Kategoria: Kultura

  • Dumni z Wołowa. Jest lokalizacja dla Wołowskiego Domu Spotkań z Historią i wsparcie z Narodowego Instytutu Muzeów. Poseł gratuluje

    Wołowski Dom Spotkań z Historią zaczął się materializować. 29 listopada 2023 r. Rafał Zając, dyrektor Miejskiej i Gminnej Biblioteki Publicznej w Wołowie, lider projektu, odebrał klucze do placówki. Lokal na ostatnim piętrze dworca kolejowe we Wołowie użyczyła Gmina Wołów. To miejsce o znaczeniu symbolicznym.

    To z tego dworca wyjeżdżali po 1945 r. wysiedlani – decyzją wielkich mocarstw – niemieccy mieszkańcy Wołowa i to na ten dworzec przybywały transporty polskich osiedleńców, wśród nich wielu wysiedlonych przymusowo z Kresów Wschodnich, utraconych przez Polskę w1945 r. Była wśród nich rodzina Mirosława Hermaszewskiego – pierwszego i jak dotąd jedynego polskiego kosmonauty, honorowego obywatela Wołowa. Ukończył miejscowe liceum, podobnie jak obecny burmistrz Wołowa, historyk, Dariusz Chmura.

    – Pogratuluję osobiście burmistrzowi inicjatywy powołania Wołowskiego Domu Spotkań z Historią, to cenna inicjatywa, ważna dla kultywowania tożsamości lokalnej – poznanie przeszłości to klucz do zrozumienia teraźniejszości – powiedział nam poseł Tadeusz Samborski (Trzecia Droga, PSL), słysząc o tej inicjatywie.

    Realizację projektu umożliwiło wsparcie grantowe z Narodowemu Instytutu Muzeów, który zapewnia wsparcie finansowe, organizacyjne i eksperckie. Jego celem jest wzmocnienie wspólnot lokalnych, ich tożsamości i identyfikacji z miejscem zamieszkania. W ten m.in. sposób buduje się społeczeństwo obywatelskie. Młodym ludziom, prezentując historię ich najbliższych, sąsiadów i znajomych, łatwiej jest objaśnić świat i budować dumę ze swego pochodzenia.   

    Miejska i Gminna Biblioteka Publiczna w Wołowie gromadzi od dawna materiały dotyczące materialnej i niematerialnej przeszłości miasta i gminy Wołów. Posiada m.in. komplet wydań lokalnego tygodnika „Kurier Gmin”, wydawnictwa wołowskiej „Solidarności” z okresu stanu wojennego i projektor zlikwidowanego przed laty i wyburzonego miejscowego kina, ale wciąż pamiętanego przez wielu wołowian – z sentymentem wspominają oni tzw. poranki. Wyświetlano na nich bajki, a było to w czasach, które bajkowe nie były, choć ówczesne komunistyczne władze twierdziły, że nie ma lepszego systemu niż socjalizm. Powszechnym wyrazem sprzeciwu była „Solidarność” – ruch społeczny, który w czasie stanu wojennego zdelegalizowano. Powstanie Wołowskiego Domu Spotkań z Historią wychodzi naprzeciw postulatom wołowskich działaczy „Solidarności”, by powstało miejsce, gdzie będzie można złożyć i opracować zgromadzone przez nich materiały. Wołowska biblioteka jest już w poosiadaniu m.in. oryginalnych matryc drukarskich.   

    Tekst i fot. Marek Perzyński         

  • Żórawina. Dożynki w perle manieryzmu

    Żórawina. Dożynki w perle manieryzmu

    Msza św. w perle manieryzmu, obrzęd dożynkowy, prezentacje kulinarne kół gospodyń wiejskich, wizyta kandydata na senatora i zabawa. W Żórawinie odbyły się 2.09.2023 r. dożynki gminne.  

    Perłą manieryzmu nazywany jest kościół pw. Trójcy Świętej, położony na wyspie, pełen skarbów sztuki. Są to skarby sztuki manierystycznej. I to w najlepszym wydaniu. Polscy muzealnicy zamierzali utworzyć tu muzeum manieryzmu, skończyło się na wywiezieniu najcenniejszych eksponatów do muzeów narodowych. Ale nawet to, co  pozostało w kościele,  sprawia, że przyciąga on uwagę turystów i nowożeńców, chcących powiedzieć sakramentalne „tak” w niezwykłej scenerii.

