Kategoria: Historia

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (48). Lokacja miasta Wołowa

    Lokacja miasta Wołowa, nastąpiła najprawdopodobniej około 1285 r. na zasadach prawa niemieckiego (magdeburskiego), a dokonał jej zapewne książę śląski z dynastii Piastów, Przemko ścinawski [1, s. 62, 80]

    Przemko ścinawski objął rządy w księstwie ścinawskim w 1284 r., więc data lokacji w 1285 r. jest najbardziej prawdopodobna. Nie można jednak też wykluczyć, że nastąpiło to potem, lecz nie później niż w 1288 r. W tym roku bowiem – na zasadzie prawa niemieckiego – został wydany przez księcia Przemka ścinawskiego akt lokacyjny pobliskiej wsi Stary Wołów i jako jeden ze świadków wymieniany jest w tym dokumencie wójt wołowski Dietrich, co świadczy, że miasto Wołów już zostało założone [1, s. 80].

    W średniowiecznym mieście (rys, arch.). Handel i usługi były jednymi z najważniejszych czynników warunkujących jego rozwój.

    Ustalenie dokładnej daty lokacji Wołowa jest niemożliwe, gdyż akt lokacyjny zaginął. Wiadomo o tym z pisma księcia Henryka III głogowskiego, który stał się panem Wołowa w 1289 r., a w 1292 r. zmuszony został wystawić dokument, by potwierdzić i odnowić prawa nadane w ramach lokacji wójtowi wołowskiemu. Pismo to wydane zostało z myślą o sprawującym wówczas to stanowisko wójtowi Trudwinowi, a książę zaznaczył w nim, że odpowiedni dokument (najpewniej akt lokacyjny) zaginął z powodu niedbalstwa poprzedniego czy też pierwszego wójta. Trudność z ustaleniem, kto dokładnie dopuścił się niedbalstwa, wynika z faktu, że użyte w dokumencie wystawionym przez księcia Henryka II głogowskiego łacińskie słowa „Prior advocatus” można odczytać zarówno jako „poprzedni”, jak i „pierwszy wójt”. Zaniedbania, w wyniku którego przepadł dokument lokacyjny wydany przez księcia Przemka ścinawskiego, mógł zatem dopuścić się już pierwszy wójt Wołowa, Dietrich [1, s. 81].  

    Wójtem zostawał na ogół zasadźca zwany też lokatorem, którego zadaniem było zorganizowanie grupy pierwszych osadników i wytyczenie zgodnie z zasadami prawa niemieckiego rynku, ulic i poszczególnych parcel, czyli przestrzeni miejskiej [1, s. 81]. Podpisywał on w imieniu osadników dokument lokacyjny, dzięki czemu znali warunki, na jakich się osiedlają. Funkcja wójta była dziedziczna, a wiązały się z nią liczne przywileje i prawa, m.in. do budowy młyna, posiadania sklepów, pobierania części opłat z czynszów i kar sądowych [5, s. 161-162]. Osadników (zwanych gośćmi), zachęcano do osiedlenia się ulgami i wizją awansu społecznego. Zwalniani byli oni na ogół na okres 5-7 lat z podatków od momentu założenia miasta i już na starcie otrzymywali uprzywilejowaną pozycję w obszarze handlu i usług, czego nie mogli oczekiwać w dotychczasowym miejscu zamieszkania, gdzie panowała ustalona od lat hierarchia społeczna [1, s. 81].

    Wołów założono „na surowym korzeniu”, zatem znalezienie osadników posiadających doświadczenie funkcjonowania w mieście miało charakter kluczowy. Rekrutowali się głównie z Zachodu [1, s. 81], zwłaszcza z Niemiec, z których chętnie emigrowano z powodu przeludnienia i wzrostu cen ziemi [2, s. 24]. Dowodzić tego może germańskie imię pierwszego wołowskiego wójta, Dietricha. Zapewne przybył on z Niemiec wraz z grupą osadników i ta grupa narodowościowa odgrywała odtąd w Wołowie prymarną rolę [1, s. 81].

    Osadnicy przynieśli zachodni system zakładania miast i wsi, zręby nowatorskiego na ziemiach polskich prawa osadniczego oraz nowoczesne rozwiązania w rzemiośle, handlu i rolnictwie [2, s. 24], w tym takie zachodnioeuropejskie zdobycze cywilizacyjne, jak pług z żelazną odkładnicą, młyn wodny i trójpolówka [4, s. 75].

    Lokując miasta stosowano jednolity schemat urbanistyczny, co wymagało jego precyzyjnego rozplanowania, z czym wiązały się skomplikowane zabiegi organizacyjne oraz duże nakłady sił i środków [4, s. 79]. Pośrodku wytyczano rynek (na którym odbywały się targi i na którym wznoszono  ratusz będący siedzibą władz) i nieopodal niego kościół. Od rynku biegły przecinające się pod kątem prostym ulice, z których każdą zajmowali rzemieślnicy tej samej profesji, co do dziś odzwierciedlają ich nazwy (Nożownicza, Szewska, Igielna, itp.). Zajmowane przez mieszczan parcele z domami były ich własnością  dziedziczną [5, s. 163], [4, s. 79], co gwarantowało im prawo magdeburskie. Zgodnie z nim, mieli zagwarantowaną też wolność osobistą. Można było nabyć ją także już po zakończeniu akcji lokacji miasta, a warunkiem był nieprzerwany pobyt w danym mieście przez co najmniej rok i jeden dzień, na mocy prawa zwyczajowego („miejskie powietrze czyni wolnym”) [5, s. 130].

    Na miejsce nowo lokowanych wsi i miast wybierano głównie pustkowia, lasy, tereny podgórskie i mokradła [4, s. 75]. Na podmokłym terenie, przy stawach, obok rzeki Juszki, lokowano właśnie miasto Wołów. Rzeka zapewniała dostęp do wody [1, s. 80], a bagna miały naturalnie obronny charakter. Na wszelki wypadek cały Wołów opasano murem obronnym i wypełnioną wodą fosą, których relikty zachowały się do dziś.

