Kategoria: Podróże Dolnoślązaków

  • Podkarpacie. Pałac Dubiecko, czyli w progach biskupa Krasickiego i… diabła łańcuckiego

    Podkarpacie. Pałac Dubiecko, czyli w progach biskupa Krasickiego i… diabła łańcuckiego

    Pałac w Dubiecku koło Przemyśla mieszczący gustownie urządzone restaurację i hotel jest miejscem szczególnym dla kultury polskiej. To w nim urodził się książę poetów biskup Ignacy Krasicki i powstała królowa polskich kolęd. Nic to więc, że urodził się tutaj też istny czort. Do historii przeszedł jako diabeł łańcucki.

    Nie od razu pałac zbudowano. Był XIV w., gdy Kmitowie wznieśli w Dubiecku drewniany dwór. Stanowił centrum klucza dóbr. Stanął na Grodzisku, miał charakter fortalicji, czyli budowli obronnej. Z czasem spłonął. Piotr Kmita, marszałek wielki koronny, zbudował w 1. ćwierci XVI w. kolejną drewnianą fortalicję, ale ulokował ją już w innym miejscu – w pobliżu zakola Sanu, zatem miejscu naturalnie obronnym. To ona dała początek obecnemu założeniu pałacowo-parkowemu w Dubiecku [1].

    Zamek otoczony fosą

    Zamek murowany powstał w 2. ćwierci XVI w. Jego inwestor, Stanisław Mateusz Stadnicki, wszedł w posiadanie klucza dubieckiego w wyniku ożenku z Nawojką Kmitówną. Zbudował obiekt na planie czworoboku z dziedzińcem pośrodku. Tylko jednak dwa skrzydła (północne i południowe) miały charakter mieszkalny. Dwa pozostałe miały charakter fasadowy – były to mury kurtynowe. Z tego założenia zostały relikty: fragmenty ścian w skrzydle północnym i piwnice z gotyckim portalem pod południowo-zachodnią częścią gazonu. Żeby wzmocnić obronność miejsca, wydrążono fosę i zbudowano fortyfikacje ziemne. Fosa z czasem straciła znaczenie militarne, ale w Dubiecku okazała się przydatna – jako malowniczy element parku [1]. Przerzucony nad nią współcześnie garbaty mostek podnosi urodę miejsca.

    Stanisława Mateusza Stadnickiego zamek cieszył, żona – też. Dała mu ośmiu synów, ale z czasem okazało się, że jeden to istny czort. Otóż Stanisław Stadnicki, dziedzic Nienadowej i Łańcuta, był jednym z największych awanturników okresu I Rzeczypospolitej. Nazwano go wręcz diabłem. Diabłem łańcuckim [1].

    Dubiecko w rękach Krasickich

    W 1558 r. Andrzej Stadnicki, jeden z synów Stanisława Mateusza Stadnickiego, sprzedał dobra w Dubiecku Stanisławowi Krasickiemu, kasztelanowi przemyskiemu i oboźnemu koronnemu, posiadaczowi dóbr w rejonie Przemyśla. Krasicki stał się twórcą potęgi rodu, rozpoczął budowę siedziby w Krasiczynie. Zlecił też przebudowę zamku w Dubiecku. Prace kontynuował jego młodszy syn, Jerzy. Inwestycję ukończono ok. 1611 r. [1]

    Oczywiste, że inwestycja w Dubiecku prowadzona była na znacznie mniejszą skalę niż w Krasiczynie, ale również tutaj zatrudniono renomowanych twórców – jak choćby Sebastiana Czeszkę. W jego lwowskim warsztacie kamieniarskim powstały portale i piękne elementy rzeźbiarskie pieców. W efekcie przebudowy przestał istnieć surowy średniowieczny zamek, a powstała nowożytna renesansowa siedziba. Tyle że nadal w obronnym garniturze, bo ziemia sanocka – położona nieopodal granicy – narażona była ciągle na najazdy obcych wojsk. Z czasem zamek w Dubiecku podupadł, ale bynajmniej nie w wyniku ataku z zewnątrz, lecz rodzinnych waśni, procesów sądowych i zajazdów [1].