    Mszę zakończyło odśpiewanie „Te Deum” i poświęcenie wieńców dożynkowych. Korowód dożynkowy przeszedł na stadion, gdzie odbyło się misterium dożynkowe. Na scenie można było zobaczyć m.in. żniwiarzy, to ukłon w stronę tradycji, jako że nikt już zboża kosami nie kosi. Jan Żukowski, wójt gminy Żórawina, odebrał z rąk starosty i starościny dożynek bochen chleba wypieczony z mąki z tegorocznego zboża, z prośbą, by tak dzielił chleb, by dla każdego go starczyło. Chleb to w polskiej kulturze to świętość. Bardzo często go ludziom w przeszłości brakowało.

    W perspektywie są wybory parlamentarne, więc wizyty kandydatów na senatorów i posłów na takich wydarzeniach, jak dożynki, nie dziwią. W Żórawinie pojawił się Kazimierz Michał Ujazdowski, dotychczasowy senator, w przeszłości europoseł. Bardziej mieszkańców poruszają jednak przyszłoroczne wybory samorządowe. W gminie Żórawina przymierzają się do fotela wójta cztery osoby. Obecny wójt nie wie, czy będzie kandydował. Jeśli będzie, wspomniana czwórka ma nikłe szanse na wygraną. Jan Żukowski wyprowadził gminę na finansową prostą i kieruje nią kolejną kadencję. Ludzie mają do niego zaufanie. 

    Na zdjęciu: ceremoniał dożynkowy.

    Tekst i fot. Marek Perzyński      

  • „Od Piastów do Hohenzollernów. Zamki i pałace na Dolnym Śląsku”. Najnowsza książka Marka Perzyńskiego

    „Od Piastów do Hohenzollernów. Zamki i pałace na Dolnym Śląsku”. Najnowsza książka Marka Perzyńskiego

    Imponujący  łańcuch zamków obronnych w Sudetach to część dziedzictwa Piastów, pierwszej historycznej polskiej dynastii. Z czasem Dolny Śląsk zaczął przynależeć do Królestwa Czech, które było częścią Rzeszy Niemieckiej, ale Piastowie śląscy książętami Rzeszy nigdy nie byli, w odróżnieniu do np. Podiebradów oleśnickich. Piastowie kierowali się własnościowym prawem polskim, podkreślali, że są na Śląsku „od zawsze” i otrzymali przywileje od polskiego władcy, co musiał uznać nawet cesarz. W czasach reformacji odegrali ogromną rolę w Europie. Fryderyk II, książę legnicko-brzesko-wołowski, doprowadził do hołdu pruskiego, a jego syn, Jerzy II, przebudował zamek w Brzegu na tak wspaniałą rezydencję, że nazwano ją śląskim Wawelem. Renesansową bramę tego zamku nieprzypadkowo zdobi wizerunek pierwszego Piasta. To dzieło z kodem. Piastowskie zamki można oglądać również m.in. w Legnicy, Wołowie, Chojnowie i na powulkanicznym stożku koło Złotoryi, w Grodźcu. To zamek turniejowy Piastów, z którym związany jest słynny zamek Książ. Zachowała się w nim Sala Grodźca. W jakich okolicznościach powstała, przeczytacie w tym przewodniku. Dowiecie się też, gdzie na Dolnym Śląsku można zobaczyć bibliotekę łańcuchową, unikalny zegar figuralny z przedstawieniem Śmierci odmierzającej czas kosą, zachwycające metalowe książęce sarkofagi i gdzie szukać krajobrazu idealnego, który jest wspólnym dziełem przyrody i arystokracji, m.in. króla z dynastii Hohenzollernów.              

  • Wielka przygoda z koleją w miniaturze

    Wielka przygoda z koleją w miniaturze

    Dolny Śląsk ma wciąż najbardziej rozwiniętą sieć kolejową w Polsce. Porównanie map kolejowych sprzed 1945 r. Polski i III Rzeszy, w granicach której był wówczas Dolny Śląsk, wypada zdecydowanie korzystnie na rzecz Niemiec. Obecnie kolej przeżywa renesans, bo – jak mówi Grzegorz Kita, wrocławski adwokat, członek Europejskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych Fredmo fb – podróż pociągiem jest wygodna, przewidywalna i pozwala dotrzeć do interesujących miejsc, np. Wołowa.