    Prawo osadnicze określane mianem prawa niemieckiego (ius teutonicum) rozprzestrzeniło się na pozostałe dzielnice Polski ze Śląska, gdzie zaistniało ono już w 1. ćwierci XIII w. [3, s. 19], a wzorem dla miast śląskich stał się Magdeburg [6, s. 55]. Pionierem i największym promotorem kolonizacji na jego zasadach był książę śląski z dynastii Piastów Henryk I Brodaty [1, s. 77], dążący do zjednoczenia rozbitej dzielnicowo Polski i koronacji na króla Polski swego syna, Henryka II Pobożnego [3, s. 15]. Lokowanie na zasadzie prawa niemieckiego miast i wsi nazywał „melioratio terrae”, czyli „ulepszeniem ziemi” [1, s. 77]. Zastosowano sprawdzone już na zachodzie Europy rozwiązania ustrojowe i gospodarcze, by zniwelować przepaść gospodarczą i kulturową, dzielącą Śląsk od sąsiednich Czech i terytoriów Niemiec, aczkolwiek Śląsk i tak przewyższał znacznie pod względem zaludnienia i rozwoju cywilizacyjnego inne księstwa polskie [4, s. 75]. 

    Pierwszym miastem na Śląsku i w ogóle na ziemiach polskich lokowanym na prawie niemieckim była Złotoryja (1211 r.), a następnie Lwówek Śląski i Wrocław (1229 r.) [5, s. 162]. Wołów jest zatem jednym z wielu miast lokowanych w XIII w. na Śląsku na zasadach prawa niemieckiego, co świadczy o dynamicznym rozwoju w tym czasie akcji osadniczej w regionie. Na podstawie jego zasad przekształcano też osady już istniejące, jako że był to  model najbardziej wówczas efektywny i nowoczesny [1, s. 62].

    Na Śląsku nowe wsie i miasta lokował nie tylko Henryk I Brodaty, ale czyniły to też z jego inicjatywy m.in. klasztory i zakony rycerskie, w tym templariusze [4, s. 76-77]. Zapewniało im to stałe dochody z ceł i podatków, zaopatrzenie w towary i usługi wysokiej klasy rzemieślników [2, s. 24].

    Ośrodki miejskie w Europie powstawały masowo już od końca pierwszego tysiąclecia (dotąd istniały tutaj miasta założone jeszcze w czasach cesarstwa rzymskiego), a lokowano je na przecięciu szlaków handlowych, przy zamkach, przeprawach rzecznych, klasztorach. Kolonizacja na prawie niemieckim stała się tak masowa, że osiągnęła charakter zjawiska społeczno-gospodarczego [2, s. 24]. Zrewolucjonizowała stosunki społeczne [1, s. 77] w całej Europie środkowej i wschodniej, m.in. w Polsce [2, s. 24], gdzie dzięki prawu niemieckiemu pojawiło się miasto w sensie prawnym i wykształcił się stan mieszczański. Autorzy „Atlasu historii Polski” piszą, że „Prawo niem. obejmowało zespół swobód osadniczych (dziedziczne i zbywalne posiadanie ziemi na ustalonych warunkach, wolność osobistą, własne sądownictwo) oraz zwyczaje prawne, którymi posługują się niemieccy koloniści. Prawem tym obejmowana jest stopniowo także ludność polska, co sprzyja kształtowaniu się stanowej struktury społ. – prawo mieszczan i częściowo chłopów. W ciągu XIII w. powstaje zbiór norm składających się na najbardziej rozpowszechnioną w Polsce odmianę prawa niem. – prawo magdeburskie”. Wówczas też (XIII w.) z dawnego możnowładztwa i części wojów wykształcił się stan rycerski (szlachta), którego przedstawiciele posługiwali się prawem ziemskim. Na mocy prawa rycerskiego (ius militarne), obejmującego uprawnienia osobiste i rzeczowe, posiadali oni szczególnie uprzywilejowaną pozycję społeczną, co akcentowano prawem do posługiwania się herbem [3, s. 10].

    Zaistniała w XII i XIII w. w Polsce w wyniku intensywnej kolonizacji sieć urbanistyczna przetrwała w zasadzie w niezmienionym kształcie aż do XIX w. [2, s. 24]. Jej skutkiem było jednak niemal całkowite wyparcie rodzimej ludności słowiańskiej z ziem między Elbą a Odrą, germanizacja Śląska, Pomorza, Prus Wschodnich i przygranicznych terenów wyżynnych w Czechach [2, s. 24].

    [1] Stanisław Rosik: Wołów w średniowieczu (do początku XV w.) [w:] Wołów historia miasta, red. Edward Czapiewski, Rafał Nowakowski, Wydawnictwo Chronicon, Wrocław 2019.

    [2] Praca zbiorowa: Niemcy. Podróże marzeń, przygotowanie edycji polskiej: Bogdan Rudnicki, Wydawnictwo Mediaprofit Sp. z o.o. Warszawa 2007.

    [3] Marian Dygo, Jerzy Kochanowski, Michał Kopczyński, Jolanta Sikorska-Kulesza: Atlas historii Polski, Prószyński i spółka, Warszawa 2000.

    [4] Marek L. Wójcik: Dolny Śląsk w latach 1138-1326 [w:] Dolny Śląsk. Monografia historyczna, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2006.

    [5] Halina Tomalska: Od pierwszych cywilizacji do czasów nowożytnych. Historia dla szkół średnich zawodowych, Wydanie III, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1996.

    [6] Jan Drabina: Życie codzienne w miastach śląskich XIV i XV w., Wydawnictwo „Skryba”, Wrocław 1998.