    Biskup bywalec słynnych obiadów czwartkowych

    W tym podupadłym zamku w 1735 r. przyszedł na świat Ignacy Krasicki – książę poetów, publicysta, wybitny przedstawiciel epoki oświecenia w Polsce, biskup warmiński i arcybiskup gnieźnieński, uczestnik słynnych obiadów czwartkowych wydawanych przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przyszły biskup spędził w zamku w Dubiecku dzieciństwo, co wspominał z rozrzewnieniem [1]. 3 lutego 1735 r. pisał:

    „O miejsce słodkie, gdzie się urodziłem!

    W tobie los zrządził pierwszy wątek życia.

    Wyszedłem na świat, co zdarza, użyłem.

    A czas długiego wśród ludzi przebycia

    To zdziałał, gdyby się można odrodzić.

    Lepiej by było z ciebie nie wychodzić” [2, s. 71]. 

    Taka postać to wielki marketingowy kapitał, którego w pałacu w Dubiecku nie zmarnowano. Na honorowym miejscu wisi udana kopia portretu wielkiego poety w biskupiej purpurze. Obok w kartuszu umieszczono fragment jego wiersza, a przed pałacem stoi popiersie Krasickiego, które ufundowała w 1935 r. jego rodzina [1].

    “Listy o ogrodach” Jego Ekscelencji

    W 1750 r. pożar strawił dużą część zamku, a rok później zmarł jego właściciel. Wdowa po nim, Anna Krasicka, zamku nie odbudowała. Co więcej, podzieliła majątek. Największa część przypadła Antoniemu, bratu Ignacego Krasckiego. On to w latach 1771-1780 przebudował zamek – przy udziale swej żony Róży z Charzewskich – na klasycystyczną rezydencję pałacową. Zaniechano funkcji obronnej, ale wykorzystano pozostałości fortyfikacji, tworząc park krajobrazowy. Sprowadzono wówczas wiele egzotycznych roślin, wytyczono osie widokowe, całe założenie zorientowano na południe – w kierunku Sanu. Zajęła się tym osobiście Róża Krasicka, a pomagał jej szwagier, Ignacy Krasicki. Miał wszak w dorobku „Listy o ogrodach” [1].

    Wielki Fryc też interesował się Dubieckiem

    „Bardzo często zaglądał Krasicki do swego Dubiecka, dbał o jego wygląd, cieszył się zamianą wozowni na karczmę i wysyłał specjalnego ogrodnika, by urządzał, a także – jak pisze w listach – „całymi godzinami rozmawiał w Berlinie z królem pruskim Fryderykiem II o Dubiecku, a geniusz ten wielki dyrygujący machiną Europy, szczególnie interesował się Dubieckiem” – czytamy w książce „Ziemia przemyska” o udziale biskupa Krasińskiego w kształtowaniu oblicza miejsca swego urodzenia [2, s. 71].

    Bóg się rodzi, moc truchleje…

    Któż nie bywał w Dubiecku! Pod koniec XVIII i w pocz. XIX w. pałac był istną mekką poetów. W gronie tym byli m.in. Karpiński, Konarski, Drużbacka i Wincenty Pol [2, s. 72]. Franciszek Karpiński napisał tutaj słynną pieśń „Kiedy ranne wstają zorze” i królową polskich kolęd „Bóg się rodzi, moc truchleje” [1].

    Konarscy – właściciele pałacu od 1883 – zbudowali parterową oficynę usytuowaną prostopadle do pałacu. Dostała historyzujący kostium: neogotyckie elewacje z krenelażem i narożną basztę z pseudoprzyporami, co nadało całemu założeniu charakter budowli obronnej, przypominający o jej średniowiecznej metryce [1]. Neogotyckie dobudówki datowane są na 1900 r. Kwadratową basztę przebudowano w nowszych czasach [2, s. 72].

