A sample text widget
Etiam pulvinar consectetur dolor sed malesuada. Ut convallis
euismod dolor nec pretium. Nunc ut tristique massa.
Nam sodales mi vitae dolor ullamcorper et vulputate enim accumsan.
Morbi orci magna, tincidunt vitae molestie nec, molestie at mi. Nulla nulla lorem,
suscipit in posuere in, interdum non magna.
|
Chmura Dariusz (ur. 12.10.1969 r. w Wołowie) [1] – burmistrz Wołowa, lokalny polityk związany z ziemią wołowską, historyk, ambasador polskiej kultury kresowej, przewodniczący konwentu wójtów i burmistrzów gmin subregionu wrocławskiego. „Kurier Gmin” uznał go w 2021 r. za jedną z 50. najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim: „Buduje swoje zaplecze i ściąga ciągle najwięcej pieniędzy dla gminy z zewnątrz niż dotychczasowi burmistrzowie” [2, s. 7].
Dariusz Chmura ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika w Wołowie, a następnie historię na Uniwersytecie Wrocławskim. Pracował m.in. w Zespole Szkół Specjalnych w Wołowie oraz w Powiatowym Centrum Edukacji i Pomocy Pedagogicznej w Wołowie [1].
[1] www.portalsamorzadowy.pl
[2] mr: Oto 50 najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim, Tygodnik Powiatu Wołowskiego „Kurier Gmin”, nr 1(1549), 7.01.2021.
Na zdjęciu: Dariusz Chmura.
Tekst i fot. Marek Perzyński ©
W trudnych górskich warunkach w rejonie ziemi kłodzkiej na polsko-czeskim pograniczu wzniesiono 10 wież widokowych, udało się znaleźć wykonawcę mostu na polsko-czeskiej granicy, uzgodniono procedury na szczeblu administracji samorządowej, która w Republice Czeskiej jest odmienna od polskiej, a nawet zdołano przekonać czeskiego arystokratę, by zgodził się na budowę wieży i sprzedał kawałek szczytu. A wszystko to w ramach projektu „Czesko-polski szlak grzbietowy – część wschodnia”.
Projekt realizowano przez trzy lata (2018-2021), a wzięło w nim udział aż 18 partnerów – po stronie polskiej: Międzylesie, Bystrzyca Kłodzka, Duszniki-Zdrój, Radków, gmina miejska Nowa Ruda, gmina wiejska Nowa Ruda i powiat kłodzki, a po czeskiej: Deštné i Olešnice w Orlických horách, Vysoká Srbská, miasto Nový Hrádek i Stowarzyszenie Neratov. Koordynację wziął na siebie Euroregion Glacensis.
Jaroslav Štefek, sekretarz Euroregionu Glacensis: – Trudność w realizacji projektu polegała między innymi na tym, że struktura samorządu w Republice Czeskiej jest inna niż w Polsce, a aby projekt zrealizować, trzeba mieć partnera po drugiej stronie granicy.
Początkowo nie wszystkich projekt zachwycał, gdyż w Republice Czeskiej powstaje sporo wież widokowych, ale zmienili zdanie, gdy usłyszeli, że tylko trzy wieże zbudowane zostaną w zupełnie nowych miejscach, a w siedmiu przypadkach powstaną tam, gdzie obiekty tego typu już dawniej stały.
Niektóre realizacje zdumiewają. Na wzgórzu Šibeník (niespełna pół kilometra od niewielkiego miasta Nový Hrádek) na wieżę widokową przebudowano jeden z wiatraków farmy wiatrowej, którą zlikwidowano, gdyż nie spełniła oczekiwań. Nie zmarnowano nawet stacji transformatorowej. Zaadaptowana została na punkt informacji turystycznej i galerię, w której można zobaczyć różne niezrealizowane projekty wież na Šibeníku (proponowano np. peryskop, dzięki czemu widoki okolicy można by zobaczyć nie ruszając się z dołu).
Zupełnie inny charakter ma wieża widokowa na szczycie Wielka Desztna (Velká Deštná) po czeskiej stronie Gór Orlickich. To monumentalna ażurowa konstrukcja. Miała stać tu wieża futurystyczna, ale Jan Kolowrat Krakowski, czeski arystokrata, któremu państwo zwróciło zagrabiony w czasach komunistycznych majątek włącznie z lasami, stwierdził, że tu nie pasuje. Początkowo w ogóle nie zgadzał się na budowę wieży. W końcu zmienił zdanie. Przekonało go to, że dawniej na szczycie stała już wieża (była to wieża triangulacyjna), a ponadto wieża skanalizuje ruch turystyczny, dzięki czemu w innych częściach wzgórza będzie można prowadzić gospodarkę leśną bez przeszkód. Ostatecznie sprzedał kawałek lasu, gdyż wieża z projektu unijnego nie mogła powstać na prywatnym gruncie.
