Autor: Marek Perzyński

  • Magia Goszcza. Otwarcie ruiny pałacu po rewitalizacji

    Magia Goszcza. Otwarcie ruiny pałacu po rewitalizacji

    Od 28 maja 2023 r. można wejść do zrewitalizowanej ruiny pałacu w Goszczu. Na uroczystość otwarcia przybyli m.in. dziewczyna szamana, starosta powiatu oleśnickiego, burmistrz Oleśnicy i dwie posłanki na Sejm, a trzeci poseł, K. Mieszkowski,  przysłał list o wolności artystycznej, co zebrani przyjęli chłodno, bo prażyło słońce, a list był długi i mało przystający do rzeczywistości tak niewielkich miejscowości, jak Goszcz czy sąsiednia Twardogóra, gdzie dom kultury dopiero powstanie.

    Po przemówieniach przecięto biało-czerwoną szarfę, jako oznakę otwarcia obiektu. Przecinali m.in. burmistrz Twardogóry Paweł Czuliński  (który podjął działania, by chylącą się do upadku ruinę uratować, zrobić z niej centrum edukacji artystycznej gminy i atrakcję turystyczną), w towarzystwie m.in. posłanek na Sejm RP (Agnieszka Soin i Mirosława Stachowiak-Różecka) i starosty powiatu oleśnickiego (Sławomir Kapica). Po tym do wnętrza ruszył tłum. Na najwyższej kondygnacji jest punkt widokowy, tak naprawdę jednak przejmujący widok rozciąga się na parterze. Długi korytarz, ograniczony z dwóch stron przez wysokie niezadaszone mury, przywodzi na myśl starożytne miasta, z których uszło życie, a dziś są natchnieniem poetów i romantycznych malarzy.

    Burmistrz Oleśnicy, Jan Bronś, podarował burmistrzowi Twardogóry sadzonkę róży, jako że Oleśnica to miasto wież i róż. Burmistrz Twardogóry przyjął prezent z wdzięcznością, gdyż metamorfozę przejdzie też dziedziniec przed pałacem. Dziś to klepisko, a będzie kwitnący ogród. To nie koniec. W łączniku, który łączy pałac z tzw. Domem Oficjalistów, będą pokoje gościnne i kawiarnia – prace zostaną wkrótce rozpoczęte i jeszcze w tym – 2023 roku – zostaną zakończone. 

    W tym samym też roku powstanie w Goszczu, w jednej z oficyn przypałacowych, centrum kultury. Już odbywają się tutaj m.in. plenery malarskie. Obrazy, rysunki, instalacje artystyczne pokazano podczas otwarcia zrewitalizowanej ruiny pałacu. Był też pokaz kostiumów kreacyjnych, przygotowany przez studentów kierunku architektury wnętrz Wyższej Szkoły Humanistycznej we Wrocławiu. Kostiumy inspirowane były wprost elementami architektonicznymi pałacu w Goszczu, a to oknem, a to sztukateriami, a to żyrandolem.

    Na stawie, za pałacem, pływały w tym czasie dwa gigantyczne łabędzie. W rzeczywistości były to rowery wodne. Przy brzegu zaparkowały zabytkowe motocykle i samochody. Miłośnicy historii poszli jednak tropem miejsc związanych z pałacem. Szukano klasycystycznego pawilonu ogrodowego, znanego z archiwalnego zdjęcia. Do dziś pozostały z niego granitowe schody i fragment murów.

    Na koniec zaśpiewała gwiazda estrady, Justyna Steczkowska. Koncert zaczęła swoimi wielkim przebojem „Dziewczyna szamana”. Utwór ten pasuje do pałacu w Goszczu, bo nawet przed renowacją było tu magicznie. Dzięki renowacji mają szansę cieszyć się tym miejscem kolejne pokolenia.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Zwiedzaj podziemia, są nagrody

    Zwiedzaj podziemia, są nagrody

    Rower elektryczny ENGWE Engine X można wygrać w konkursie
    „Zdobywca Szlaku Tajemniczych Podziemi” ogłoszonym przez Dolnośląską Organizację Turystyczną.  Rozpoczął się 1 kwietnia i potrwa do 31 października 2023 r.

    To już druga edycja konkursu. Wziąć w nim może udział każdy – wiek i płeć nie mają tu znaczenia.

    – Dla osób rozpoczynających swoją przygodę z turystyką jest to świetny punkt wyjścia do bliższego zaznajomienia się z regionem na styku trzech kultur i trzech języków, poznania jego dziedzictwa, przeszłości i tradycji – mówi Jakub Feiga, dyrektor biura DOT. – Natomiast dla sympatyków historii, którzy Dolny Śląsk mają już w małym palcu, to dobra okazja do pogłębienia wiedzy, a być może również do odkrycia nowych, atrakcyjnych pod względem turystycznym miejsc.
    Zwiedzanie podziemi to zawsze dobra lekcja historii. W potężnych twierdzach w Srebrnej Górze i Kłodzku przewodnicy oprowadzają w strojach z epoki fryderycjańskiej i dają pokazy strzelania z broni czarno prochowej, przybliżając klimat dawnych czasów. Kłodzko może czuć dumę z posiadania jeszcze jednej podziemnej trasy – ciągnie się pod śródmiejskimi kamienicami. Dzięki zorganizowanej w niej ekspozycji, przenosi umownie zwiedzających kilka wieków wstecz, gdy piwnice i korytarze pełniły funkcję magazynów kupieckich, a podczas wojen także schronów.

    Z Kłodzka blisko jest do dawnej kopalni złota w Złotym Stoku, w której można zobaczyć m.in. autentyczny podziemny wodospad. A na szlaku podziemi są też m.in. Geopark w Krobicy, podziemia zamku Książ oraz Podziemne Miasto Osówka, które zaskakuje rozmachem i wciąż skrywa liczne tajemnice.

    Aby wziąć udział w finale konkursu, należy zebrać 10 pieczątek z atrakcji na szlaku podziemi, przygotować tekst opisujący swą wycieczkę, zrobić zdjęcie z wyprawy i przesłać zgłoszenie na adres biura Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej. Na 3 uczestników, których prace zostaną najwyżej ocenione, czekają nagrody w postaci roweru elektrycznego ENGWE Engine X oraz dwóch bonów o wartości 1000 zł do wykorzystania w sklepach sportowych. Organizatorzy czekają na zgłoszenia do końca października 2023 r. Regulaminu Konkursu oraz formularz do pobrania na szlakpodziemi.pl/konkurs/ Dodatkowe informacje udzielane są mailowo: konkurs@dot.org.pl

    Tekst i fot. Marek Perzyński

    Inauguracja tegorocznej edycji konkursu odbyła się w Kłodzku, z udziałem m.in. dyrektora biura zarządu DOT, Jakuba Feigi.