    Po 1945 r. w pałacu urządzono dom wypoczynkowy. po transformacji ustrojowej trafił w prywatne ręce. Przeszedł metamorfozę, która wyszła mu na dobre. To znów – podobnie jak w czasach biskupa Krasickiego – jedno z najbardziej urokliwych miejsc na ziemi przemyskiej.

    Literatura:

    [1] Bożena Figiela: Karpacki Szlak Ogrodów i Domów Historycznych, Podkarpacka Regionalna Organizacja Turystyczna, Rzeszów 2015.

    [2] Jan Skarbowski: Ziemia przemyska, Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne, Kraków 1963.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Ślęża (718 m n.p.m.): tłumy na sylwestrowej mszy św., fajerwerki i… człowiek-choinka

    Ślęża (718 m n.p.m.): tłumy na sylwestrowej mszy św., fajerwerki i… człowiek-choinka

    Punktualnie o północy na wieży kościoła na Ślęży zabił dzwon, a wokół strzelały fajerwerki. W przedsionku kościoła strzelały zaś korki od szampana, gospodyni proboszcza częstowała grochówką, kawą, herbatą i domowym ciastem. A przed chwilą zakończyła się msza święta, w której uczestniczył tak wielki tłum wiernych, że zajęte były nawet schody do kościoła i platforma widokowa.

    Ks. dr Ryszard Staszak, proboszcz, był wręcz uskrzydlony, widząc tak wiele osób, które postanowiły zakończyć rok 2017 i rozpocząć nowy 2018 w łączności z Najwyższym. Wraz z nim mszę św. celebrowali: ks. Stanisław Jóźwiak (proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego we Wrocławiu), ks. Marcin Milian (wikariusz parafii pw. NMP Matki Miłosierdzia w Oleśnicy), ks. Tobiasz Matkowski (pracownik Metropolitalnego Sądu Duchownego we Wrocławiu) i ks. Jakub Bartczak (wikariusz w parafii w Sulistrowicach, która obsługuje duszpastersko kościół na Ślęży).

    Pod koniec mszy św., w słowie do wiernych, ks. dr Staszak dziękował za pomoc w remoncie kościoła, opowiadał, co jeszcze warto zrobić na Ślęży, by miejsce to nabrało wymiaru edukacyjnego. – Bez Państwa pomocy nic bym tutaj nie zdziałał – mówił wzruszony.

    Przede wszystkim uratowano kościół, który groził zawaleniem w efekcie… prac archeologicznych. Owszem, odkryto fundamenty piastowskiego zamku, ale nikt nie kwapił się, by je wyeksponować przywracając jednocześnie świątynię do celów kultowych. Zrobił to dopiero ks. dr Staszak, przy wydatnej pomocy ks. dra Józefa Kupnego, arcybiskupa metropolity wrocławskiego. Jest to obecnie miejsce kultury i kultury. Odbywają się w nim regularnie koncerty, z czego korzystają wierni i turyści. Ks. Staszak na tym nie poprzestał. Zamierza otworzyć na Ślęży muzeum o historii tej niesamowitej góry.

    Ślęża w sylwestrową noc była oblężona. Wiele osób postanowiło przywitać nowy rok na jej szczycie korzystając z tego, że noc zapowiadała się ciepła i widoków nie przysłaniały chmury i mgły. Na polanie szczytowej zapłonęły niezliczone ogniska. Po drodze ze szczytu można było minąć człowieka-choinkę (owiniętego świecącymi elektrycznymi lampkami choinkowymi), człowieka bez butów (gdzieś po drodze je zgubił) i całe mnóstwo wędrowców zawianych, choć nie było zamieci. No, ale to jedyna taka noc w roku, więc różne rzeczy zdarzyć się mogą. Tyle tylko że czasami czeka potem pokuta. Ale to historia już na inną opowieść.

    Tekst i fot. Marek Perzyński