    Hala wołowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji zmienia się co jakiś czas w… linię kolejową. Makiety (tworzone w skali 1:87) łączone są wówczas w jeden układ i odtwarzany jest realny ruch: pociągi kursują według rozkładu jazdy, składami kierują maszyniści, na każdej stacji jest dyżurny ruchu. Zestawiane są składy z jednej epoki. Podczas imprezy regionalnej Europejskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych Fredmo fb, która odbyła się w Wołowie 24 i 25.09.2021 r. z udziałem Czechów i Węgrów, były to lata 80. XX w., czyli okres, po którym kolej straciła dominującą pozycję na rzecz komunikacji samochodowej. Pogarszający się stan infrastruktury i malejąca liczba pasażerów doprowadziła do likwidacji wielu linii. Część udało się współcześnie odtworzyć, reszta przepadła, tory zdemontowano, nasypy zarosły lub przekształcone zostały w trasy rowerowe.

    By tworzyć kolejowe makiety, trzeba mieć czas (ich wykonanie trwa wiele miesięcy), miejsce (zajmują sporo miejsca) i pieniądze. Modelarze wyceniają swe prace na ok. 20 tys. zł.

    Na zdjęciu:

    Przy jednej z makiet kolejowych: Grzegorz Kita (z lewej) i dyrektor wołowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, Maciej Nejman.

     Tekst i fot. Marek Perzyński ©®

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (47) Rafał Zając

    Encyklopedia Dolnoślązaka (47) Rafał Zając

    Zając Rafał (ur. 22.01.1983 r. Brzeg Dolny), animator kultury, działacz samorządowy i polityczny, autor logo Wołowa, od stycznia 2021 r. dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wołowie, poprzednio m.in. kierownik Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji w Urzędzie Miejskim w Wołowie oraz dyrektor Wołowskiego Ośrodka Kultury. Jest inicjatorem powołania w ramach biblioteki gminnej Wołowskiego Domu Spotkania z Historią, którego celem jest „stworzenie udokumentowanego obrazu codziennego życia naszej społeczności, zabezpieczenie go i zachowanie dla przyszłych pokoleń, a także tworzenie publikacji w celu popularyzowania wiedzy na temat naszej wspólnej przeszłości”. Wg „Kuriera Gmin”, Rafał Zając jest jedną z 50. najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim: „Jego doświadczenie daje mu siłę i pozycję w lokalnym środowisku od blisko 15 lat” [1, s. 6, 9].

    [1] mr: Oto 50 najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim, Tygodnik powiatu wołowskiego „Kurier Gmin”, nr 1(1549), 7.01.2021.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • „Chemia śmierci”. Nieznane fakty z przeszłości Brzegu Dolnego. Spotkanie z autorem książki w Wołowie

    „Chemia śmierci”. Nieznane fakty z przeszłości Brzegu Dolnego. Spotkanie z autorem książki w Wołowie

    Tomasz Bonek, pochodzący z Wołowa dziennikarz i pisarz, napisał książkę „Chemia śmierci” o tym, co działo się podczas II wojny światowej w zakładach chemicznych w obecnym Brzegu Dolnym. Spotkanie z nim, zorganizowane 28 lipca z inicjatywy Rafała Zająca, dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wołowie, spotkało się z ogromnym zainteresowaniem nie tylko wołowian. Pytano m.in. dlaczego niewiele mówi się o losie więźniów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, których wykorzystywano w zakładach.

    Więźniowie pracowali przy produkcji gazów bojowych. Na ogół nie wiedzieli, gdzie trafiają. Przeżywali na ogół najwyżej trzy miesiące. Tych, którzy ocaleli, esesmani wyprowadzili w marszu śmierci. Wielu zamordowano w Środzie Śląskiej. Po II wojnie światowej zakłady zmieniły profil produkcji i zaczęły nosić nazwę „Rokita”. Więźniów upamiętniono inskrypcją na głazie, który przeniesiono przed zakład z polnej drogi, a pierwotnie upamiętniał dojście Hitlera do władzy. Jak na ogrom zbrodni i cierpienia ludzi to skromny pomnik – stwierdzili zgodnie uczestnicy spotkania autorskiego z Tomaszem Bonkiem. Padło pytanie, dlaczego tak się dzieje?

    Według autora książki, ludzie przeżyli ogromną traumę w czasie wojny i chcieli już tylko spokojnie żyć. Po drugie, celem zakładów jest produkcja, kwestie ogólnospołeczne nie są dla nich priorytetem. Dzieje się tak powszechnie. Mimo tego trudno pogodzić się z faktem, że po 1945 r.  światowe mocarstwa i niektóre koncerny wykorzystały do wzmocnienia swej pozycji biznesowej  i strategicznej specjalistów, którzy wcześniej byli na usługach Hitlera.