Wieże zintensyfikowały ruch turystyczny, są celem wędrówek, ale stały się też symbolem współpracy polsko-czeskiej. Nic tak zaś nie łączy, jak mosty, dlatego zbudowano drewniany most w Neratovie, na którym wiszą dwie flagi: polska i Republiki Czeskiej. Tuż obok, po stronie czeskiej, zbudowano nawet browar, w którym znalazły pracę osoby niepełnosprawne.
Jednym z elementów promocji projektu była wizyta studyjna dziennikarzy w dniach 12-14.07 2021 r.
Tekst i fot. Anna Kurek-Perzyńska
Na zdjęciu: wieża widokowa na Šibeníku.
.
Ślęża to popularny cel wycieczek, ale osoby niepełnosprawne nie mają szans na nią dotrzeć. Jedyna droga, którą byliby w stanie pokonać, jest w fatalnym stanie. To ewidentny przejaw wykluczenia społecznego. Na osobach decyzyjnych nie robi wrażenia jednak nawet fakt, że idąc na Ślężę można wyzionąć ducha, gdyż karetka po tak złej drodze na górę nie wjedzie. Przekonano się o tym, gdy na trasie na Ślężę umierał człowiek. Nie doczekał się pomocy.
O sytuacji na Ślęży dyskutowano w pierwszej połowie 2020 r. w siedzibie Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu z udziałem m.in. burmistrza Sobótki, przedstawiciela Lasów Państwowych, parafii w Sulistrowicach, PTTK, służby ochrony zabytków, dyrekcji parków krajobrazowych, a nawet biura poselskiego pani poseł Soin. Było o czym mówić, bo w weekendy Ślęża jest oblegana, co powoduje szereg problemów. Jeden z urzędników wysunął absurdalny pomysł, by na szlakach postawić… szlabany. Pokazuje to sposób myślenia osób odpowiedzialnych za ruch turystyczny i ochronę przyrody. Gór nie da się jednak zamknąć na kłódkę, ponadto Ślęża to góra-symbol. Nazywana jest Świętą Górą Ślązaków, od niej nazwę wziął Śląsk, na stoku i szczycie usytuowane są prehistoryczne rzeźby kultowe i kultowe źródełka. Zmasowany ruch turystyczny na Ślęży warto byłoby więc wykorzystać do edukacji regionalnej, ale próżno szukać przy trasie tablic edukacyjnych z odpowiednimi treściami. Próżno szukać też cywilizowanej toalety na szczycie, musi wystarczyć sławojka, czyli otwór w desce, ale korzystają z niej generalnie desperaci. Można odnieść wrażenie, że ten, kto wchodzi na Ślężę, czyni to na własne ryzyko. Brakiem cywilizowanej toalety i złą drogą próbuje się zniechęcić turystów do wejścia na szczyt, ale nie tędy droga. Turyści wędrowali i wędrować będą na Ślężę, bo nie dostają wiedzy, że w Masywie Ślęży jest wiele innych ciekawych miejsc wartych zobaczenia niż tylko szczyt Ślęży. Wciąż nie podjęto jednak żadnych widocznych działań, by zdywersyfikować ruch turystyczny. Wydaje się, że jedynym działaniem, by zmniejszyć ruch turystyczny, jest utrzymywana w złym stanie droga leśna z Przełęczy Tąpadła na szczyt Ślęży. Tyle że w ten sposób wyeliminowano jedynie osoby niepełnosprawne. Takie rzeczy tylko w Polsce, kraju członkowskim Unii Europejskiej, która walczy z wykluczeniem społecznym.
Anna Kurek-Perzyńska
Zabytkowa kopuła Hali Stulecia – jedynego wrocławskiego zabytku wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – od 7 grudnia br. pilnowana będzie noc i dzień. Straż pełnić ma… miejski krasnal. Otrzymał imię Ebi. To zdrobniała forma imienia Eberhard. Eberhard Mock, komisarz policji, jest słynnym bohaterem kryminałów Marka Krajewskiego, których akcja dzieje się w przedwojennym Breslau, czyli dzisiejszym Wrocławiu. Jako jedna z pierwszych podążyła jego śladami Małgorzata Urlich-Kornacka, przewodnik miejski ze Stowarzyszenia Podróżników TUiTAM. Turyści docierają z nią m.in. do miejsc, które cieszyły się złą sławą. Przewodniczka buduje napięcie już samym swoim pojawieniem się w stroju, którego pozazdrościć mogłaby jej niejedna wrocławska przedwojenna kokota. Spacery z dreszczykiem cieszą się tak dużym powodzeniem, że udało się zgromadzić środki na wykonanie sobowtóra Mocka o wyglądzie krasnala. Wykonanie rzeźby zlecono plastyczce, Beacie Zwolańskiej-Hołod. Jej usytuowanie przy Hali Stulecia jest nieprzypadkowe. To w niej dzieje się akcja dwóch kryminałów Marka Krajewskiego, z których jeden z nich – pt. „Mock” – autor pisał przez kilka miesięcy w gabinecie znajdującym się w jej sercu.
