 zł i chinkali (na zdjęciu), czyli pierożki w formie sakiewki z mięsem wołowym (4 zł). Chinkali wypełnione jest rosołem, zatem jedzenie go widelcem nie jest praktyczne. Najlepiej wziąć je po prostu w ręce, odwrócić, nadgryźć i wyssać rosół. Pozostaje skonsumować wołowię. Jest doskonale przyprawiona. Toż to gruzińskie niebo w gębie.

    Gruzja jest nam, Polakom, bliska z wielu powodów. Kochamy wolność i potrafimy się o nią bić. Ponadto równie bliskie są nam rodzina i tradycja. No i jesteśmy gościnni. Szkoda, że geograficznie to kraj daleki. Jak bardzo, pokazuje mapa na ścianie „U Gruzina”.

    Tekst i fot. Marek Perzyński © ®