    Marek Perzyński

  • Spotkanie świąteczne dolnośląskich rolników

    W środowisku wiejskim głośnym echem odbiło się środowiskowe spotkanie dolnośląskich rolników, zorganizowane 11 grudnia 2024 r. w jednym z obiektów wchodzących w skład zespołu pałacowo-parkowego we Wrocławiu-Pawłowicach, należącego do Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

    W spotkaniu wzięli udział m.in. ludowcy z powiatu górowskiego.

    To symboliczne miejsce – oddaje sytuację polskiego rolnictwa, które musi się unowocześniać, aby przetrwać na trudnym rynku produkcji żywności, a to wymaga współpracy rolników z naukowcami. Do tej kwestii nawiązał w słowie do zebranych obecny na spotkaniu wiceminister rolnictwa, Stefan Krajewski. Mówiąc o wyzwaniach, jakie stoją przed polskim rolnictwem, przypomniał wystąpienia środowisk rolniczych, niezadowolonych z zalewu polskiego rynku zbożem z Ukrainy, co załamało rynek zbożowy w Polsce. W tym samym tonie wypowiedział się marszałek Dolnego Śląska Paweł Gancarz, prywatnie – rolnik, prezes dolnośląskich struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego. Spotkanie prowadził, Radosław Zysnarski, pełnomocnik marszałka Dolnego Śląska ds. aktywizacji środowisk lokalnych, wiceprezes dolnośląskiego PSL-u, zapalony kibic sportowy.

    Kibicem i zarazem aktywną osobą promującą sport w wymiarze gminnym jest też proboszcz z Kotlisk koło Lwówka Śląskiego, który na rozpoczęciu części stricte świątecznej pobłogosławił opłatki i przy śpiewie kolędy rozpoczął wymianę życzeń. Nie mogło być inaczej – polska wieś to bastion polskiej tradycji, a przy tym zmodernizowała się do tego stopnia, że może być dla wszystkich przykładem tolerancji. Tak przynajmniej jest na Dolnym Śląsku – regionie regionów, w którym po II wojnie światowej spotkały się tradycje z różnych regionów Polski w jej granicach z 1939 r.

    Zgodnie z polskim zwyczajem, składając życzenia przełamano się opłatkiem.

    Tekst i zdjęcia: Marek Perzyński        

  • Ta rana wciąż krwawi

    Złożenie wieńców pod tablicą pamiątkową. Przy mikrofonie poseł Tadeusz Samborski (PSL).

    – Nie o zemstę lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary – zabrzmiało kolejny raz w kościele pw. św. Jana w Legnicy. Mszy św. (7.07.2024 r.) w intencji ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej którego apogeum przypadło podczas Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 r. na Wołyniu, przewodniczył legnicki biskup pomocniczy Piotr Wawrzynek.

    Kościół wypełniony był po brzegi. Przy ołtarzu stanęło kilkadziesiąt pocztów sztandarowych. – To widomy znak pamięci i tego, jak duże znaczenie mają dla nas tamte tragiczne wydarzenia. Na ziemi legnickiej mieszka wielu potomków Kresowian – podkreślił poseł Tadeusz Samborski (PSL), jeden z organizatorów uroczystości.

    Podczas Krwawej Niedzieli oprawcy spod znaku UPA zaatakowali 99 polskich wsi, których ludność w sposób bestialski wymordowali. Jedynym kryterium była narodowość. Strona ukraińska wciąż gloryfikuje UPA i Banderę stawiając mu pomniki, mimo protestów polskich środowisk kresowych.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

    W uroczystości wzięli udział m.in. starosta legnicki Adam Babuśka i wicestarosta Janina Mazur.
  • Artystyczny dwór Katarzyny Popińskiej

    Katarzyna Popińska, malarka związana z Muzeum Polskiego Ruchu Ludowego w Warszawie i wiceprezeska Towarzystwa Miłośników Wrocławia, olśniła uczestników swego wernisażu (8.06.2024 r.) w pałacu myśliwskich w wielkopolskim Antoninie. Wystąpiła we wspaniałej sukni, różowej i tak pofałdowanej, że przyjaciółka artystki musiała trzymać jej brzegi, by malarka nie zaplątała się podczas autorskiego oprowadzenia na wewnętrznym, wąskim balkonie obiegającym pałac.

    Suknia, skrojona na modłę z czasów cesarzowej Marii Teresy, jak ulał pasowała do wydarzenia. Dwór w Antoninie należał do książąt Radziwiłłów, potężnego rodu, posiadającego w XIX w. pałace m.in. w Poznaniu, Berlinie i Ciszycy koło Kowar u stóp Karkonoszy. Katarzyna Popińska namalowała portrety jego najwybitniejszych przedstawicieli związanych z pałacem w Antoninie. Malując, poznała ich koleje losu, nierzadko burzliwe. Jak choćby pięknej i nieszczęśliwej Elizy, w której zakochał się następca tronu królestwa Prus. Miłość była wzajemna, ale on był Prusakiem, a ona Polką, co okazało się przeszkodą nie do pokonania, by zawrzeć związek małżeński. Wkraczając do pałacu na wernisaż, Katarzyna Popińska rzuciła: – „Dwór za mną”. Kilkadziesiąt pań, w wytwornych sukniach, posunął za nią do miejsca, gdzie gospodarze z artystką zaczęli przemówienia. Prezes Towarzystwa Miłośników Wrocławia, który przybył we fraku i cylindrze, wręczył autorce laur – nagrodę TMW. Dwór nagrodził królową burzą oklasków.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Dumni z Wołowa. Jest lokalizacja dla Wołowskiego Domu Spotkań z Historią i wsparcie z Narodowego Instytutu Muzeów. Poseł gratuluje

    Wołowski Dom Spotkań z Historią zaczął się materializować. 29 listopada 2023 r. Rafał Zając, dyrektor Miejskiej i Gminnej Biblioteki Publicznej w Wołowie, lider projektu, odebrał klucze do placówki. Lokal na ostatnim piętrze dworca kolejowe we Wołowie użyczyła Gmina Wołów. To miejsce o znaczeniu symbolicznym.