Marek Perzyński
wszelkie prawa zastrzeżone
Kamienie graniczne dóbr opactwa cysterskiego w Krzeszowie – zachowały się m.in. w Krzeszowie (muzeum w Domu Opata, lokalizacja wtórna), muzeum w Kamiennej Górze (lokalizacja wtórna), Chełmsku Śląskim (lokalizacja wtórna) i przed kościołem w Ulanowicach koło Lubawki. Powstały w czasie rządów opata krzeszowskiego Innocentego Fritscha, który po objęciu swoich rządów w 1727 r. powołał komisję graniczną celem oznaczenia włości opactwa krzeszowskiego specjalnymi słupkami. Wykute zostały z piaskowca i oznaczone znakami proweniencyjnymi. Na słupku prezentowanym w muzeum w Krzeszowie wyryto infułę i pastorał (oznaki władzy opackiej), datę 1727 i inicjały opata Innocentego Fritscha: IAG, co oznacza: Innocnetius Abbas Grissoviensis (Abbas – opat, Grüssau – niemiecka nazwa Krzeszowa). Większość zachowanych słupków została wykonana w tej formie. Wyjątkami są słupki w Kamiennej Górze, Ulanowicach i Chełmsku Śląskim. Słupek w Kamiennej Górze oznaczono monogramem IFAG i datą 1733. Na kamieniu granicznym w Ulanowicach pod infułą widnieje herb opactwa krzeszowskiego. Z kolei słupek w Chełmsku Śląskim opatrzono od strony rewersu dodatkowo inskrypcją RSSI, co oznacza Residentia Schatzlariensis Societatis Jesu (Towarzystwo Jezusowe w Zaclerzu), gdyż pierwotnie stał on na granicy dóbr opactwa cystersów krzeszowskich i jezuitów.
[1] Opis kamienia granicznego dóbr krzeszowskich w muzeum-Domu Opata w Krzeszowie.
Marek Perzyński
wszelkie prawa zastrzeżone
Białecki Michał (ur. 23.03.1967 r. we Wrocławiu) – znany aktor teatralny i filmowy, reżyser, producent, animator kultury, twórca i dyrektor Nowego Teatru, w ramach którego działała pierwsza we Wrocławiu scena letnia. od 2017 r. związany jest etatowo z Teatrem Polskim we Wrocławiu, w którym stworzył szereg znaczących kreacji aktorskich. W latach 1988-1998 pracował jako aktor m.in. w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, teatrach w Niemczech i we Francji. W przeszłości działał w ruchu harcerskim.
Tekst i fot. Marek Perzyński
wszelkie prawa zastrzeżone
Bereski Dariusz (ur. 29.12.1965 r.) – aktor teatralny i filmowy, poeta, zdobywca tytułu „Mistrza mowy polskiej”. Od 2017 r. związany etatowo z Teatrem Polskim we Wrocławiu, w którym stworzył wiele kreacji, m.in. w „Braciach Karamazow”.
Marek Perzyński
Wszelkie prawa zastrzeżone
Śnieżne Kotły – dwa najlepiej wykształcone kotły polodowcowe w Karkonoszach, charakteryzujące się dobrze zachowanymi formami glacjalnymi – pionowe ściany skalne dochodzą do ok. 200 m wysokości. Jedno z najpiękniejszych miejsc w Karkonoszach, doskonały punkt widokowy na panoramy: Karkonoszy, Gór Izerskich, Gór Kaczawskich, Rudaw Janowickich, Kotliny Jeleniogórskiej, a przy dobrej pogodzie nawet na Ślężę na Przedgórzu Sudeckim. Śnieżne Kotły znajdują się w zachodniej części Karkonoszy (Śląski Grzbiet) pomiędzy Wielkim Szyszakiem (1509 m n.p.m.), a Łabskim Szczytem (1471 m n.p.m.). Administracyjnie należą do miasta Piechowice [1].
[1] Piechowice. Plan miasta,
Teksty na podstawie materiałów ze strony www.piechowice.pl.
Wydawca: Wydawnictwo i Promocja Szach Piotr Kubiak.