    Echo II wojny światowej odzywa się wciąż nie tylko w Brzegu Dolnym. Wielu z tych, którzy trafili po II wojnie światowej na tzw. ziemie odzyskanie, wspomina swe domy rodzinne na Kresach Wschodnich Polski. Zmuszeni zostali do ich opuszczenia w wyniku przesunięcia granic i mordów dokonywanych masowo przez ukraińskich nacjonalistów na bezbronnej ludności polskiej. Mordowali okrutnie, tak, by wywołać strach. Wielu osobom towarzyszy on do dziś. O tym, co przeżyli, nie chcą mówić nawet najbliższym.

    Tomasz Bonek jest autorem kilku książek, mających formę reportażu. Poprzednie poświęcił m.in. skarbowi średzkiemu i tajemnicom Lubiąża. Spotkanie autorskie zaplanowano w kawiarni letniej „Fraszka”, którą biblioteka publiczna zorganizowała – jako miejsce letniego wytchnienia – przy nowo zaaranżowanym przestrzennie basenie miejskim. Deszczowa pogoda wymusiła przeniesienie spotkania do sąsiedniej zadaszonej kawiarni.

    Na zdjęciu: spotkanie z Tomaszem Bonkiem (z lewej) poprowadził dyrektor biblioteki wołowskiej, Rafał Zając.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Wrocław. Przedwojenny komisarz policji… znów w akcji. Tym razem w roli krasnala. Przy Hali Stulecia stanie sobowtór Eberharda Mocka

    Zabytkowa kopuła Hali Stulecia – jedynego wrocławskiego zabytku wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – od 7 grudnia br. pilnowana będzie noc i dzień. Straż pełnić ma… miejski krasnal. Otrzymał imię Ebi. To zdrobniała forma imienia Eberhard. Eberhard Mock, komisarz policji, jest słynnym bohaterem kryminałów Marka Krajewskiego, których akcja dzieje się w przedwojennym Breslau, czyli dzisiejszym Wrocławiu. Jako jedna z pierwszych podążyła jego śladami Małgorzata Urlich-Kornacka, przewodnik miejski ze Stowarzyszenia Podróżników TUiTAM. Turyści docierają z nią m.in. do miejsc, które cieszyły się złą sławą. Przewodniczka buduje napięcie już samym swoim pojawieniem się w stroju, którego pozazdrościć mogłaby jej niejedna wrocławska przedwojenna kokota. Spacery z dreszczykiem cieszą się tak dużym powodzeniem, że udało się zgromadzić środki na wykonanie sobowtóra Mocka o wyglądzie krasnala. Wykonanie rzeźby zlecono plastyczce, Beacie Zwolańskiej-Hołod. Jej usytuowanie przy Hali Stulecia jest nieprzypadkowe. To w niej dzieje się akcja dwóch kryminałów Marka Krajewskiego, z których jeden z nich – pt. „Mock” – autor pisał przez kilka miesięcy w gabinecie znajdującym się w jej sercu.

    Marek Perzyński

    wszelkie prawa zastrzeżone

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (41): Michał Białecki

    Encyklopedia Dolnoślązaka (41): Michał Białecki

    Białecki Michał (ur. 23.03.1967 r. we Wrocławiu) – znany aktor teatralny i filmowy, reżyser, producent, animator kultury, twórca i dyrektor Nowego Teatru, w ramach którego działała pierwsza we Wrocławiu scena letnia. od 2017 r. związany jest etatowo z Teatrem Polskim we Wrocławiu, w którym stworzył szereg znaczących kreacji aktorskich. W latach 1988-1998 pracował jako aktor m.in. w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, teatrach w Niemczech i we Francji. W przeszłości działał w ruchu harcerskim.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

    wszelkie prawa zastrzeżone

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (40): Dariusz Bereski

    Bereski Dariusz (ur. 29.12.1965 r.) – aktor teatralny i filmowy, poeta, zdobywca tytułu „Mistrza mowy polskiej”. Od 2017 r. związany etatowo z Teatrem Polskim we Wrocławiu, w którym stworzył wiele kreacji, m.in. w „Braciach Karamazow”.  