    To z tego dworca wyjeżdżali po 1945 r. wysiedlani – decyzją wielkich mocarstw – niemieccy mieszkańcy Wołowa i to na ten dworzec przybywały transporty polskich osiedleńców, wśród nich wielu wysiedlonych przymusowo z Kresów Wschodnich, utraconych przez Polskę w1945 r. Była wśród nich rodzina Mirosława Hermaszewskiego – pierwszego i jak dotąd jedynego polskiego kosmonauty, honorowego obywatela Wołowa. Ukończył miejscowe liceum, podobnie jak obecny burmistrz Wołowa, historyk, Dariusz Chmura.

    – Pogratuluję osobiście burmistrzowi inicjatywy powołania Wołowskiego Domu Spotkań z Historią, to cenna inicjatywa, ważna dla kultywowania tożsamości lokalnej – poznanie przeszłości to klucz do zrozumienia teraźniejszości – powiedział nam poseł Tadeusz Samborski (Trzecia Droga, PSL), słysząc o tej inicjatywie.

    Realizację projektu umożliwiło wsparcie grantowe z Narodowemu Instytutu Muzeów, który zapewnia wsparcie finansowe, organizacyjne i eksperckie. Jego celem jest wzmocnienie wspólnot lokalnych, ich tożsamości i identyfikacji z miejscem zamieszkania. W ten m.in. sposób buduje się społeczeństwo obywatelskie. Młodym ludziom, prezentując historię ich najbliższych, sąsiadów i znajomych, łatwiej jest objaśnić świat i budować dumę ze swego pochodzenia.   

    Miejska i Gminna Biblioteka Publiczna w Wołowie gromadzi od dawna materiały dotyczące materialnej i niematerialnej przeszłości miasta i gminy Wołów. Posiada m.in. komplet wydań lokalnego tygodnika „Kurier Gmin”, wydawnictwa wołowskiej „Solidarności” z okresu stanu wojennego i projektor zlikwidowanego przed laty i wyburzonego miejscowego kina, ale wciąż pamiętanego przez wielu wołowian – z sentymentem wspominają oni tzw. poranki. Wyświetlano na nich bajki, a było to w czasach, które bajkowe nie były, choć ówczesne komunistyczne władze twierdziły, że nie ma lepszego systemu niż socjalizm. Powszechnym wyrazem sprzeciwu była „Solidarność” – ruch społeczny, który w czasie stanu wojennego zdelegalizowano. Powstanie Wołowskiego Domu Spotkań z Historią wychodzi naprzeciw postulatom wołowskich działaczy „Solidarności”, by powstało miejsce, gdzie będzie można złożyć i opracować zgromadzone przez nich materiały. Wołowska biblioteka jest już w poosiadaniu m.in. oryginalnych matryc drukarskich.   

    Tekst i fot. Marek Perzyński         

  • Śląskie średniowieczne metalowe płyty nagrobne

    „Śląska ars moriendi. Średniowieczne metalowe płyty nagrobne” to tytuł najnowszej wystawy czasowej w gmachu głównym Muzeum Narodowego we Wrocławiu, która otwarta zostanie pod koniec listopada 2023 r. Jak informują organizatorzy, prezentować będzie „bezcenne metalowe płyty nagrobne, pochodzące z nich aplikacje, średniowieczne podręczniki ars moriendi i niewielkie, osobiste obiekty dewocyjne. Wśród niezwykłych zabytków znajdzie się płyta nagrobna Wacława żagańskiego, która zaprezentowana zostanie po raz pierwszy po przeprowadzonej konserwacji. Celem wystawy jest przybliżenie różnych aspektów kultury średniowiecznej związanych ze śmiercią, ale też pokazanie podobieństw między podejściem do tego tematu dawniej i dziś”.

    Marek Perzyński

  • Legat papieski w Wołowie. 300-lecie kościoła św. Karola Boromeusza

    Legat papieski przybył 4.11.2023 r. do Wołowa, by przewodniczyć mszy św. inaugurującej 300-lecie miejscowego kościoła pw. św. Karola Boromeusza. Uroczystość zakończyło udzielenie papieskiego błogosławieństwa i odśpiewanie „Boże coś Polskę”, tak gromkie, że aż zatrzęsły się mury tej wiekowej świątyni, będącej świadectwem skomplikowanych dziejów Śląska. 

    Przybycie legata papieskiego świadczy o randze uroczystości. Papież Franciszek jako swego legata w Wołowie mianował wrocławskiego metropolitę, abp. Józefa Kupnego.

    Oto prawdziwa chwała kardynała 

    W homilii legat nawiązał do osoby patrona kościoła, św. Karola Boromeusza, jako człowieka wielkiej pokory. Przypomniał, że w czasie epidemii osobiście opiekował się on miesiącami chorymi. Był kardynałem, metropolitą Mediolanu, arystokratą, człowiekiem wykształconym, mógł więc szukać swej chwały. Tymczasem dbając o zdrowie innych, sam zaniedbał własne, przez co zmarł zaledwie w wieku 46 lat. Swe stanowisko rozumiał jako służbę innym, był wyczulony na miłość i bezgraniczną pomoc ludziom wzorem Chrystusa. Taka postawa i dawniej, i obecnie bywa błędnie rozpoznana i interpretowana. Kojarzona jest często z niską oceną samego siebie, a w rzeczywistości wiąże się z rozpoznaniem, kim naprawdę jesteśmy i uświadomieniem sobie, że bez Bożej pomocy jesteśmy tylko biednymi grzesznikami.