Marek Perzyński
Wszelkie prawa
zastrzeżone
Logau von – stary śląski ród szlachecki, wywodzący się z niewielkiej wsi Łagów koło Zielonej Góry, który doszedł do znacznej pozycji, potwierdzonej tytułami arystokratycznymi: baronowskim i hrabiowskim. W dokumentach wystawianych w XV i XVI w. używał często słowiańskiej formy nazwiska Logowski. W XV w. rozdzielił się na liczne linie na całym Śląsku. Baronowski od 1604 r. Tytuł hrabiowski otrzymali w 1733 r. przedstawiciele rodziny osiedli w księstwach świdnicko-jaworskim i nyskim [1, s. 33].
W herbie rodowym tarcza czterodzielna w krzyż. W polu pierwszym i rombowym czwartym na czerwonym skośnym pasie lewart srebrny wspięty w prawo flankowany szachownicą; w polach drugim i trzecim błękitna woda na podstawie której łabędź srebrny wspięty w prawo. W klejnocie nad hełmami w koronach, tarcze herbu rodowego – w prawym w pęku strusich piór, w lewym jedynie srebrny łabędź. Labry czerwono-srebrne i błękitno-złote [1, s. 33].
[1] Mariusz Makowski: Sala posiedzeń Rady Miejskiej w cieszyńskim ratuszu, Biuro Promocji i Informacji Urzędu Miejskiego w Cieszynie, Cieszyn 2006.
Marek Perzyński ©®
Wszelkie prawa zastrzeżone
Kościół pw. św. Marcina w Jaworze – świątynia o unikatowym oryginalnym średniowiecznym wystroju rzeźbiarskim, wzniesiona z fundacji książęcej, jedna z najstarszych na Śląsku, świadcząca o dawnej świetności politycznej i gospodarczej Jawora. W okresie kontrreformacji stała się ważnym punktem ideowego odniesienia społeczności katolickiej – przy pomocy języka sztuki = względem zbudowanego przez protestantów w Jaworze protestanckiego Kościoła Pokoju.
Kościół pw. św. Marcina wzniesiony został w latach 1330-1370 z fundacji księcia piastowskiego Henryka jako świątynia parafialna [1, s. 22], będąca niezbędnym czynnikiem właściwego funkcjonowania ówczesnej społeczności miejskiej. Jest to obiekt wczesnogotycki, ale o jeszcze starszym rodowodzie – wzmiankowany był już w 1242 r. [2, s. 344]. Jest najstarszym kościołem w Jaworze. Zbudowany został przez muratorów sprowadzonych specjalnie z Czech. Należy do grupy rzadkich na Śląsku kościołów typu trzynawowego halowego. Jego monumentalna bryła – ulegająca przeobrażeniom aż do poł. XVII w – stanowiła długie lata dominantę panoramy Jawora [1, s. 22]. Góruje nad nim – od zachodu – jedna kwadratowa wieża. Planowano dwie, lecz druga zawaliła się w 1533 r. Istniejącą ukończono w latach 1534-1536 [2, s. 344].
O statusie jaworskiej fary, wyrafinowanym guście artystycznym książęcego mecenasa i kontynuatorów jego dzieła świadczy jej wystrój. Do dziś zachowało się kilkadziesiąt wykonanych z piaskowca wsporników i zworników we wnętrzu, do którego wejście prowadzi przez trzy portale. Główny – od zachodu – z tympanonem maswerkowym otoczonym bordiurą z postaciami – datowany jest na XIV w. Drugi – od południa – również gotycki, dostępny był jedynie członkom Rady Miejskiej Jawora, która – jako patron tutejszego kościoła – udawała się tędy do ław kolatorskich. W tympanonie umieszczono wizerunek patrona jaworskiej fary, św. Marcina [1, s. 22]. Siedząc na koniu, ucina połę swego płaszcza dla biedaka [2, s. 344]. Trzeci portal, renesansowy (ok. 1615 r.), o bogatej ornamentyce, flankują okazałe kolumny, w zwieńczeniu których umieszczono łaciński napis – w tłumaczeniu: „Oto Brama Pańskiej Sprawiedliwości Dostępna Wchodzącym” [1, s. 22].
W okresie kontrreformacji kościół pw. św. Marcina zbarokizowano. Ołtarz główny, ołtarze boczne, figury przyścienne, ambona, monumentalne obrazy i organy zaczęły grać w wielkim, typowym dla baroku, spektaklu Theatrum sacrum, tworząc jednolity obraz podporządkowany jednej nadrzędnej idei. Wyreżyserowany został przez Kaspra Karola Franciszka Scribaniego, który objął funkcję katolickiego proboszcza w Jaworze w 1688 r. W pocz. XVIII w. rozmieścił w różnych punktach miasta kamienne pomniki i kolumny z figurami Maryi i świętych, wzmacniając tym siłę oddziaływania programu ideowego kościoła pw. św. Marcina. Figury i kolumny te przywracały Jaworowi – jak to określa Anna Grynszpan z miejscowego muzeum – „charakter miasta katolickiego utracony w czasie protestantyzmu” [1, s. 22], gdy w rękach protestantów znajdował się też kościół św. Marcina (lata 1526-1650) [2, s. 344]. Na placu kościelnym stoi jeden z takich pomników, przedstawiający św. Judę Tadeusza (1726 r.), przeniesiony w 1873 r. z południowo-wschodniej części Rynku [1, s. 22].