    Marek Perzyński

    Wszelkie prawa zastrzeżone

  • Poseł Soin w Klubie Muzyki i Literatury we Wrocławiu. To miała być tylko kurtuazyjna wizyta…

    Poseł Soin w Klubie Muzyki i Literatury we Wrocławiu. To miała być tylko kurtuazyjna wizyta…

    – W upalne dni w sali koncertowej jest tak gorąco,że nie da się oddychać, bo nie ma klimatyzacji. Proszę nam pomóc – zwróciła się bez ogródek do poseł Agnieszki Soin (PiS) jedna z bywalczyń Klubu Muzyki i Literatury we Wrocławiu. Apel nie został bez echa, co w klubie przyjęto z zadowoleniem. Poseł zaprosili bywalcy klubu. Wizyta miała miejsce 10.10.2019 r

    Ryszard Sławczyński, dyrektor klubu, mówi, że brak klimatyzacji to duży problem, ale w kasie klubu nie ma na to pieniędzy. Owszem, klub stara się wypracować dodatkowe pieniądze na działalność, lecz ciągle sporo jest innych bardziej palących potrzeb. Klub jest placówką miejską, z wielkimi tradycjami. Odbywają się w nim koncerty, przeglądy, spotkania autorskie, wykłady, ćwiczył maestro Penderecki. Kalendarz imprez zapełniony jest na wiele miesięcy do przodu.

    Poseł Soin spotkała się w klubie m.in. z lwowianami, którzy przychodzą tutaj od lat. Podjęta została entuzjastycznie. W podarunku dostała od dyr. Sławczyńskiego m.in. album o dawnych polskich Kresach wschodnich. Jest jego autorem. Poselska wizyta będzie owocować. Poseł Soin zamierza pilotować w Sejmie sprawy polskiego dziedzictwa na Kresach, co dla tożsamości wielu Dolnoślązaków – z powodu korzeni rodzinnych – jest sprawą kluczową. To tutaj zrodziła się idea akcji „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”, która rozlała się na cały kraj.

    Na zdjęciu: poseł Agnieszka Soin z dyrektorem Klubu Muzyki i Literatury, Ryszardem Sławczyńskim.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©®

    wszelkie prawa zastrzeżone

  • Jubileuszowa pielgrzymka osób niepełnosprawnych, ich rodzin i przyjaciół do Henrykowa

    Jubileuszowa pielgrzymka osób niepełnosprawnych, ich rodzin i przyjaciół do Henrykowa

    Byłe opactwo cysterskie w Henrykowie – pomnik kultury polskiej – jest co roku miejscem, do którego przybywa pielgrzymka osób niepełnosprawnych, ich rodzin i przyjaciół. W tym roku miała wymiar szczególny – odbyła się już po raz 10. Zaplanowana została na ostatni dzień wakacji, 31 sierpnia.

    Mszy świętej we wspaniałej scenerii kościoła cystersów przewodniczył arcybiskup Józef Kupny, metropolita wrocławski. Otrzymała wspaniałą oprawę – organów, młodzieżowej grupy wokalnej i orkiestry, która na podniesienie zagrała fanfary.

    Pielgrzymka do Henrykowa jest wyjątkowym wydarzeniem społecznym – przeciwdziała wykluczeniu społecznemu, uwrażliwia na problemy ludzi niepełnosprawnych. Współorganizatorem spotkania jest Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Sprawność młodzieży w zestawieniu z niedomaganiami fizycznym osób niepełnosprawnych daje obraz, obok którego nie sposób przejść obojętnym. Nie ma lepszej lekcji wychowawczej, ale tego zadania wciąż – jako społeczeństwo – nie odrobiliśmy. Pokazują to zmagania dzieci niepełnosprawnych z Wrocławia, które mają utrudniony dostęp do edukacji od kiedy miasto Wrocław zlikwidowało ich ośrodek.

    • Uczyniono tak mimo społecznych protestów i sprzeciwu kuratorium oświaty i wychowania – przypomina Małgorzata Calińska-Mayer, radna wojewódzka, przewodnicząca Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, która przyjechała 31 sierpnia br. do Henrykowa, aby wesprzeć osoby niepełnosprawne w ich walce o godne życie (na zdjęciu pierwsza z prawej podczas wejścia celebransów przed ołtarz).

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©®

  • Znaczenie Teatru Polskiego we Wrocławiu dla gospodarki regionu

    Znaczenie Teatru Polskiego we Wrocławiu dla gospodarki regionu

    Teatr Polski we Wrocławiu – jako wiodąca placówka tego typu na Dolnym Śląsku z racji m.in. posiadanego potencjału (trzy sceny, zaplecze techniczne włącznie z pracowniami, liczący ponad 50 osób zespół aktorski, tradycja sięgająca 1945 r.) jest jednym z ważniejszych czynników budujących prestiż lokalnej społeczności i wpływających na jakość życia.