    Dama zakonu rycerskiego z Wołowa      

    Przy ołtarzu stanęło z legatem ponad 40 księży, w tym kilku pochodzących z Wołowa. Strój damy zakonu rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie, sięgającego czasów krucjat, przywdziała Maria  Kulbida, prowadząca we Wrocławiu biuro podróży „Panorama”, która – jak się okazało – też pochodzi z Wołowa i nigdy nie straciła kontaktu z tym miastem. Niedaleko stąd, w Głębowicach, są pochowani jej rodzice.

    Okoliczności powstania kościoła pw. św. Karola Boromeusza przypomniał  jego proboszcz, ks. Krzysztof Kanton, witając przybyłych. Wzniesiony został po tym, jak katolicy na mocy porozumień po konwencji zawartej w 1707 r. w Altranstad musieli odstąpić miejscową farę, św. Wawrzyńca, protestantom. Odtąd kościół pw. św. Karola Boromeusza nieprzerwanie służy katolikom. Obecnie w Wołowie istnieją dwie katolickie parafie, druga znajduje się przy kościele pw. św. Wawrzyńca, który katolicy przejęli długo po II wojnie światowej, gdy protestanci ostatecznie go opuścili i niszczał. Jednak to w kościele pw. św. Karola Boromeusza koncentrowało się przez długie powojenne lata życie katolickiej wspólnoty w Wołowie, o czym świadczą m.in. płyty pamiątkowe. O jej sile stanowili zawsze duszpasterze, m.in. ks. Franciszek Bosak (ur. 1913 r. – zm. 1984 r.), który odzyskał dla wiernych i uratował kościół św. Wawrzyńca, i obecny proboszcz – ks. Krzysztof Kanton, angażujący się aktywnie w życie Wołowa, co władze miejskie i mieszkańcy dostrzegają i bardzo doceniają. Na uroczystości z udziałem legata przybyły władze miejskie na czele z burmistrzem, Dariuszem Chmurą. Uhonorował przy ołtarzu legata i proboszcza m.in. statuetką przedstawiającą symbol Wołowa, którym jest wół. W Wołowie i okolicy odbywały się wieki temu wielkie targi tymi zwierzętami, co przynosiło duże zyski i przyczyniło się do rozwoju miasta.      

    Pamiątki wielkiego jubileuszu

    Gdy ks. Kanton przybył do Wołowa, miał rozpoczęty przewód doktorski, jednak życie parafii tak go pochłonęło, że doktoratu nie zrobił. Ale naukowych zainteresowań nie porzucił, o czym świadczy jubileuszowa uroczystość. Pamiątką jubileuszu są: obraz przedstawiający św. Karola Boromeusza na tle kościoła pod jego wezwaniem w Wołowie (pędzla Aleksandry Zając, mieszkanki Wołowa, malarki i konserwatorki dzieł sztuki), pieta i sztandar procesyjny, które poświęcił legat papieski. A właśnie pieta jest przedmiotem zainteresowania naukowego ks. Kantona. I to pieta cieszyła się przez wieki wielkim kultem wiernych w kościele opackim opactwa cystersów w pobliskim Lubiążu. Po II wojnie światowej trafiła do Muzeum Narodowego w Warszawie.

    – Czasami na Was krzyczę, ale wszystkich kocham i dziękuje za zaangażowanie – mówił ks. Krzysztof Kanton podczas uroczystości przy ołtarzu. Jak zaznaczył, wszystkim nie sposób podziękować za zaangażowanie w życie parafii, wymienił jednak dwie osoby, które angażują się szczególnie od kilkudziesięciu lat – jeszcze od czasów proboszczowania ks. Franciszka Bosaka. Podziękował też państwu Zającom – Rafałowi, dyrektorowi Miejskiej i Gminnej Biblioteki Publicznej w Wołowie, i jego małżonce, wspomnianej wyżej Aleksandrze, za pomoc w przygotowanie uroczystości rocznicowej i towarzyszącym jej wydarzeń, które zaplanowano na cały rok. Jest to Święty Rok Jubileuszowy, z którym wiąże się możliwość uzyskania odpustu zupełnego. Dekret w tej sprawia wydała penitencjaria apostolska. Ona też zezwoliła na udzielenie przez abp. Józefa Kupnego błogosławieństwa papieskiego.

    Marek Perzyński

    Wszelkie prawa zastrzeżone

  • „Od Piastów do Hohenzollernów. Zamki i pałace na Dolnym Śląsku”. Najnowsza książka Marka Perzyńskiego

    „Od Piastów do Hohenzollernów. Zamki i pałace na Dolnym Śląsku”. Najnowsza książka Marka Perzyńskiego

    Imponujący  łańcuch zamków obronnych w Sudetach to część dziedzictwa Piastów, pierwszej historycznej polskiej dynastii. Z czasem Dolny Śląsk zaczął przynależeć do Królestwa Czech, które było częścią Rzeszy Niemieckiej, ale Piastowie śląscy książętami Rzeszy nigdy nie byli, w odróżnieniu do np. Podiebradów oleśnickich. Piastowie kierowali się własnościowym prawem polskim, podkreślali, że są na Śląsku „od zawsze” i otrzymali przywileje od polskiego władcy, co musiał uznać nawet cesarz. W czasach reformacji odegrali ogromną rolę w Europie. Fryderyk II, książę legnicko-brzesko-wołowski, doprowadził do hołdu pruskiego, a jego syn, Jerzy II, przebudował zamek w Brzegu na tak wspaniałą rezydencję, że nazwano ją śląskim Wawelem. Renesansową bramę tego zamku nieprzypadkowo zdobi wizerunek pierwszego Piasta. To dzieło z kodem. Piastowskie zamki można oglądać również m.in. w Legnicy, Wołowie, Chojnowie i na powulkanicznym stożku koło Złotoryi, w Grodźcu. To zamek turniejowy Piastów, z którym związany jest słynny zamek Książ. Zachowała się w nim Sala Grodźca. W jakich okolicznościach powstała, przeczytacie w tym przewodniku. Dowiecie się też, gdzie na Dolnym Śląsku można zobaczyć bibliotekę łańcuchową, unikalny zegar figuralny z przedstawieniem Śmierci odmierzającej czas kosą, zachwycające metalowe książęce sarkofagi i gdzie szukać krajobrazu idealnego, który jest wspólnym dziełem przyrody i arystokracji, m.in. króla z dynastii Hohenzollernów.              