O wyjątkowej klasie barokowego wyposażenia jaworskiej fary świadczy m.in. ołtarz boczny z obrazami Matki Bożej i Trójcy Świętej pędzla Michaela Leopolda Willmanna [2, s. 344], zwanego śląskim Rembrandtem.
Literatura:
[1] Anna Grynszpan
(red.): Jawor. Dzieje i zabytki, Muzem Regionalna w Jaworze,
Jawor 2007.
[2]
Zabytki sztuki w Polsce. Śląsk, praca zbiorowa, Krajowy
Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków, Warszawa 2006.
Marek Perzyński ©®
wszelkie prawa
zastrzeżone
Złota bulla (Aurea bulla Fundationis Universitatis Wratislaviensis) – akt założycielski obecnego Uniwersytetu Wrocławskiego, wówczas akademii prowadzonej przez jezuitów. Podpisany został 21.10.1702 r. przez cesarza Leopolda I Habsburga. W efekcie powołano dwuwydziałową uczelnię zwaną od imienia cesarza Leopoldiną (z wydziałami teologicznym i filozoficznym), określono jej władze, insygnia i przywileje – na wzór uniwersytetów w Paryżu, Wiedniu i Bolonii. Na czele Leopoldiny stanął rektor kolegium jezuickiego mianowany przez generała zakonu, a o obsadzie profesorskiej decydowali przełożeni zakonu. Złota bulla przechowywana jest w Oddziale Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Kolejna fundamentalna decyzja dla wrocławskiej uczelni zapadła w 1811 r. – połączono Leopoldinę z Uniwersytetem Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, co zapoczątkowało rozkwit wrocławskiego ośrodka akademickiego. Uniwersytet we Wrocławiu próbowano powołać już na pocz. XVI w. [1, s. 38-39].
Na zdjęciu: Złota bulla z
1702 r.
[1] Maria Wanke-Jerie: Wrocławskie
cuda nauki, „Nowe Życie”, nr 3/493, marzec 2016.
Tekst i fot. Marek
Perzyński
Wszelkie prawa
zastrzeżone
Portatius von, pruska
rodzina szlachecka rezydująca na Śląsku m.in. w pałacu w Czarnym Borze, w
którym obecnie mieści się szpital odwykowy.
Portatius to pierwotnie wschodnio-pruska rodzina wiążąca swój początek z Johannem Portatiusem (ur. 1610 r.), od 1636 r. pastorem we wschodnich Prusach. Tam poślubił córkę [1, s. 114] pastora Annę z Tharau [2]. Z tej okazji poeta Simon Dach [2] z Królewca [1, s. 114] skomponował wiersz, który stał się później kanwą popularnej pieśni ludowej „Anna z Tharau” [2]. W 1786 r. Portatiusowie zostali nobilitowani – stali się członkami dziedzicznego pruskiego stanu szlacheckiego. Podstawą egzystencji rodu były majątki ziemskie, ale jego przedstawiciele pełnili też funkcje duchownych, oficerów i wysokich urzędników [1, s. 114].
Pułkownik Bernard von Portatius
(ur. 23.12.1801 r. w Prusach Wschodnich) poślubił 4.10.1843 r. baronównę
Friedoline von Zedlitz-Neukirch (ur. 4.10.1822 r. w Karpnikach koło Jeleniej
Góry), która jako najstarsza z siedmioro dzieci barona Otto von Zedlitz-Neukirch,
właściciela majątku rycerskiego Karpniki, była dziedziczką dominium Czarny Bór,
kupionego przez jej ojca na licytacji. Ślub odbył się w kościele ewangelickim w
Grzędach, wchodzących w skład dominium Czarny Bór. Ze związku pułkownika
Portatiusa z baronówną Zedlitz-Neukirch narodziło się trzech synów, z których
najstarszy – Hans Otto (ur. 29.03.1848 r. w Głogowie) stał się na mocy
starszeństwa dziedzicem dóbr. Jego ojciec zmarł 6.10.1862 r., a matka 22.05.1893
r. [1, s. 114-115]
Hans Otto von Portatius poślubił 19.09.1872 r. Drahomirę Frankenberg von Luettwitz (ur. 1850 r.), z którą miał pięcioro dzieci. Do przejęcia majątku przygotowywany był – jako najstarszy syn – Hans Bernard (ur. 8.03.1875 r.). Hans Otto wziął udział w 1870 r. w kampanii wojennej. W tym czasie dominium Czarny Bór podniesione zostało do rangi majoratu, a 28.06.1893 r. stało się siedzibą ordynacji o pow. 1344 r. Były to zatem dobra niepodzielne. W latach 1892 – 1902 Hans Otto von Portatius był starostą kamiennogórskim, a następnie naczelnym dyrektorem prowincji śląskiej i dożywotnim członkiem dworu pruskiego. Zmarł 26.08.1908 r., a jego żona 6.02.1927 r. [1, s. 115].