  • Nieszablonowy burmistrz, czyli jak Dobre Miasto zaistniało we Wrocławiu

    Nieszablonowy burmistrz, czyli jak Dobre Miasto zaistniało we Wrocławiu

    Jarosław Kowalski, burmistrz Dobrego Miasta na Warmii, przyjechał na tegoroczne Międzynarodowe Targi Turystyczne i Czasu Wolnego we Wrocławiu (3-5 marca 2023 r.) i osobiście stanął na stoisku targowym, co jest raczej niespotykane wśród samorządowców. Burmistrz Dobrego Miasta jest bez wątpienia postacią nietuzinkową. Jak sam mówi, ma swoje zdanie i potrafi bronić go w sposób emocjonalny. Ponoć obrady Rady Miejskiej Dobrego Miasta bywają burzliwe. Podobnie – emocjonalnie – burmistrz opowiadał o Dobrym Mieście na wrocławskich targach turystycznych. Chce, by stało się ono liczącym się graczem na turystycznym rynku. W tym celu realizowane są inwestycje. Kapitałem Dobrego Miasta jest też jego historia. Góruje nad nim bazylika kolegiacka – wspaniały, monumentalny gotycki kościół z czerwonej cegły, w którym znajdowała się biblioteka kapitulna, obecnie mająca status muzeum.

    Tekst i fot. Marek Perzyński 

    Na zdjęciu: burmistrz Dobrego Miasta, Jarosław Kowalski.        

  • Elegancko do Wołowa. Wróciła kolej  podległa marszałkowi

    Elegancko do Wołowa. Wróciła kolej podległa marszałkowi

    Wydarzeniem dnia 17.12.2022 roku był na Dolnym Śląsku przyjazd do Wołowa pociągu promocyjnego Kolei Dolnośląskich, jako zapowiedź powrotu tego przewoźnika od 11 grudnia na cały dolnośląski odcinek tzw. Nadodrzanki, czyli trasy kolejowej z Wrocławia przez m.in. Wołów i Ścinawę do Głogowa. Do Wołowa przybyły najwyższe władze wojewódzkie: marszałek Dolnego Śląska Cezary Przybylski i wojewoda dolnośląski Jarosław Obremski. Dariusz Chmura, burmistrz Wołowa, któremu podczas podróży pociągiem promocyjnym do Wołowa towarzyszyli m.in. marszałek województwa i wołowscy radni, stwierdził, że powrót Kolei Dolnośląskich po 9 latach na tę linię to duże wydarzenie. Jego tabor jest nowoczesny, uczniowie mogą czas przejazdu wykorzystać na przygotowanie się do zajęć lekcyjnych, a wrocławian zachęci to do odbycia wycieczek np. do opactwa pocysterskiego w Lubiążu. Do pociągu można zabrać bowiem rower. Dotąd linię tę obsługiwało PolRegio, którego tabor jest wysłużony i awaryjny. Zanim pociąg promocyjny wrócił do Wrocławia,  pojechał do Ścinawy, ale już bez władz wojewódzkich.

    Na zdjęciu:

    Marszałek województwa dolnośląskiego Cezary Przybylski (czwarty od lewej) i burmistrz Wołowa Dariusz Chmura (trzeci z lewej) w towarzystwie radnych Miasta i Gminy Wołów oraz pracowników wołowskiego magistratu.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Uzdrowisko Velichovky. Echa amerykańskiej misji wojskowej

    Uzdrowisko Velichovky. Echa amerykańskiej misji wojskowej

    Na obszarze polsko-czeskiego pogranicza czeskie Velichovky to jedno z najmniejszych uzdrowisk, ale o wielkiej historii. Świat dowiedział się o nim, gdy ulokował w nim sztab feldmarszałek Schörner, jeden z ulubionych dowódców Hitlera, w wyniku którego zbrodniczej działalności ucierpiała m.in. ludność dolnośląskiej Świdnicy. Kuracjuszy interesuje jednak przede wszystkim miejscowe… błoto.  

    Chodzi o borowinę – po czesku peloidní, od greckiego pelos – błoto. Velichovky jako uzdrowisko zaistniało głównie dzięki niej. Jest bardzo gęsta, charakteryzowana jako „borowinowa gleba kredowa, nawodniona źródłami wody z zawartością węglanu wapnia i żelaza”. Złoże, z którego jest czerpana, znajduje się niedaleko uzdrowiska. Można z niego czerpać bez obaw, że szybko się skończy – jego zasoby wystarczą jeszcze na 150-200 lat. Stąd profil leczniczy uzdrowiska: głównie rehabilitacja w zakresie chorób układu ruchu, po urazach, przed i po operacji kości i stawów. 

    Wśród kuracjuszy uzdrowiska był prezydent pierwszy prezydent Czechosłowacji, TG Masaryk. Przebywał w nim w 1926 r., co podkreślają w Velichovkach prawie na każdym kroku, jako że Masaryk cieszy się w Czechach niemal kultem.

    Nic dziwnego, że imię Masaryka otrzymał dom zdrojowy, największa, bardzo okazała neostylowa budowla stojąca w centrum uzdrowiska. Nawiązuje do klasycyzmu i konstruktywizmu. Rozpoczęta w 1923 r. budowa zakończona została trzy lata później, więc Masaryk był jednym z pierwszych gości domu zdrojowego. Obiekt ten wzniesi9ony został na planie wydłużonego prostokąta, który pośrodku przełamano pawilonem centralnym z wejściem głównym. Pierwotnie był to budynek jednopiętrowy, ale już w 1936 r. wzniesiono nad nim kolejne piętro, a współcześnie nadbudowano kolejne – w latach 2005-2006 nad prawym skrzydłem i w 2016 r. nad lewym. Dzięki temu oprócz tego, że w domu zdrojowym są pokoje kuracjuszy i jadania jest w nim wykonywanych większość zabiegów leczniczych. Podniosło to wskaźniki ekonomiczne uzdrowiska, które po tym, jak zostało z powodów niewydolności ekonomicznej zamknięte, znalazło się w rękach prywatnego przedsiębiorcy, bynajmniej nie z branży medycznej.