    Prestiż jest wartością ekonomiczną, a tym samym kultura – choć wymaga nakładów finansowych – jest jednym z ważniejszych czynników wpływających na gospodarczą atrakcyjność regionu. O tym, jak bardzo czynnik ten brany jest pod uwagę w społeczeństwach wysoko rozwiniętych, świadczy – obserwowana m.in. na Dolnym Śląsku zwłaszcza w obszarze Sudetów – migracja młodego pokolenia z mniejszych miast do dużych ośrodków, czemu towarzyszy argumentacja – „bo tam, gdzie mieszkałem nic się nie działo”.

    W przypadku Teatru Polskiego następuje sprzężenie zwrotne – przygotowując ofertę kulturalną angażowani są często partnerzy z sektora gospodarczego, dzięki czemu instytucja jest w stanie zrealizować np. nowy spektakl wymagający dużych nakładów ekonomicznych. Biznes – angażując się w tę sferę życia – traktuje to przedsięwzięcie nie jako wydatek, ale inwestycję. Jakość życia mieszkańców – a tym samym zadowolenie z zamieszkania w danym regionie – wiąże z nim ludzi, co ma istotny wpływ na stabilizację na rynku pracy. Posiadanie teatru nobilituje, wskazuje na możliwości i aspiracje lokalnej społeczności, wspomaga budowanie relacji międzyludzkich, jest jednym z czynników, który wpływa na jakość życia i w efekcie na stan gospodarczy regionu.

    Teatr Polski we Wrocławiu – instytucja wspófinansowana przez samorząd wojewódzki i resort kultury – de facto spełnia funkcję instytucji narodowej. W naturalny sposób współpracuje z uczelniami wyższymi, wspomagając je w obszarze edukacyjnym, udostępniając w celach naukowych choćby swe archiwum literackie. Jest też miejscem, w którym poprzez otwarcie swej przestrzeni dla różnych środowisk – choćby scenę dla teatrów typu off, galerię w gmachu głównym, działalność edukacyjną prowadzoną również wprost w szkołach – otwiera nie tylko na nowe doznania, ale spotkania z wielką literaturą, zachęcając do twórczych poszukiwań. Tym samym wspomaga proces budowania społeczeństwa obywatelskiego, które w gospodarce rynkowej –opartej na nowych technologiach – ma do spełnienia kluczową rolę. Z tej perspektywy planowany proces digitalizacji zbiorów zasobu archiwum literackiego Teatru Polskiego we Wrocławiu jest zadaniem o znaczeniu fundamentalnym.

    Na zdjęciu: fragment spektaklu „Xsięgi Schulza” w reż. Jana Szurmieja.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Dolny Śląsk. Szlakiem muz pod Szrenicą

    Dolny Śląsk. Szlakiem muz pod Szrenicą

    Szklarska Poręba to miasto biznesu i ludzi kultury. Biznes lubi ciszę, więc prym pod Szrenicą wiodą artyści. Wytyczono kilka szlaków ich śladami, a są tacy, którzy wytyczają takie trasy na własny użytek. Wiodą do domów malarzy, literatów, kolekcjonerów światowej sławy i hotelu, który prowadzi… tenor.

    Czasami biznes spotka się z kulturą. Rafał Wróblewski,śpiewak operowy, organista i prawnik w jednej osobie, został menedżerem hotelu “Sasanka”. Zrezygnował z pracy w operze wrocławskiej, choć śpiewa tenorem, zatem głosem szczególnie lubianym nie tylko przez melomanów. W biznesie jest twardy, jak karkonoski granit, ale zostały mu miękkie kompetencje artysty: otwartość, życzliwość, empatia na potrzeby promocyjne otoczenia, szerokie spojrzenie, potrzeba wspólnotowego przeżycia. Choć pochodzi z Oławy, został ambasadorem marki Szklarska Poręba. Odwiedzają go nawet politycy prosząc o poparcie lokalnej społeczności.

    Słynni bracia literaci

    Kolonia artystyczna powstała w Szklarskiej Porębie na długo przed II wojną światową. Motorem przedsięwzięcia byli bracia Gerhart Hauptmann, laureat nagrody Nobla z dziedziny literatury (otrzymał go za dramat „Tkacze), i jego brat Carl, który tak oszlifował niemiecki przekład „Chłopów”, że Reymont dostał identyczną nagrodę za „Chłopów”. Malarze-pejzażyści rozpropagowali karkonoski krajobraz, obrazy reprodukowano na pocztówkach w ogromnych nakładach.