Hans Bernard von Portatius – spadkobierca Hansa Otto – ożenił się w 1906 r. z niemiecką szlachcianką Verą Elsą von Einsiedel (ur. 15.10.1887 r.), z którą doczekał się syna, Huberta Zygfryda (ur. 23.10.1907 r.). Hans Bernard przejął w 1908 r. po śmierci ojca majątek, który powiększył, zmodernizował i upiększył. Według danych z 1917 r. jego powierzchnia wynosiła 1345 ha – był to ówcześnie największy majątek ziemski na ziemi kamiennogórskiej. Sporą jego część stanowiły lasy [1, s. 115-116].
Hans Bernard von Portatius najbardziej znaczące prace w siedzibie majątku w Czarnym Borze przeprowadził po I wojnie światowej. Dobudowano wówczas najwyższe piętro pałacu, zmodernizowano go, powstało biuro wraz z wozowniami i garażami, wyremontowano poszczególne budynki. Ponadto zbudowano nową leśniczówkę w Grzędach. Mimo wielu obowiązków w majątku, Hans Bernard von Portatius nie stronił od służby publicznej – w latach 1912-1919 był naczelnikiem urzędu Grzędy-Czarny Bór. Nosił wojskowy tytuł rotmistrza, pasjonował się myślistwem – pełnił funkcję przewodniczącego związku myśliwskiego w Górach Wałbrzyskich i we wschodnich Karkonoszach. Szczególnie pielęgnował pełen cennych drzew park przydworski w Czarnym Borze, w którym – zgodnie ze swą wolą – spoczął po śmierci (zm. 31.05.1942 r. w Berlinie) na utworzonym specjalnie przypałacowym cmentarzu rodowym. Pogrzeb miał myśliwską oprawę – odegrano hejnał na myśliwskich rogach, a następnie oddano salwę honorową myśliwskimi sztucerami [1, s. 116].
Rotmistrz był ostatnim ordynatem na Czarnym Borze, gdyż jego syn walczył na froncie wschodnim i nigdy do rodzinnych dóbr nie wrócił – po wojnie osiedlił się w Niemczech, gdyż Dolny Śląsk przypadł Polsce. Majątkiem zarządzała wdowa po ordynacie, korzystając z pomocy nadleśniczego z Grzęd. 9.05.1945 do Czarnego Boru wkroczyli Sowieci. Wszystko, co dało się wynieść z pałacu i sąsiednich obiektów, załadowali na ciężarówki i wywieźli na stację kolejową w Witkowie, skąd trafiło do Związku Sowieckiego. Verę von Portatius poniżano, nie oszczędził jej też polski Urząd Bezpieczeństwa. Latem 1945 r. została aresztowana i trafiła do więzienia w Kamiennej Górze, z którego zwolniono ją w maju 1946 r. Wysiedlona została do Niemiec, podobnie jak – decyzją wielkich mocarstw tworzących koalicję antyhitlerowską – inni Niemcy. Zmarła w 1953 r. w Brauenfels [1, s. 116-117].
Cmentarz rodowy Portatiusów
w pobliżu pałacu zachował się, jedynie park przekształcił się w las. Pałac można
obejrzeć z daleka, ale dyskretnie, bo wokół spacerują pacjenci mieszczącego się
w nim szpitala.
Literatura:
[1] Ks. Władysław Stępniak
(red.): Czarny Bór. Historia i współczesność, Wydawca „AFRA” Wałbrzych, Czarny
Bór 2007.
[2] Władimirowo (obwód
kaliningradzki), www.wikipedia.pl
Marek Perzyński
Wszelkie prawa
zastrzeżone
Należy do najpiękniejszych tego typu budowli na Dolnym Śląsku. Nawiązuje do okresu gotyku, gdy religia sakralizowała władzę.
Strzelista
wieża przypominająca wieże średniowiecznych śląskich kościołów,
w narożu figura Maryi odwołująca się prawdopodobnie do słynnego
sanktuarium maryjnego w pobliskim Bardzie, dekoracje i sentencje –
ząbkowicki ratusz odwołuje się wprost do idei budownictwa
średniowiecznego [1, s. 58], sygnalizując prastarą metrykę
miasta. W rzeczywistości wzniesiony został w XIX w., gdy salony
opanował romantyzm. Duchowość przeciwstawiono racjonalności, jako
nie dającej odpowiedzi na nurtujące człowieka pytania o sens
życia. Architektura nowe idee wyraziła neostylami, m.in.
neogotykiem.