    Torfowisko, z którego pozyskiwana jest borowina, było tu „od zawsze”, ale nie budziło większego zainteresowania do czasu aż zwrócił na nie uwagę dr dr Kącik. Pozyskana z niego borowinę zastosował z sukcesem w swym uzdrowisku w Hořičkach. Ale potrzebna była szczegółowa analiza, by potwierdzić jednoznacznie jej właściwości. Tę wykonał wiedeński balneolog, dr Ludwig. Badania wykazały jednoznacznie, że to wyborne tworzywo lecznicze. Dr Ludwig zasugerował jego  wykorzystanie w uzdrowisku, ale te w Velichowkach trzeba było dopiero stworzyć. Znalazł się prywatny inwestor, który zaczął wznosić pierwsze obiekty. Kamień węgielny położono w 1897 r. W sumie powstały trzy obiekty. Dom zdrojowy zaprojektowano zgodnie z obowiązującym wówczas kanonem, wypracowanym dla uzdrowisk w XIX w., zgodnie z którym oferta kurortu powinna obejmować nie tylko leczenie, ale i urozmaicone rozrywki, bowiem psyche wpływa na fizis. Znalazły się w nim gabinety zabiegowe, restauracja uzdrowiskowa, sala balowa, klub i zaplecze techniczne: maszynownia i kotłownia. Dodatkowo powstały obiekty noclegowe, nawiązujące nazwami imionami założycieli: Vejtĕška’ (czyli Berta) i „Jela” (czyli Gabriela) określana też mianem „Wili Domowej”. Budowę obiektów ukończono w 1898 r. i wówczas to wspomniane inwestorki – baronowe Berta Bess-Chrostin i Gabriela Spens-Boden – założyły spółkę akcyjną, za namową dr. Kutíka i hrabiego Harracha z miejscowości Hrádek koło Nechanice. Rozpoczął się pierwszy turnus uzdrowiskowy. Od początku uzdrowisko nastawione były na rehabilitację osób z chorami stawów.

    Maleńkie uzdrowisko nie miało jednak odpowiedniej siły przyciągania. Baronowa Berta Bess-Chrostin zdecydowała o przekazaniu sporej działki budowlanej inż. Hellmanowi, na której ten wzniósł w 1899 r. obiekt „Molo” (obecnie „Villa Zátiši”). W identyczny sposób w posiadanie działki wszedł Karel Seisser, w efekcie czego w krajobrazie uzdrowiska zaistniał w 1901 r. obiekt „Jenny’ (obecnie „Villa Čechie”). Trzeci istniejący do dziś historyczny obiekt – „Willa Morava”, nosił pierwotnie nazwę „Skal”. Inwestorką była córka baronowej Berty. Już w 1912 r. willa ta sprzedana została Aleksandrowi Herzogowi, ale pozostała w jego rękach tylko sześć lat. W 1918 r. kupili ją małżonkowie Nĕmc z Hradca Králové.

    Uzdrowisko, które początkowo pomyślnie się rozwijało, zaczęło powoli gasnąć z powodów ekonomicznych. Baronowa Berta Bess-Chrostin stanęła przed dylematem: albo je sprzedać, albo zamknąć. Wybrała, co zrozumiałe, pierwsze rozwiązanie. Tak w 1907 r. część posiadłości znalazła się w rękach Karla Seissera, a właściwe uzdrowisko kupił Josef Moravec z Hradca Králové i zaaplikował mu terapię szokową: kazał bardziej oszczędzać.

    W 1912 r. Moravec sprzedał uzdrowisko centrali zakładu ubezpieczeń zdrowotnych w Pradze, która zapoczątkowała nową erę w jego historii. Budynki zmodernizowano, kupiono 10 ha pod budowę nowych obiektów. Projekt wykonał architekt, dr Milan Babuska. Wówczas powstał m.in. istniejący do dziś dom zdrojowy, z czasem kilkakrotnie rozbudowany.

    Po zajęciu Czechosłowacji przez Niemców działalność uzdrowiska ograniczono. Oprócz pacjentów kierowano do niego niemieckie dzieci. W marcu 1942 r. zamieniane zostało w ambulatorium wojskowe. Pod koniec wojny, 15 kwietnia 1945 r., całe zajął feldmarszałek Ferdinand Schörner, dowódca Armii Środek, zaufany człowiek Hitlera.

    W niewielkich Velichovkach (liczą obecnie niespełna 800 stałych mieszkańców) zakwaterowano 1000 żołnierzy, a cała operacja przebiegała pod kryptonimem „Florian”. Żołnierzy zakwaterowano w szkole, domach mieszkańców i hotelu „U Kopeckých”, gdzie się też stołowali. Oficerowie, SS i służba pomocnicza zajęli różne domy wchodzące w skład uzdrowiska oraz – zburzone po wojnie – tzw. stare łaźnie. Natomiast sztab ulokowano w domu zdrojowym. Schörner upatrzył sobie willę dyrektora uzdrowiska, gdzie zapewniono mu naprędce ochronę i wygody – oprócz schronu przeciwlotniczego miał w nim do dyspozycji saunę fińską.

    Gdy doszło do Schörnera, że delegacja niemiecka pod dowództwem generała Alfreda Jodla podpisała w siedzibie generała Eisenhowera akt wstępnej kapitulacji III Rzeszy, stwierdził, że on broni nie złoży. Niemiecki sztab, stacjonujący w Flensburgu, poirytowany postawą Schörnera  zwrócił się z prośbą do zachodnich aliantów, by umożliwili mu wysłanie kuriera do Velichovek.

    Kurierem został niemiecki pułkownik sztabu generalnego Wilhelm Meyer-Detring. Poleciał angielskim samolotem 7 maja 1945 r., który wyleciał z Flensburga i wylądował w Pilźnie. Stąd Amerykanie zawieźli go do Velichvek. Jeszcze tego samego dnia, 8 maja, Niemcy dokonali likwidacji sztabu. Z okien domu zdrojowego wyrzucili nie tylko dokumenty, które spalili w kilku wielkich ogniskach na sąsiednim podwórku, ale i maszyny do pisania, radiostacje, telefony. Wcześniej w nocy z 7 na 8 maja splądrowali wieś – domy, karczmy i gospodarstwa, w poszukiwaniu żywności, alkoholu i tytoniu. Zniszczono też wyposażenie kwatery Schörnera, nawet saunę fińską.     

    Kolumna amerykańskich samochodów bojowych z niemieckim kurierem dotarła na miejsce 8 maja rano. Spotkanie stron – Schörnera, niemieckiego kuriera i amerykańskiej delegacji wojskowej pod dowództwem ppłk. Roberta H. Pratta – odbyło się w domu zdrojowym. Schörner, który już wcześniej planował przedostać się na zachód i poddać Amerykanom, obiecał wydać rozkaz kapitulacji, zastrzegł jednak, że nie może zagwarantować, iż wszystkie oddziały będą go respektować. I rzeczywiście, część Armii Środek walczyło dalej, aż do zajęcia Pragi przez Armię Sowiecką, która zmusiła hitlerowskie niedobitki z armii Schörnera do złożenia broni.

    Po rokowaniach Amerykanie i Niemcy opuścili zaraz Velichovky. O godz. 13.00 nie było tutaj już ani jednego żołnierza, zostały zniszczenia, których dokonali. Ucierpiały wszystkie budynki. Jak się okazało, Schörner po opuszczeniu Velichovek zdezerterował. Zbiegł do Austrii. Nie zdołał się ukryć. Amerykanie schwytali go. Ponownie został aresztowany w 1951 r. przez Sowietów i skazany na więzienie. Siedział w nim jeszcze raz, w RFN, po tym, jak w 1958 r. pozwolono mu tam wyjechać z NRD. Trafił do niego na 4,5 roku, za bezprawne skazywanie na śmierć żołnierzy niemieckich oskarżonych za dezercję. Ale i to przetrwał, po wyjściu z więzienia żył jednak w ukryciu. Zmarł w 1973.