  • Magia Goszcza. Otwarcie ruiny pałacu po rewitalizacji

    Magia Goszcza. Otwarcie ruiny pałacu po rewitalizacji

    Od 28 maja 2023 r. można wejść do zrewitalizowanej ruiny pałacu w Goszczu. Na uroczystość otwarcia przybyli m.in. dziewczyna szamana, starosta powiatu oleśnickiego, burmistrz Oleśnicy i dwie posłanki na Sejm, a trzeci poseł, K. Mieszkowski,  przysłał list o wolności artystycznej, co zebrani przyjęli chłodno, bo prażyło słońce, a list był długi i mało przystający do rzeczywistości tak niewielkich miejscowości, jak Goszcz czy sąsiednia Twardogóra, gdzie dom kultury dopiero powstanie.

    Po przemówieniach przecięto biało-czerwoną szarfę, jako oznakę otwarcia obiektu. Przecinali m.in. burmistrz Twardogóry Paweł Czuliński  (który podjął działania, by chylącą się do upadku ruinę uratować, zrobić z niej centrum edukacji artystycznej gminy i atrakcję turystyczną), w towarzystwie m.in. posłanek na Sejm RP (Agnieszka Soin i Mirosława Stachowiak-Różecka) i starosty powiatu oleśnickiego (Sławomir Kapica). Po tym do wnętrza ruszył tłum. Na najwyższej kondygnacji jest punkt widokowy, tak naprawdę jednak przejmujący widok rozciąga się na parterze. Długi korytarz, ograniczony z dwóch stron przez wysokie niezadaszone mury, przywodzi na myśl starożytne miasta, z których uszło życie, a dziś są natchnieniem poetów i romantycznych malarzy.

    Burmistrz Oleśnicy, Jan Bronś, podarował burmistrzowi Twardogóry sadzonkę róży, jako że Oleśnica to miasto wież i róż. Burmistrz Twardogóry przyjął prezent z wdzięcznością, gdyż metamorfozę przejdzie też dziedziniec przed pałacem. Dziś to klepisko, a będzie kwitnący ogród. To nie koniec. W łączniku, który łączy pałac z tzw. Domem Oficjalistów, będą pokoje gościnne i kawiarnia – prace zostaną wkrótce rozpoczęte i jeszcze w tym – 2023 roku – zostaną zakończone. 

    W tym samym też roku powstanie w Goszczu, w jednej z oficyn przypałacowych, centrum kultury. Już odbywają się tutaj m.in. plenery malarskie. Obrazy, rysunki, instalacje artystyczne pokazano podczas otwarcia zrewitalizowanej ruiny pałacu. Był też pokaz kostiumów kreacyjnych, przygotowany przez studentów kierunku architektury wnętrz Wyższej Szkoły Humanistycznej we Wrocławiu. Kostiumy inspirowane były wprost elementami architektonicznymi pałacu w Goszczu, a to oknem, a to sztukateriami, a to żyrandolem.

    Na stawie, za pałacem, pływały w tym czasie dwa gigantyczne łabędzie. W rzeczywistości były to rowery wodne. Przy brzegu zaparkowały zabytkowe motocykle i samochody. Miłośnicy historii poszli jednak tropem miejsc związanych z pałacem. Szukano klasycystycznego pawilonu ogrodowego, znanego z archiwalnego zdjęcia. Do dziś pozostały z niego granitowe schody i fragment murów.

    Na koniec zaśpiewała gwiazda estrady, Justyna Steczkowska. Koncert zaczęła swoimi wielkim przebojem „Dziewczyna szamana”. Utwór ten pasuje do pałacu w Goszczu, bo nawet przed renowacją było tu magicznie. Dzięki renowacji mają szansę cieszyć się tym miejscem kolejne pokolenia.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Elegancko do Wołowa. Wróciła kolej  podległa marszałkowi

    Elegancko do Wołowa. Wróciła kolej podległa marszałkowi

    Wydarzeniem dnia 17.12.2022 roku był na Dolnym Śląsku przyjazd do Wołowa pociągu promocyjnego Kolei Dolnośląskich, jako zapowiedź powrotu tego przewoźnika od 11 grudnia na cały dolnośląski odcinek tzw. Nadodrzanki, czyli trasy kolejowej z Wrocławia przez m.in. Wołów i Ścinawę do Głogowa. Do Wołowa przybyły najwyższe władze wojewódzkie: marszałek Dolnego Śląska Cezary Przybylski i wojewoda dolnośląski Jarosław Obremski. Dariusz Chmura, burmistrz Wołowa, któremu podczas podróży pociągiem promocyjnym do Wołowa towarzyszyli m.in. marszałek województwa i wołowscy radni, stwierdził, że powrót Kolei Dolnośląskich po 9 latach na tę linię to duże wydarzenie. Jego tabor jest nowoczesny, uczniowie mogą czas przejazdu wykorzystać na przygotowanie się do zajęć lekcyjnych, a wrocławian zachęci to do odbycia wycieczek np. do opactwa pocysterskiego w Lubiążu. Do pociągu można zabrać bowiem rower. Dotąd linię tę obsługiwało PolRegio, którego tabor jest wysłużony i awaryjny. Zanim pociąg promocyjny wrócił do Wrocławia,  pojechał do Ścinawy, ale już bez władz wojewódzkich.