Noszący neogotycki kostium ząbkowicki ratusz zaprojektował mistrz tej formy, Alexis Langer. Znany jest z wielu udanych XIX-w. realizacji na Śląsku. Ząbkowicki ratusz otrzymał kamienną, ażurową wieżę – to charakterystyczny motyw w twórczości Langera. Sam ratusz w ogólnym zarysie nawiązuje do poprzedniego ząbkowickiego ratusza, który w 1858 r. spłonął niemal z całym miastem. Szybko podjęto decyzję o budowie nowego [1, s. 58].
Obecnie w ratuszu mieszczą się biblioteka miejska i sala ślubów, w której zawisł po II wojnie światowej jeden z obrazów Michaella Willmanna, zwanego śląskim Rembrandtem.
[1] Bogusław Czechowicz, Izabela Żak: Dolny Śląsk. Zabytki, Agencja Reklamowo-Wydawnicza „Promocja”, Bydgoszcz, br. r. wyd.
Na zdjęciu: panorama Ząbkowic Śląskich. Wieża ratusza – druga z prawej.
Tekst
i fot. Marek Perzyński ©®
wszelkie
prawa zastrzeżone
Eksploatacja minerałów i górnictwo po śląskiej stronie Karkonoszy – istotny aspekt dziedzictwa gospodarczego i kulturowego regionu, zapisany w krajobrazie poprzez wciąż czytelne ślady sztolni, hałd, dróg, osad górniczych, zabudowania hut i zamki, które strzegły dróg handlowych, porządku prawnego i granicy.
Złoto
Kwarc z karkonoskich minerałów
wykorzystywano już w epoce kamienia, ale do X-XI w. eksploatacja zasobów w tym
rejonie miała charakter incydentalny i wiązała się głównie z poszukiwaniami
złota i kamieni szlachetnych. W wiekach IV-III wieku p.n.e. działali tutaj
Celtowie, z kolei we wczesnym średniowieczu zaś (XII-XIII w.) górnicy walońscy
i ich naśladowcy. Przypuszcza się, że w latach 1175-1492 pozyskano w rejonie
Karkonoszy ok. 3 ton złota, głównie ze złóż aluwialnych [1, s. 13].
Górnictwo w Kowarach
Nowy impuls przyniosło odkrycie w
1. poł. XII w. złóż żelaza na górze Rudnik koło Kowar. Na szerzej zakrojoną
działalność górniczą po śląskiej stronie Karkonoszy trzeba było poczekać do
pocz. XIV w. Wydobycie trwało kilka wieków, stając się jedną z podstawowych
gałęzi lokalnej gospodarki. Prace poszukiwawcze sięgały północnych stoków
najwyższej góry Karkonoszy, Śnieżki. Koncentrowały się jednak głównie w obrębie
północno-wschodniej i wschodniej okrywy masywu Karkonoszy w pasie od Radomierza
przez Miedziankę, Ciechanowice, Wieściszowice, Czarnów po Kowary, Podgórze i
Karpacz. Pozyskiwano głównie rudy żelaza, ołowiu, srebra, złota, miedzi,
arsenu, antymonu i kobaltu – twierdzą Roksana Knapik, Roman Rybski i Adam
Szuszkiewicz w opracowaniu „Minerały polskich Karkonoszy” (Jelenia Góra 2015).
Złoża były często niewielkie, dlatego wydobycie miało charakter epizodyczny. Najbardziej
zasobne złoża znajdowały się w rejonach Miedzianki, Ciechanowic, Czarnowa i
Kowar [1, s. 13].
Ożywienie górnictwa w rejonie
Karkonoszy przyniosła 2. poł. XVIII w., ale było chwilowe. Wyczerpywanie się
złóż i nieopłacalności dalszego wydobycia spowodowały, że działalność górnicza
pod koniec XIX w. zaczęła wygasać [1, s. 14], ale do końca nie ustała.
Rudy uranu
Nowy rozdział w dziejach
górnictwa w rejonie Karkonoszy – związany z eksploatacją rud uranu – rozpoczął
się wkrótce po zakończeniu II wojny światowej. O występowaniu minerałów uranu
na obszarze Karkonoszy wiedziano już wcześniej. W kopalni żelaza „Wolność” w
Kowarach wydobywano rudę radu. Eksploatacja była intensywna, zorientowana na
potrzeby produkcji broni jądrowej w okresie wojennym przez przemysł III Rzeszy.
Na dużą skalę badania dokumentujące mineralizację uranową przeprowadzono na tym
obszarze jednak dopiero po II wojnie światowej. Prace rozpoznawcze i próbną
eksploatację przeprowadzono m.in. w rejonie Miedzianki koło Janowic Wielkich.