    Willa, którą Schörner zajmował w Velichovkach, jest obecnie niewykorzystana. Stoi nieopodal domu zdrojowego, przed którym ustawiono w 1997 r. niewielki pomnik upamiętniający amerykańską misję, której celem było definitywne zakończenie wojny. Drugim miejscem, gdzie wydarzenia z tamtych czasów zostały upamiętniono, jest dawny hotel na skraju parku Zdrojowego. Na jego elewacji bocznej wisi tablica pamiątkowa.

    Literatura:      

    Velichovky: www.wikipedia.org

    Velichocky historie: www.velichovky.cz

    Ferdinand Schörner: www. wikipoedia.pl

    Tekst i fot. Anna Kurek-Perzyńska

    Na zdjęciu: willa, którą Schörner zajmował w Velichovkach.

  • Twierdza Hanička

    Twierdza Hanička

    Tuż przy granicy z Polską, w Górach Orlickich, na wysokości Międzylesia, można zwiedzać wzniesioną przez Czechów tuż przed II wojną światową twierdzę artyleryjską, którą nazwano imieniem dziewczynki – Hanička. W czasie zimnej wojny władze komunistycznej Czechosłowacji przebudowały ją na schron przeciwatomowy. Nagle zaczyna migać czerwone światło, otwierają się ogromne pancerne drzwi. Jedno z najbardziej tajnych miejsc w Układzie Warszawskim staje otworem.   

    Budynek wejściowy przypomina zwykły zakład remontowy lub hale magazynowe, nic nie zdradza, że to grupa warowna. Wzniesiona została w latach 1935-1938, okresie, gdy państwo czechosłowackie realizowało zakrojony na wielką skalę plan budowy umocnień na ówczesnym pograniczu z III Rzeszą. Trudno dziś nawet oszacować koszty budowy, były ogromne, prace prowadziły wysokospecjalistyczne czeskie prywatne firmy. Od 1936 r. twierdzę Hanička budowała firma inżyniera Hlavy z Pragi.

    Prace budowlane doprowadzono do końca, w ciągu 24 miesięcy wzniesiono wszystkie sześć obiektów naziemnych i ok. 1500 m podziemnych korytarzy, komunikujących te obiekty ze sobą. Powstało coś na kształt podziemnego miasteczka, w którym można było się bronić i atakować. W zamierzeniu zasięg dział miał sięgać aż w okolice dziś polskiego Międzylesia, wówczas niemieckiego Mittelwalde. W sumie zbudowano tutaj trzy schrony przeciwpiechotne, obiekt dla wysuwanej wieży artyleryjskiej i obiekt największy w tym kompleksie – schron artyleryjski.

    Niemcy zajęli czeskie Sudety w 1938 r., zanim Czesi zdołali wyposażyć Haničkę w odpowiednie dla tego typu obiektu wojskowego technologie. Wykorzystali twierdzę na przełomie 1939-1940 jako swego rodzaju poligon doświadczalny – prowadzili szeroko zakrojone próby pocisków röchling, sprawdzając ich skuteczność podczas ataku umocnionych obiektów. Wiadomo też, że w budynku wejściowym testowali gaz wybuchowy, ale nie udało się ustalić, kiedy tych testów dokonywali. Ponadto jeden ze schronów przeciwpiechotnych poddali bombardowaniom lotniczym. Zdobyte w ten sposób doświadczenia wykorzystali podczas wojny z Polskę, Francją i Anglią. Wcześniej Francja i Anglia próbowały kupić pokój, zatwierdziły układ monachijski, na mocy którego hitlerowskie Niemcy zagarnęły w 1938 r. czeskie Sudety zamieszkałe przez Niemców.

    W 1942 r. wojna toczyła się już na dobre, gdy Niemcy udostępnili Haničkę… turystom. Z tamtego okresu zachowało się podziemne napisy orientacyjne, pierwszy – Ausgang, czyli kierujący do wyjścia, można zobaczyć w budynku wejściowym.

    Powojenne wykorzystanie twierdzy można prześledzić od 1969 r., gdy obiektem tym zarządzała ówczesna Miejska Rada Narodowa w Rokytnicy v Orlických horách. W 1975 r. nadzór nad nim przejęło ministerstwo spraw wewnętrznych. Trwała zimna wojna, najwyższe władze komunistyczne państwa czechosłowackiego obawiały się ataku nuklearnego. Dawną twierdzę przebudowano na schron przeciwatomowy. Nie była to samodzielna decyzja, inwestycję przeprowadzono w ramach Układ Warszawskiego, co znaczy, że zgodę na jej realizację musieli wydać Sowieci. Jak podaje folder informacyjny o twierdzy, był to obiekt „z priorytetem kryzysowej łączności na wszystkich poziomach, także w ramach Układu Warszawskiego. Jednocześnie miał on zapewnić kontakt z pracownikami nielegalnego zagranicznego wywiadu”. Innymi słowy – była to placówka wywiadu. W razie kryzysu, długi pobyt pod ziemią umożliwiały własne ujęcie wody z bijącego ze skały źródła, system filtrów powietrza, generatory prądotwórcze i kanalizacja, ścieki odprowadzane są wprost na zewnątrz. Czeski przewodnik pytany o obecną możliwość wykorzystania schronu w razie ewentualnego zagrożenia atomowego (odpukać!), odpowiada, że byłoby to niemożliwe. Instalacje są przestarzałe, urządzeń od dawna nikt nie używał, dziś to tylko muzeum. Obiekt udostępniany jest turystom od 1995 r. Od 2008 r. ma status zabytku kultury. 

    Obok grupy warownej Hanička znajduje się utwardzony parking, także dla autokarów. Przeznaczony jest nie tylko dla turystów zwiedzających twierdzę i wyruszających na okoliczne trasy turystyczne Szlaku im. Jiraska (Hanička znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego Góry Orlickie). Do Hanički prowadzi wygodna, utwardzona droga.   

    Tekst i fot. Anna Kurek-Perzyńska

    Pancerne drzwi schronu przeciwatomowe w dawnej twierdzy artyleryjskiej Hanička.

  • Orlické Záhoři. Unikatowa betonowa zapora

    Orlické Záhoři. Unikatowa betonowa zapora

    Przez most na Dzikiej Orlicy w Mostowicach na ziemi kłodzkiej biegnie polsko-czeska granica, której dziś nikt już nie pilnuje. Do 1938 r. była to granica czechosłowacko-niemiecka, której Czesi od swej strony we wsi Orlické Záhoři pilnie strzegli z obawy przed niemieckimi prowokacjami i dywersyjną działalnością swych nielojalnych obywateli – Niemców sudeckich.