    Przyszła II wojna światowa, Dolny Śląsk przeszedł wymianę ludności, ale genius loci Szklarskiej Poręby przetrwał.

    W 1946 r. zamieszkał w Szklarskiej Porębie Jan Sztaudynger, wybitny polski literat, mistrz krótkiej, skrzącej się dowcipem formy literackiej – fraszki. Kilkuletni pobyt Sztaudyngera w Szklarskiej Porębie (1946-1950) zaowocował licznymi tekstami. Mieszkał przy ul. 1 Maja 55, w typowo ludowym domu, typu przysłupowego. Był w nim szczęśliwy. Uwielbiał spacery. Współcześnie wytyczono w Szklarskiej porębie Dużą Sztaudyngerowską Trasę Turystyczną. Szlak liczy ok. 30 km, jego najniższy punkt jest przy parkingu obok wodospadu Szklarki (490 m n.p.m.), a najwyższy to Wysoki Kamień (1058 m n.p.m.), zatem łączne przewyższenie wynosi ok. 900 m. Wiedzie śladami Jana Sztaudyngera i obejmuje okoliczne miejsca, wskazując na niepospolitość Szklarskiej Poręby. Sztaudynger spacerował tutaj niemal codziennie, delektując się widokami. Jego sudecki dom w 2005 r. spłonął. Miejsce to oznaczono tablicą pamiątkową.

    Dom ucznia Malczewskiego

    Sztaudynger namówił do osiedlenia się w Szklarskiej Porębie ucznia Malczewskiego, Wlastimila Hofmana (1881-1970). Promowany przez władze socreralizm był mu obcy, nie chciał malować robotników w halach, kobiet na traktorach, wolał malować Madonny, portrety mieszkańców, anioły. Bywało, że wymieniał obraz za jedzenie, a zamiast honorarium lekarz dostawał swój portret. Dziś dobrej klasy artystycznej obrazy Wlastimila Hofmana sprzedawane są na aukcjach lekko po kilkanaście tysięcy zł.

    Taniej kupić bilet do muzeum w Szklarskiej Porębie (dawny dom braci Hauptmannów), które ma sporo prac Hofmana, lub obejrzeć jego dom, pełen pamiątek. Mieszkał pod Szrenicą ponad 20 lat. Zachował się tak, jak pozostawili go gospodarz i jego żona, odchodząc z tego świata.

    Juliusz Naumowicz i Grzegorz Sokołowski pozostawili po sobie muzea mineralogiczne pełne skarbów. Minerały Karkonoszy, Gór Izerskich, zagłębia miedziowego (obszar Lubina, Polkowic, Rudnej), Szklar koło Ząbkowic Śląskich to tylko część wartych krocie kolekcji. Skarby ziemi przywiodły w okolice Szklarskiej Poręby poszukiwaczy już w średniowieczu. Byli to Walonowie, co wskazuje na ich cudzoziemskie pochodzenie.

    Skamieniały las

    Wabikiem muzeum założonego przez Grzegorza Sokołowskiego jest skamieniały las, prezentowany jest przed jego siedzibą, notabene ślicznym domem typowym dawniej dla górskich miejscowości w Sudetach.

    Muzeum „Juna”, założone przez Juliusza Naumowicza, mieści się w tzw. karczmie głodowej. Od tego roku znów można je zwiedzać – obiekt odbudowano po pożarze, który strawił też część zbiorów.

    Na zdjęciu:

    Rafał Wróblewski – artysta pochodzący z Oławy – został ambasadorem marki Szklarska Poręba.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Proboszcz Roku

    Proboszcz Roku

    Najlepsza emerytura to pod ziemię nura – odpowiada ze śmiechem ks. dr Ryszard Staszak, proboszcz w Sulistrowicach koło Wrocławia, na sugestię, żeby ograniczył aktywność, bo czas, aby coś “na leki” odłożyć. Mieszkańcy archidiecezji wrocławskiej przyznali mu tytuł Proboszcza Roku.