Przedmiotem wielkiej eksploatacji (lata 1950-1968) był jednak tylko obszar
Kowar w górnej części tego miasta – na Podgórzu. Przeróbkę wcześniej wydobytego
materiału prowadzono do 1973 r. [1, s. 14].
Po eksploatacji rud uranowych
pozostały m.in. liczne hałdy w rejonie Podgórza, osiedle górnicze w Kowarach z
pomnikami dwóch fedrujących górników przed dawnym górniczym domem kultury i tylko
kilka domów po ślicznym urokliwym górskim miasteczku Miedziance, które w wyniku
szkód górniczych zapadło się pod ziemię.
Huty, nisze i sztuczne groty
Bogactwo mineralogiczne Karkonoszy wpłynęło m.in. na rozwój szklarstwa, którego początki w rejonie rzeki Kamiennej (okolice m.in. Szklarskiej Poręby i Piechowic) sięgają co najmniej XIV w. Produkcję szklarską i ceramiczną umożliwiły lokalne złoża kwarcu i skalenia z pegmatytów i pozyskiwane z żył hydrotermalnych. W efekcie wydobycia pozostały wykute w centralnych miejscach pegmatytów nisze i sztuczne groty, niekiedy sięgające 10 m średnicy. Huta „Julia” (przedwojenna „Józefina”) w Szklarskiej Porębie – najdłużej działająca huta szkła w Karkonoszach – powstała w 1842 r. i działała do lat 90. XX w., gdy upadła w wyniku działań tzw. reformy Balcerowicza [1, s. 14-15]. Jedyna przemysłowa huta szkła po polskiej stronie obszaru kulturowego Karkonoszy – również o przedwojennym rodowodzie – przetrwała w Piechowicach.
Literatura:
[1] Roksana Knapik, Roman Rybski i Adam Szuszkiewicz, Minerały polskich Karkonoszy, Karkonoski Park Narodowy, Jelenia Góra 2015.
Marek Perzyński
wszelkie prawa zastrzeżone
Pierwsza muzyczna adaptacja utworu Goethego w historii światowej opery, autorstwa księcia Antoniego Radziwiłła, namiestnika Wielkiego Księcia Poznańskiego, powstała w latach 1808-1832 m.in. w jego pałacu w Ciszycy (obecnie w granicach Kowar), wchodzącym w skład współcześnie powstałego szlaku Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej. Książę osobiście zaprezentował fragmenty partytury w Weimarze Goethemu, który – wyraziwszy zachwyt – wprowadził pod jej wpływem niewielkie zmiany w tekście swego utworu. „wiele rzeczy znalazłem tak dobrze pomyślanych, nawet genialnych, żem się nigdy po namiestniku tego spodziewać nie mógł” – pisze w liście z 1829 r. o muzyce do „Fausta” Fryderyk Chopin, gość księcia Radziwiłła w jego posiadłości w Antoninie. Operę w całości wystawiła w 1835 r. – dwa lata po śmierci księcia Radziwiłła – Berlińska Singakademie. Po raz pierwszy w pełnej wersji w Polsce utwór zaprezentowano 15.08.2012 r. w pałacu w Wojanowie. „… niesłusznie zapomniane dzieło (egzemplifikujące styl wczesno-romantycznej opery) rozpoczyna swój powrót do życia w bezpośredniej bliskości miejsca swych narodzin (pałac Ciszyca w Kowarach) – skomentował w okolicznościowej broszurze Marek Dyżewski, muzyk, eseista i krytyk muzyczny. Jego zdaniem, wydarzenie to wpisało się w tendencję współczesnego życia muzycznego, polegającą na odchodzeniu od żelaznego, ogranego repertuaru, na rzecz dzieł nieznanych, a godnych poznania. Zarazem przypomniano postać księcia Radziwiłła, będącego – zdaniem Marka Dyżewskiego – w życiu artystycznym Berlina 1. XX w. postacią wybitną. Jego berliński pałac, w którym umieszczono potem kancelarię III Rzeszy, stanowił centrum życia muzycznego, literackiego i teatralnego, a o pozycji księcia w świecie muzyki świadczy jego zażyłość m.in. z Beethovenem, Mendelssohnem i Chopinem, którzy dedykowali mu swe utwory. Operę „Faust” wystawiono w Polsce w całości dzięki staraniom Fundacji Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej [1].
[1] Wydawnictwo okolicznościowe, towarzyszące wystawieniu opery „Faust” według dramatu Johanna Wolfganga von Goethe z muzyką księcia Antoniego Radziwiłła w pałacu Wojanów (15.08.2012 ) i w bazylice na Świętej Górze koło Gostynia (29.09.2012).
Marek Perzyński
Wszelkie prawa zastrzeżone
|
|