    Niemcy zakatowali w Orlické Záhoři swego niemieckiego sąsiada, gdy zorientowali się, że współpracuje z czeskimi pogranicznikami. Niemym świadkiem tamtych dni jest mało efektowny, ale unikatowy zabytek graniczny: betonowy kloc.

    Kloc był częścią czeskiego posterunku celnego, który znajdował się w Orlické Záhoři nieopodal granicznego mostu. W latach 60. XX w. w miejscu budynku posterunku stanął nowy dom, aczkolwiek wygląda jak stara malownicza chata, jakich wiele po czeskiej stronie Sudetów. W efekcie zmieniło się usytuowanie domu względem betonowego kloca, co utrudnia zrozumienie, jaką rolę pełnił.

    A uniemożliwiał przejazd przez granicę bez kontroli celno-paszportowej. Droga prowadziła wówczas wzdłuż ściany bocznej strażnicy granicznej do przejazdu, który tarasowała opuszczana zapora, na tyle masywna, by nie zdołał staranować jej samochód. Z boku zapory postawiono betonowy kloc, by pojazd nie zdołał jej ominąć. Dodatkowo, by uniemożliwić obejście kloca, wbito obok niego stalowe szyny, które zachowały się do dziś. Widoczne w betonowym klocu wgłębienie to ślad po odblasku, dzięki któremu kierowca był w stanie zauważyć go w porę nawet nocą. Identyczne zabezpieczenia znajdowały się w latach 1936-1938 w 2400 punktach granicznych na granicach Czechosłowacji z Niemcami, Polską i Węgrami. Zachowane w Orlickie Záhoři to już unikat. I pretekst do tego, by opowiedzieć, co działo się na czechosłowackich terenach, na których dominująca ludnością byli Niemcy. Takim terenem była m.in. czeska strona Sudetów.

    Jak wyjaśnia Jan Hrubecký, kierownik muzeum bitwy austriacko-pruskiej pod Hradec Králové, znawca historii regionu, czeski patriota, Niemcy byli w cesarstwie austriackim nacją faworyzowaną. Korzystając z prymarnej pozycji kolonizowali różne rejony cesarstwa, jak np. rejon Lubaczowa na Podkarpaciu, gdzie do dziś mieszkają potomkowie Niemców z okresu kolonizacji józefińskiej, spolonizowali się,  a jeden z nich, Wiesław Kapel, pełni z sukcesami funkcję wójta gminy Lubaczów. Rządzone zatem przez Habsburgów państwo było istnym tyglem narodów. Zamieszkałe było m.in. przez Polaków (zabór austriacki) i Czechów. Rozpadło się w 1918 r., już wówczas Czesi i Słowacy mogli utworzyć swe osobne państwa, ale powołali państwo federacyjne,  by wzmocnić swą pozycję na arenie międzynarodowej. Decyzja ta zdeterminowana była przede wszystkim położeniem Czech i Słowacji pomiędzy znacznie silniejszymi i zaborczymi Austrią i Niemcami.

    Jan Hrubecký podkreśla, że Niemcy generalnie nie byli lojalnymi obywatelami Czechosłowacji, wprost przeciwnie – dążyli do oderwania zamieszkanych przez siebie terenów od Czechosłowacji i przyłączenia ich do Niemiec. W ramach zadań operacyjnych czechosłowacka żandarmeria prowadziła wśród niemieckiej ludności akcję werbunkową, by pozyskać informatorów. W Orlickie Záhoři to się udało. Takie małe wsie mają jednak tę specyfikę, że trudno się w nich ukryć i coś zataić. Niemcy z Orlickie Záhoři odkryli, że ich sąsiad jest tajnym informatorem Czechów. Dokonali na nim samosądu – został przez nich zakatowany na śmierć. Lincz odbył się w centrum wsi. Czescy żandarmi nie zdołali mu pomóc, choć maltretowany Niemiec krzyczał rozpaczliwie i tak głośno, by usłyszał go żandarm mający stanowisko obserwacyjne na skraju lasu.

    W 1938 r., na mocy układu monachijskiego, te czechosłowackie tereny, na których dominowała ludność niemiecka, włączone zostały do III Rzeszy. Francja i Anglia miały nadzieję, że po zaspokojeniu żądań Hitlera kupią Europie pokój. Tylko jednak umocniły Niemców w przekonaniu, że nie liczy się siła argumentu, tylko argument siły. Tu trzeba zaznaczyć, że według polskich historyków układ monachijski był wypadkową m.in. ugodowej polityki pierwszego prezydenta Czechosłowacji, Masaryka. Natomiast z czeskiej perspektywy II wojna światowa rozpoczęła się nie 1 września 1939 r., lecz jesienią 1938 r., gdy III Rzesza zajęła część terytorium Czechosłowacji.

    Po przegranej Niemców Czesi wysiedlili Niemców sudeckich, wiele opuszczonych domów nie zasiedlono, popadły w ruinę. Przyczyniła się do tego polityka państwa czechosłowackiego, by tereny nadgraniczne wyludnić, dzięki czemu łatwiej było je kontrolować. Identyczną politykę prowadziły władze polskie w pasie przygranicznym na ziemi kłodzkiej. Pozostały nieliczne domy, opuszczone cmentarze, dziczejące sady i popadające w ruinę kościoły. Jedną z takich wsi jest położony tuż przy polskiej granicy Neratov, który dostał współcześnie nowe życie dzięki księdzu opiekującemu się wraz z wolontariuszami osobami niepełnosprawnymi. Jego symbolem stał się ogromny, stojący na wzgórzu barokowy kościół, który podniesiono z ruiny i nakryto – co niezwykłe – ogromnym szklanym dachem.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

    Na zdjęciu: w miejscu dawnej strażnicy granicznej w Orlickie Záhoři zbudowano w latach 60. XX w. dom, obok którego zachowała się zabytkowa betonowa zapora graniczna.  

  • Hradec Králové. Trzy miliony eksponatów i twierdza

    Hradec Králové. Trzy miliony eksponatów i twierdza

    Muzeum Wschodnich Czech w Hradec Králové opowiada też po części historię… Dolnego Śląska. Po shołdowaniu Piastów śląskich, wszedł on bowiem w orbitę historii Królestwa Czech. I iście królewską oprawę dostała historia w muzeum w Hradec Králové. Secesyjny gmach wzorowano na monumentalnych antycznych świątyniach, z ogromnymi posągami, centralną kopułą i „ołtarzem” w holu.

    A zrealizowano projekt… skromniejszy. Pierwszy odrzucono, jako zbyt kosztowny, z przesadną dekorację i luksusowy design.