    Statuetkę wręczył 24 czerwca 2019 r. – w święto miasta Wrocławia i archikatedry wrocławskiej – osobiście metropolita wrocławski, ks. dr Józef Kupny. Uroczystość odbyła się w archikatedrze pod koniec Mszy św., sprawowanej za miasto Wrocław. W stallach zasiedli m.in. biskupi – w tym sufragan legnicki Marek Mendyk i ordynariusz świdnicki Ignacy Dec – oraz prezydent Wrocławia, Jacek Sutryk, dzierżąc na piersiach atrybut władzy – okazały łańcuch z herbem miasta. Obecny był też Andrzej Jaroch – przewodniczący Sejmiku Województwa Dolnośląskiego.

    Ks. Staszak odbudował kościół na szczycie Ślęży, zwanej świętą górą Ślązaków. W kościele był ogromny dół, bo posadzkę zerwali archeolodzy – niszcząc bezpowrotnie piaskowcowe płyty podłogowe i ambonę. Zniknął też kuty żyrandol. W takim stanie świątynia pozostała na długie lata, chyląc się ku upadkowi, tak, jakby komuś zależało, by chrześcijańska świątynia zniknęła ze Ślęży – miejsca szczególnego dla śląskiej kultury. Władze Sobótki wszczęły alarm, ówczesny metropolita wrocławski, abp Marian Gołębiewski, zwrócił się do ks. Staszaka o zajęcie się kościołem na Ślęży. Ten nie odmówił, choć wchodził w wiek emerytalny. Zbudował m.in. kaplicę w Sulistrowiczkach, która stała się miejscem pielgrzymkowym, a obecny metropolita – abp Józef Kupny – podniósł ją do rangi sanktuarium. Ma zatem doświadczenie w prowadzeniu budów. Nie miał tylko jednego – pieniędzy na remont kościoła na Ślęży. Z tym też sobie poradził. Msze św. na Ślęży zaczął odprawiać na schodach kościoła, niezrażony tym, że kilka kroków dalej palono ogniska i pieczono kiełbaski przez osoby odwrócone plecami do ołtarza. Ks. Staszak zawsze witał wszystkich – także tych przy ogniskach.

    Wielokrotnie próbowano ks. Staszaka zastraszyć. Gdy jechał na Ślężę, przy drodze spotykał takich, którzy układali dłonie na znak diabelskich rogów i syczeli, a bywało, że na drodze natrafiał na kamienie, które mogły uszkodzić auto. Co więcej, próbowano podpalić kaplicę w Sulistrowiczkach, rzucano na ks. Staszaka obelgi i groźby w Internecie, słano donosy do kurii. Ks. Staszak wszystko przetrzymał.

    – Nie wiem, czy zdołałbym sobie poradzić, gdyby nie wsparcie księdza arcybiskupa Józefa Kupnego – mówi dziś.

    Kościół na Ślęży po remoncie znów – podobnie jak przed wiekami – jest miejscem kultu i kultury. Wkrótce u stóp kościoła stanie pomnik księcia piastowskiego Bolka II Małego, dla którego wzorem jest tumba nagrobna tegoż księcia w mauzoleum w Krzeszowie. Ks. Bolko – ostatni książę śląski, który – jak pisał Długosz – do końca stał przy Polsce – zbudował na szczycie Ślęży zamek, na podwalinach którego zbudowano kościół. Ks. Staszak wyeksponował relikty zamku, uczy historii, umiłowania ziemi rodzinnej. Parafianie i turyści uwielbiają jego poczucie humoru, cenią za odwagę i otwartość. On zaś ma jeszcze jedno marzenie – chciałby, aby przy kościele na Ślęży powstało muzeum.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Konkurs na limeryk o Paczkowie

    Konkurs na limeryk o Paczkowie

    Konkurs na limeryk o Paczkowie organizowany jest przez Stowarzyszenie Pegaz we współpracy z Biblioteką Publiczną im. Jana Brzechwy w Paczkowie pod patronatem burmistrza Gminy Paczków. Ma za zadanie rozwijać m.in. patriotyzm lokalny, ale wziąć w nim może udział praktycznie każdy – nie tylko mieszkaniec Paczkowa.

    Do konkursu dopuszczone zostaną tylko prace spełniające wymogi formalne. Limeryk powinien mieć:
    – pięć wersów;
    – układ rymów aabba.

    Prace przyjmowane są do 30 czerwca 2019 r. na adres: Stowarzyszenie Pegaz, 48-370 Paczków, Rynek 20 lub pocztą elektroniczną biuro@pegaz.org.pl. Do prac należy dołączyć wypełnioną i podpisaną kartę zgłoszenia i oświadczenie.

    Marek Perzyński