    Na zdjęciu:

    Marszałek województwa dolnośląskiego Cezary Przybylski (czwarty od lewej) i burmistrz Wołowa Dariusz Chmura (trzeci z lewej) w towarzystwie radnych Miasta i Gminy Wołów oraz pracowników wołowskiego magistratu.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Wielka przygoda z koleją w miniaturze

    Wielka przygoda z koleją w miniaturze

    Dolny Śląsk ma wciąż najbardziej rozwiniętą sieć kolejową w Polsce. Porównanie map kolejowych sprzed 1945 r. Polski i III Rzeszy, w granicach której był wówczas Dolny Śląsk, wypada zdecydowanie korzystnie na rzecz Niemiec. Obecnie kolej przeżywa renesans, bo – jak mówi Grzegorz Kita, wrocławski adwokat, członek Europejskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych Fredmo fb – podróż pociągiem jest wygodna, przewidywalna i pozwala dotrzeć do interesujących miejsc, np. Wołowa.

    Hala wołowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji zmienia się co jakiś czas w… linię kolejową. Makiety (tworzone w skali 1:87) łączone są wówczas w jeden układ i odtwarzany jest realny ruch: pociągi kursują według rozkładu jazdy, składami kierują maszyniści, na każdej stacji jest dyżurny ruchu. Zestawiane są składy z jednej epoki. Podczas imprezy regionalnej Europejskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych Fredmo fb, która odbyła się w Wołowie 24 i 25.09.2021 r. z udziałem Czechów i Węgrów, były to lata 80. XX w., czyli okres, po którym kolej straciła dominującą pozycję na rzecz komunikacji samochodowej. Pogarszający się stan infrastruktury i malejąca liczba pasażerów doprowadziła do likwidacji wielu linii. Część udało się współcześnie odtworzyć, reszta przepadła, tory zdemontowano, nasypy zarosły lub przekształcone zostały w trasy rowerowe.

    By tworzyć kolejowe makiety, trzeba mieć czas (ich wykonanie trwa wiele miesięcy), miejsce (zajmują sporo miejsca) i pieniądze. Modelarze wyceniają swe prace na ok. 20 tys. zł.

    Na zdjęciu:

    Przy jednej z makiet kolejowych: Grzegorz Kita (z lewej) i dyrektor wołowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, Maciej Nejman.

     Tekst i fot. Marek Perzyński ©®

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (47) Rafał Zając

    Encyklopedia Dolnoślązaka (47) Rafał Zając

    Zając Rafał (ur. 22.01.1983 r. Brzeg Dolny), animator kultury, działacz samorządowy i polityczny, autor logo Wołowa, od stycznia 2021 r. dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wołowie, poprzednio m.in. kierownik Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji w Urzędzie Miejskim w Wołowie oraz dyrektor Wołowskiego Ośrodka Kultury. Jest inicjatorem powołania w ramach biblioteki gminnej Wołowskiego Domu Spotkania z Historią, którego celem jest „stworzenie udokumentowanego obrazu codziennego życia naszej społeczności, zabezpieczenie go i zachowanie dla przyszłych pokoleń, a także tworzenie publikacji w celu popularyzowania wiedzy na temat naszej wspólnej przeszłości”. Wg „Kuriera Gmin”, Rafał Zając jest jedną z 50. najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim: „Jego doświadczenie daje mu siłę i pozycję w lokalnym środowisku od blisko 15 lat” [1, s. 6, 9].

    [1] mr: Oto 50 najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim, Tygodnik powiatu wołowskiego „Kurier Gmin”, nr 1(1549), 7.01.2021.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • „Chemia śmierci”. Nieznane fakty z przeszłości Brzegu Dolnego. Spotkanie z autorem książki w Wołowie

    „Chemia śmierci”. Nieznane fakty z przeszłości Brzegu Dolnego. Spotkanie z autorem książki w Wołowie

    Tomasz Bonek, pochodzący z Wołowa dziennikarz i pisarz, napisał książkę „Chemia śmierci” o tym, co działo się podczas II wojny światowej w zakładach chemicznych w obecnym Brzegu Dolnym. Spotkanie z nim, zorganizowane 28 lipca z inicjatywy Rafała Zająca, dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wołowie, spotkało się z ogromnym zainteresowaniem nie tylko wołowian. Pytano m.in. dlaczego niewiele mówi się o losie więźniów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, których wykorzystywano w zakładach.

    Więźniowie pracowali przy produkcji gazów bojowych. Na ogół nie wiedzieli, gdzie trafiają. Przeżywali na ogół najwyżej trzy miesiące. Tych, którzy ocaleli, esesmani wyprowadzili w marszu śmierci. Wielu zamordowano w Środzie Śląskiej. Po II wojnie światowej zakłady zmieniły profil produkcji i zaczęły nosić nazwę „Rokita”. Więźniów upamiętniono inskrypcją na głazie, który przeniesiono przed zakład z polnej drogi, a pierwotnie upamiętniał dojście Hitlera do władzy. Jak na ogrom zbrodni i cierpienia ludzi to skromny pomnik – stwierdzili zgodnie uczestnicy spotkania autorskiego z Tomaszem Bonkiem. Padło pytanie, dlaczego tak się dzieje?

    Według autora książki, ludzie przeżyli ogromną traumę w czasie wojny i chcieli już tylko spokojnie żyć. Po drugie, celem zakładów jest produkcja, kwestie ogólnospołeczne nie są dla nich priorytetem. Dzieje się tak powszechnie. Mimo tego trudno pogodzić się z faktem, że po 1945 r.  światowe mocarstwa i niektóre koncerny wykorzystały do wzmocnienia swej pozycji biznesowej  i strategicznej specjalistów, którzy wcześniej byli na usługach Hitlera.