    Oba projekty – odrzucony (z 1907 r.) i zrealizowany (w latach 1909-1912) – wykonał Jan Kotĕra, wybitny czeski architekt początku XX w. Muzeum wzniesiono na planie krzyża łacińskiego, na skrzyżowaniu naw zbudowano przeszkloną kopułę, a do wnętrza prowadzi monumentalne wejście, z obu stron którego umieszczono dwie ogromne rzeźby. Przyjmuje się, że pierwsza jest alegorią historii, a druga przemysłu. Trzecia rzeźba, towarzysząca jednej z dwóch pierwszych, wykonana została z brązu i wyobraża zapewne Franciszka Ulricha. Został burmistrzem Hradca Králové młodo, w wieku 36 lat, ale już wówczas wiązano z nim ogromne nadzieje na rozwój miasta. I nie pożałowano wyboru.

    Monumentalizm gmachu podkreśla okazała fontanna, usytuowana na wprost fasady, wyznaczają oś symetrii. Fontannę tę wydają się flankować optycznie obie rzeźby na fasadzie nad strefą wejściową. 

    Co ciekawe, Kotĕra otrzymał zlecenie na wykonanie projektu, ale na to, co zaproponuje, oczekiwano z mieszanymi uczuciami. Był człowiekiem młodym, zasłynął jako postępowy architekt, więc było wiadome, że jego propozycja będzie nietuzinkowa, ale obawiano się, że będzie… zbyt postępowy. I faktycznie, doszło do spięcia, bowiem Kotĕra zaprojektował asymetryczny obiekt. Otto Wagner, jego nauczycielowi, nie spodobał się, ale Kotĕra postawił na swoim.

    Kotĕra wykorzystał m.in. nowy wówczas materiał, jakim był żelbeton, co wiele osób zaskakuje, gdy patrzy na jego fasadę. Wygląda bowiem na otynkowaną, ceglaną budowlę. Gdy powstawała, wokół były puste, niezabudowane przestrzenie, co świadczy o dalekowzroczności urzędników. Już wówczas planowali, że miasto się rozrośnie. Dziś budynek stoi w jego centrum. Pierwotnie w tym miejscu znajdował się jeden z kanałów fortecznych stojącej tu dawniej twierdzy.       

    Kotĕra zaprojektował też wyposażenie wnętrz, w duchu funkcjonalizmu: oświetlenie (m.in. wspaniałe secesyjne lampy), meble w gabinecie dyrektora, bibliotekę, drewniane okładziny w sali wykładowej i siedziska firmy Thonet. Dekorację artystyczną na drugim piętrze, pod przeszkloną kopułą, wykonał Jan Preisler. Wszystko to wciąż można oglądać.

    W 1995 r. uznano gmach muzeum za narodowy zabytek kultury Czech. Jego powstanie było potrzebą chwili, gdyż gromadzone od 1879 r. zbiory miejskie rozrosły się do tego stopnia, że dotychczasowe siedziby muzeum były niewystarczające. Nowa powstała na zlecenie jego kustosza. Stanęła nad brzegiem Łaby. Obecnie, wraz z kilkoma oddziałami, posiada w swych zasobach aż 3 miliony eksponatów.

    W części poświęconej historii miasta prezentowana jest m.in. makieta nieistniejącej już twierdzy Hradec Králové. Na poczesnym miejscu wisi portret cesarzowej Marii Teresy, która była m.in. władczynią Dolnego Śląska, ale krótko. Wkrótce po jej wstąpieniu na tron, król pruski Fryderyk II zaatakował Śląsk i ostatecznie ten region zagarnął. Hradec Králové pozostał we władaniu Habsburgów do 1918 r., gdy powstała Czechosłowacja.

    W okresie międzywojennym Hradec Královébył salonem Czechosłowacji, słynął z nowoczesnego wzornictwa, wzniesiono tu wiele nowoczesnych gmachów użyteczności publicznej, dziś uznawanych za wybitne przykłady architektury modernistycznej. Codzienne życie w dawnym Hradec Královéobrazuje ekspozycja z aranżacjami sklepów spożywczego i tekstylnego, apteki i kina. 

    Jednym z oddziałów muzeum jest muzeum bitwy w 1866 r. w Chlumie, położone 12 km od Hradec Králové.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

    Na zdjęciu: portret cesarzowej Marii Teresy z 2. poł. XVIII w. Przybliża w Muzeum Czech Wschodnich w Hradec Králové okoliczności budowy w tym mieście twierdzy.

  • Wielka przygoda z koleją w miniaturze

    Wielka przygoda z koleją w miniaturze

    Dolny Śląsk ma wciąż najbardziej rozwiniętą sieć kolejową w Polsce. Porównanie map kolejowych sprzed 1945 r. Polski i III Rzeszy, w granicach której był wówczas Dolny Śląsk, wypada zdecydowanie korzystnie na rzecz Niemiec. Obecnie kolej przeżywa renesans, bo – jak mówi Grzegorz Kita, wrocławski adwokat, członek Europejskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych Fredmo fb – podróż pociągiem jest wygodna, przewidywalna i pozwala dotrzeć do interesujących miejsc, np. Wołowa.

    Hala wołowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji zmienia się co jakiś czas w… linię kolejową. Makiety (tworzone w skali 1:87) łączone są wówczas w jeden układ i odtwarzany jest realny ruch: pociągi kursują według rozkładu jazdy, składami kierują maszyniści, na każdej stacji jest dyżurny ruchu. Zestawiane są składy z jednej epoki. Podczas imprezy regionalnej Europejskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych Fredmo fb, która odbyła się w Wołowie 24 i 25.09.2021 r. z udziałem Czechów i Węgrów, były to lata 80. XX w., czyli okres, po którym kolej straciła dominującą pozycję na rzecz komunikacji samochodowej. Pogarszający się stan infrastruktury i malejąca liczba pasażerów doprowadziła do likwidacji wielu linii. Część udało się współcześnie odtworzyć, reszta przepadła, tory zdemontowano, nasypy zarosły lub przekształcone zostały w trasy rowerowe.

    By tworzyć kolejowe makiety, trzeba mieć czas (ich wykonanie trwa wiele miesięcy), miejsce (zajmują sporo miejsca) i pieniądze. Modelarze wyceniają swe prace na ok. 20 tys. zł.

    Na zdjęciu:

    Przy jednej z makiet kolejowych: Grzegorz Kita (z lewej) i dyrektor wołowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, Maciej Nejman.

     Tekst i fot. Marek Perzyński ©®

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (47) Rafał Zając

    Encyklopedia Dolnoślązaka (47) Rafał Zając

    Zając Rafał (ur. 22.01.1983 r. Brzeg Dolny), animator kultury, działacz samorządowy i polityczny, autor logo Wołowa, od stycznia 2021 r. dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wołowie, poprzednio m.in. kierownik Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji w Urzędzie Miejskim w Wołowie oraz dyrektor Wołowskiego Ośrodka Kultury. Jest inicjatorem powołania w ramach biblioteki gminnej Wołowskiego Domu Spotkania z Historią, którego celem jest „stworzenie udokumentowanego obrazu codziennego życia naszej społeczności, zabezpieczenie go i zachowanie dla przyszłych pokoleń, a także tworzenie publikacji w celu popularyzowania wiedzy na temat naszej wspólnej przeszłości”. Wg „Kuriera Gmin”, Rafał Zając jest jedną z 50. najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim: „Jego doświadczenie daje mu siłę i pozycję w lokalnym środowisku od blisko 15 lat” [1, s. 6, 9].

    [1] mr: Oto 50 najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim, Tygodnik powiatu wołowskiego „Kurier Gmin”, nr 1(1549), 7.01.2021.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • „Chemia śmierci”. Nieznane fakty z przeszłości Brzegu Dolnego. Spotkanie z autorem książki w Wołowie

    „Chemia śmierci”. Nieznane fakty z przeszłości Brzegu Dolnego. Spotkanie z autorem książki w Wołowie

    Tomasz Bonek, pochodzący z Wołowa dziennikarz i pisarz, napisał książkę „Chemia śmierci” o tym, co działo się podczas II wojny światowej w zakładach chemicznych w obecnym Brzegu Dolnym. Spotkanie z nim, zorganizowane 28 lipca z inicjatywy Rafała Zająca, dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wołowie, spotkało się z ogromnym zainteresowaniem nie tylko wołowian. Pytano m.in. dlaczego niewiele mówi się o losie więźniów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, których wykorzystywano w zakładach.

    Więźniowie pracowali przy produkcji gazów bojowych. Na ogół nie wiedzieli, gdzie trafiają. Przeżywali na ogół najwyżej trzy miesiące. Tych, którzy ocaleli, esesmani wyprowadzili w marszu śmierci. Wielu zamordowano w Środzie Śląskiej. Po II wojnie światowej zakłady zmieniły profil produkcji i zaczęły nosić nazwę „Rokita”. Więźniów upamiętniono inskrypcją na głazie, który przeniesiono przed zakład z polnej drogi, a pierwotnie upamiętniał dojście Hitlera do władzy. Jak na ogrom zbrodni i cierpienia ludzi to skromny pomnik – stwierdzili zgodnie uczestnicy spotkania autorskiego z Tomaszem Bonkiem. Padło pytanie, dlaczego tak się dzieje?

    Według autora książki, ludzie przeżyli ogromną traumę w czasie wojny i chcieli już tylko spokojnie żyć. Po drugie, celem zakładów jest produkcja, kwestie ogólnospołeczne nie są dla nich priorytetem. Dzieje się tak powszechnie. Mimo tego trudno pogodzić się z faktem, że po 1945 r.  światowe mocarstwa i niektóre koncerny wykorzystały do wzmocnienia swej pozycji biznesowej  i strategicznej specjalistów, którzy wcześniej byli na usługach Hitlera.

    Echo II wojny światowej odzywa się wciąż nie tylko w Brzegu Dolnym. Wielu z tych, którzy trafili po II wojnie światowej na tzw. ziemie odzyskanie, wspomina swe domy rodzinne na Kresach Wschodnich Polski. Zmuszeni zostali do ich opuszczenia w wyniku przesunięcia granic i mordów dokonywanych masowo przez ukraińskich nacjonalistów na bezbronnej ludności polskiej. Mordowali okrutnie, tak, by wywołać strach. Wielu osobom towarzyszy on do dziś. O tym, co przeżyli, nie chcą mówić nawet najbliższym.

    Tomasz Bonek jest autorem kilku książek, mających formę reportażu. Poprzednie poświęcił m.in. skarbowi średzkiemu i tajemnicom Lubiąża. Spotkanie autorskie zaplanowano w kawiarni letniej „Fraszka”, którą biblioteka publiczna zorganizowała – jako miejsce letniego wytchnienia – przy nowo zaaranżowanym przestrzennie basenie miejskim. Deszczowa pogoda wymusiła przeniesienie spotkania do sąsiedniej zadaszonej kawiarni.

    Na zdjęciu: spotkanie z Tomaszem Bonkiem (z lewej) poprowadził dyrektor biblioteki wołowskiej, Rafał Zając.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (46): Maciej Nejman

    Encyklopedia Dolnoślązaka (46): Maciej Nejman

    Nejman Maciej (ur. 14.01.1967 r. Wołów) samorządowiec, działacz społeczny i polityczny, popularyzator historii ziemi wołowskiej, zwłaszcza Lubiąża, którego jest rodowitym mieszkańcem. W latach 2006-2010 i 2014-2018 starosta wołowski, a 2010-2014 zastępca burmistrza Wołowa. Radny powiatu wołowskiego (od 2002 r.), obecnie dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Wołowie. Wg „Kuriera Gmin” jest jedną z 50. najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim: „Jego doświadczenie bycia w lokalnej polityce na najwyższych stanowiskach – od zastępcy burmistrza Wołowa po starostę – daje mu mandat zaufania w sprawach służby zdrowia czy społecznych” [1, s. 7]. W latach 2020-2021 odbudowano z jego inicjatywy w Lasku św. Jadwigi w Lubiążu zniszczone po II wojnie światowej kaplice kalwarii jadwiżańskiej. W 1994 r. współzałożył Młodzieżowy Klub Sportowy „Odra” w Lubiążu i był w latach 2004-2010 jego prezesem. Od 2001 r. jest członkiem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. W 2003 r. z jego inicjatywy powstało Stowarzyszenie Lubiąż, którego stał się współzałożycielem i w latach 2003-2006 prezesem. W 2020 r. został nim ponownie. W latach 2008-2015 był wiceprezesem Stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania „Kraina Łęgów Odrzańskich”. Za zasługi otrzymał: Medal „Pro Memoria” (2010 r.), Krzyż Czynu Zbrojnego Polskiej Samoobrony na Kresach Wschodnich RP (2015 r.), brązowy Medal za Zasługi dla Pożarnictwa (2016 r.), brązowy Medal za Zasługi dla Policji (2017 r.), Odznaczenie Pamiątkowe Za Zasługi dla Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej (2017 r.), a decyzją Zarządu Związku Powiatów Polskich w 2018 r. tytuł „Samorządowca 20-lecia”. Wykształcenie: absolwent studiów filozoficzno-teologicznych na Papieskim Fakultecie Teologicznym we Wrocławiu i licznych studiów podyplomowych, m.in.: geografia (Uniwersytet Wrocławski); Organizacja i Zarządzanie Placówką Oświatową (Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu; Resocjalizacja (Wałbrzyska Wyższa Szkoła Zarządzania i Przedsiębiorczości) oraz MBA w Administracji Publicznej (Wyższa Szkoła Handlowa we Wrocławiu).