    Echo II wojny światowej odzywa się wciąż nie tylko w Brzegu Dolnym. Wielu z tych, którzy trafili po II wojnie światowej na tzw. ziemie odzyskanie, wspomina swe domy rodzinne na Kresach Wschodnich Polski. Zmuszeni zostali do ich opuszczenia w wyniku przesunięcia granic i mordów dokonywanych masowo przez ukraińskich nacjonalistów na bezbronnej ludności polskiej. Mordowali okrutnie, tak, by wywołać strach. Wielu osobom towarzyszy on do dziś. O tym, co przeżyli, nie chcą mówić nawet najbliższym.

    Tomasz Bonek jest autorem kilku książek, mających formę reportażu. Poprzednie poświęcił m.in. skarbowi średzkiemu i tajemnicom Lubiąża. Spotkanie autorskie zaplanowano w kawiarni letniej „Fraszka”, którą biblioteka publiczna zorganizowała – jako miejsce letniego wytchnienia – przy nowo zaaranżowanym przestrzennie basenie miejskim. Deszczowa pogoda wymusiła przeniesienie spotkania do sąsiedniej zadaszonej kawiarni.

    Na zdjęciu: spotkanie z Tomaszem Bonkiem (z lewej) poprowadził dyrektor biblioteki wołowskiej, Rafał Zając.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (46): Maciej Nejman

    Encyklopedia Dolnoślązaka (46): Maciej Nejman

    Nejman Maciej (ur. 14.01.1967 r. Wołów) samorządowiec, działacz społeczny i polityczny, popularyzator historii ziemi wołowskiej, zwłaszcza Lubiąża, którego jest rodowitym mieszkańcem. W latach 2006-2010 i 2014-2018 starosta wołowski, a 2010-2014 zastępca burmistrza Wołowa. Radny powiatu wołowskiego (od 2002 r.), obecnie dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Wołowie. Wg „Kuriera Gmin” jest jedną z 50. najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim: „Jego doświadczenie bycia w lokalnej polityce na najwyższych stanowiskach – od zastępcy burmistrza Wołowa po starostę – daje mu mandat zaufania w sprawach służby zdrowia czy społecznych” [1, s. 7]. W latach 2020-2021 odbudowano z jego inicjatywy w Lasku św. Jadwigi w Lubiążu zniszczone po II wojnie światowej kaplice kalwarii jadwiżańskiej. W 1994 r. współzałożył Młodzieżowy Klub Sportowy „Odra” w Lubiążu i był w latach 2004-2010 jego prezesem. Od 2001 r. jest członkiem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. W 2003 r. z jego inicjatywy powstało Stowarzyszenie Lubiąż, którego stał się współzałożycielem i w latach 2003-2006 prezesem. W 2020 r. został nim ponownie. W latach 2008-2015 był wiceprezesem Stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania „Kraina Łęgów Odrzańskich”. Za zasługi otrzymał: Medal „Pro Memoria” (2010 r.), Krzyż Czynu Zbrojnego Polskiej Samoobrony na Kresach Wschodnich RP (2015 r.), brązowy Medal za Zasługi dla Pożarnictwa (2016 r.), brązowy Medal za Zasługi dla Policji (2017 r.), Odznaczenie Pamiątkowe Za Zasługi dla Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej (2017 r.), a decyzją Zarządu Związku Powiatów Polskich w 2018 r. tytuł „Samorządowca 20-lecia”. Wykształcenie: absolwent studiów filozoficzno-teologicznych na Papieskim Fakultecie Teologicznym we Wrocławiu i licznych studiów podyplomowych, m.in.: geografia (Uniwersytet Wrocławski); Organizacja i Zarządzanie Placówką Oświatową (Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu; Resocjalizacja (Wałbrzyska Wyższa Szkoła Zarządzania i Przedsiębiorczości) oraz MBA w Administracji Publicznej (Wyższa Szkoła Handlowa we Wrocławiu).

    [1] mr: Oto 50 najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim, Tygodnik powiatu wołowskiego „Kurier Gmin”, nr 1(1549), 7.01.2021.

    Na zdjęciu: Maciej Nejman przed zamkiem w Wołowie.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (45): Stowarzyszenie Lubiąż

    Encyklopedia Dolnoślązaka (45): Stowarzyszenie Lubiąż

    Stowarzyszenie Lubiąż organizacja pożytku publicznego założona w 2003 r. z inicjatywy Macieja Nejmana, który został jego prezesem (lata 2003 – 2006 i ponownie od 2020 r.). Skupia grupę mieszkańców wsi Lubiąż (gmina Wołów), znanej z największego w świecie dawnego kompleksu opactwa cystersów. Działa na rzecz zachowania dziedzictwa kulturowego i rozwoju wsi: wytyczono ścieżkę historyczno-przyrodniczą po najciekawszych miejscach Lubiąża, odbudowano kaplice kalwarii jadwiżańskiej w Lasku św. Jadwigi i udrożniono położoną na jego skraju studnię św. Jadwigi. Wydano też szereg publikacji i ustawiono tablice informacyjne, m.in. przy dawnym opactwie i zabytkowym kompleksie szpitala psychiatrycznego. W 2021 r. dzięki środkom pozyskanym z projektu kupiono piec do wypieku chleba cysterskiego, przy pomocy którego realizowane będą zadania edukacyjne. Dzięki temu projektowi członkowie stowarzyszenia zamierzają ożywić teren dawnego wiatraka i uchronić go przed zagładą. Zarazem nawiążą do czasów sprzed II wojny światowej, gdy przy młynie działało gospodarstwo rolne wraz z piekarnią. Siedzibą Stowarzyszenia Lubiąż jest dawna remiza strażacka, mieszcząca zalążki ekomuzeum cysterskiego.

    Na zdjęciu: członkowie Stowarzyszenia Lubiąż, 13.08.2021 r.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©