    [1] mr: Oto 50 najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim, Tygodnik powiatu wołowskiego „Kurier Gmin”, nr 1(1549), 7.01.2021.

    Na zdjęciu: Maciej Nejman przed zamkiem w Wołowie.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (45): Stowarzyszenie Lubiąż

    Encyklopedia Dolnoślązaka (45): Stowarzyszenie Lubiąż

    Stowarzyszenie Lubiąż organizacja pożytku publicznego założona w 2003 r. z inicjatywy Macieja Nejmana, który został jego prezesem (lata 2003 – 2006 i ponownie od 2020 r.). Skupia grupę mieszkańców wsi Lubiąż (gmina Wołów), znanej z największego w świecie dawnego kompleksu opactwa cystersów. Działa na rzecz zachowania dziedzictwa kulturowego i rozwoju wsi: wytyczono ścieżkę historyczno-przyrodniczą po najciekawszych miejscach Lubiąża, odbudowano kaplice kalwarii jadwiżańskiej w Lasku św. Jadwigi i udrożniono położoną na jego skraju studnię św. Jadwigi. Wydano też szereg publikacji i ustawiono tablice informacyjne, m.in. przy dawnym opactwie i zabytkowym kompleksie szpitala psychiatrycznego. W 2021 r. dzięki środkom pozyskanym z projektu kupiono piec do wypieku chleba cysterskiego, przy pomocy którego realizowane będą zadania edukacyjne. Dzięki temu projektowi członkowie stowarzyszenia zamierzają ożywić teren dawnego wiatraka i uchronić go przed zagładą. Zarazem nawiążą do czasów sprzed II wojny światowej, gdy przy młynie działało gospodarstwo rolne wraz z piekarnią. Siedzibą Stowarzyszenia Lubiąż jest dawna remiza strażacka, mieszcząca zalążki ekomuzeum cysterskiego.

    Na zdjęciu: członkowie Stowarzyszenia Lubiąż, 13.08.2021 r.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©

  • Wołów – kalendarium

    Wołów – kalendarium

    1157 wzniesienie drewnianego zamku przez księcia Władysława Wygnańca [3, s. 946].

    1202 najdawniejsza wzmianka o osadach, nieopodal których lokowano potem miasto Wołów: Starym Wołowie i Krzywym Wołowie. Stary Wołów wyrósł w pobliżu rozwidlenia dróg do Lubiąża i Głogowa, miejscu dogodnym do organizowania spędu bydła i handlu nim. Jeszcze bliżej tego rozwidlenia lokowano Krzywy Wołów [2, s. 73].

    ok. 1285 lokacja miasta Wołowa. Lokowane zostało na prawie magdeburskim [3, s. 459], a proces ten przeprowadzono prawdopodobnie na zlecenie księcia Przemka ścinawskiego. Wołów założono na surowym korzeniu, musiano więc zwerbować osadników, których na Śląsk sprowadzano z Zachodu, zachęcając przywilejami. Lokację przeprowadził tzw. lokator (zwany zasadźcą). W zamian otrzymał funkcję wójta, z czym wiązały się znaczne dochody [2, s. 80-82].

    1292 – książę Henryk III, kolejny pan Wołowa, wystawił dokument potwierdzający prawa wójta przyznane mu jako zasadźcy, a przy tym wyraził ubolewanie, że z powodu niedbalstwa poprzedniego wójta dokument lokacyjny zaginął [2, s. 81].

    1327 – Wołów opuścił książę Konrad I oleśnicki, do którego trafił na wygnanie po odebraniu mu księstwa przez księcia brzeskiego, Bolesława III. Przebywał na wygnaniu w Wołowie sześć lat [1, s. 459].

    1. poł. XV w. – Wołów obwarowano murami miejskimi [1, s. 459].

    1464 – wzniesiono ratusz, potem wielokrotnie odbudowywany i rozbudowywany [1, s. 459]. Wciąż jest siedzibą władz miejskich.

    1492 po śmierci Karola Białego, ostatniego piastowskiego księcia głogowsko-oleśnickiego, Wołów przeszedł pod zwierzchnictwo Korony Czeskiej [1, s. 459].

    pocz. XVI w. początek działalności w Wołowie mennicy książęcej [1, s. 459].

    1653 panem Wołowa został Krystian, syn księcia legnicko-brzeskiego Rudolfa, który ustanowił samodzielne księstwo wołowskie [1, s. 459].

    1672 po śmierci księcia Krystiana księstwo wołowskie odziedziczył książę piastowski, Jerzy Wilhelm [1, s. 459].

    1675 śmierć księcia Jerzego Wilhelma. Zmarł w Legnicy. Na nim dynastia Piastów śląskich wymarła [1, s. 459],

    1.07.1781 – wielki pożar Wołowa. Spłonęło niemal całe miasto. W wyniku odbudowy (z funduszy królewskich i zbiórki publicznej) zmieniło zasadniczo wygląd. Zabudowane zostało murowanymi domami krytymi dachówkami, poza kilkoma wyjątkami. Jedynie na przedmieściach budowano nadal domy z drewna, gliny i kryte gontem [2, s. 256-257].

    po 1781 i po wojnach napoleońskich rozebrano większość murów miejskich, a także zasypano fosy, co umożliwiło rozwój przestrzenny miasta [1, s. 459].

    1945 w czasie walk o Wołów uległo zniszczeniu 70 proc. substancji miasta, w tym wiele cennych obiektów historycznych [1, s. 459]. Po zakończeniu wojny Dolny Śląsk, w tym Wołów, powrócił w granice Polski.

    [1] Janusz Czerwiński: Dolny Śląsk. Przewodnik, Wydawnictwo Kartograficzne EKO-GRAF Sp. z o. o., Wrocław 2009.

    [2] Edward Czapiewski, Rafał Nowakowski (red.): Wołów historia miasta, Wydawnictwo Chronicon, Wrocław 2019.

    [3] Praca zbiorowa: Zabytki sztuki w Polsce. Śląsk, Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków, Warszawa 2006.

    Na zdjęciu: fragment murów miejskich.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (44): Herb Wołowa

    Encyklopedia Dolnoślązaka (44): Herb Wołowa

    Herb Wołowa przedstawia wołu, a uformowany został zapewne już w XIV w. Najdawniejsza wersja herbu wyobraża czerwonego wołu z białymi rogami, racicami i zakończeniem ogona na białym (lub srebrnym) tle. Herb z wizerunkiem wołu znajduje się na najstarszej znanej dziś pieczęci Wołowa, uwierzytelniającej dokument z 1407 r. [1, s. 94].

    [1] Edward Czapiewski, Rafał Nowakowski (red.): Wołów historia miasta, Wydawnictwo Chronicon, Wrocław 2019.

    Na zdjęciu: herb Wołowa, witraż, sala posiedzeń zamku w Wołowie.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©