Autor: Marek Perzyński

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (48). Lokacja miasta Wołowa

    Lokacja miasta Wołowa, nastąpiła najprawdopodobniej około 1285 r. na zasadach prawa niemieckiego (magdeburskiego), a dokonał jej zapewne książę śląski z dynastii Piastów, Przemko ścinawski [1, s. 62, 80]

    Przemko ścinawski objął rządy w księstwie ścinawskim w 1284 r., więc data lokacji w 1285 r. jest najbardziej prawdopodobna. Nie można jednak też wykluczyć, że nastąpiło to potem, lecz nie później niż w 1288 r. W tym roku bowiem – na zasadzie prawa niemieckiego – został wydany przez księcia Przemka ścinawskiego akt lokacyjny pobliskiej wsi Stary Wołów i jako jeden ze świadków wymieniany jest w tym dokumencie wójt wołowski Dietrich, co świadczy, że miasto Wołów już zostało założone [1, s. 80].

    W średniowiecznym mieście (rys, arch.). Handel i usługi były jednymi z najważniejszych czynników warunkujących jego rozwój.

    Ustalenie dokładnej daty lokacji Wołowa jest niemożliwe, gdyż akt lokacyjny zaginął. Wiadomo o tym z pisma księcia Henryka III głogowskiego, który stał się panem Wołowa w 1289 r., a w 1292 r. zmuszony został wystawić dokument, by potwierdzić i odnowić prawa nadane w ramach lokacji wójtowi wołowskiemu. Pismo to wydane zostało z myślą o sprawującym wówczas to stanowisko wójtowi Trudwinowi, a książę zaznaczył w nim, że odpowiedni dokument (najpewniej akt lokacyjny) zaginął z powodu niedbalstwa poprzedniego czy też pierwszego wójta. Trudność z ustaleniem, kto dokładnie dopuścił się niedbalstwa, wynika z faktu, że użyte w dokumencie wystawionym przez księcia Henryka II głogowskiego łacińskie słowa „Prior advocatus” można odczytać zarówno jako „poprzedni”, jak i „pierwszy wójt”. Zaniedbania, w wyniku którego przepadł dokument lokacyjny wydany przez księcia Przemka ścinawskiego, mógł zatem dopuścić się już pierwszy wójt Wołowa, Dietrich [1, s. 81].  

    Wójtem zostawał na ogół zasadźca zwany też lokatorem, którego zadaniem było zorganizowanie grupy pierwszych osadników i wytyczenie zgodnie z zasadami prawa niemieckiego rynku, ulic i poszczególnych parcel, czyli przestrzeni miejskiej [1, s. 81]. Podpisywał on w imieniu osadników dokument lokacyjny, dzięki czemu znali warunki, na jakich się osiedlają. Funkcja wójta była dziedziczna, a wiązały się z nią liczne przywileje i prawa, m.in. do budowy młyna, posiadania sklepów, pobierania części opłat z czynszów i kar sądowych [5, s. 161-162]. Osadników (zwanych gośćmi), zachęcano do osiedlenia się ulgami i wizją awansu społecznego. Zwalniani byli oni na ogół na okres 5-7 lat z podatków od momentu założenia miasta i już na starcie otrzymywali uprzywilejowaną pozycję w obszarze handlu i usług, czego nie mogli oczekiwać w dotychczasowym miejscu zamieszkania, gdzie panowała ustalona od lat hierarchia społeczna [1, s. 81].

    Wołów założono „na surowym korzeniu”, zatem znalezienie osadników posiadających doświadczenie funkcjonowania w mieście miało charakter kluczowy. Rekrutowali się głównie z Zachodu [1, s. 81], zwłaszcza z Niemiec, z których chętnie emigrowano z powodu przeludnienia i wzrostu cen ziemi [2, s. 24]. Dowodzić tego może germańskie imię pierwszego wołowskiego wójta, Dietricha. Zapewne przybył on z Niemiec wraz z grupą osadników i ta grupa narodowościowa odgrywała odtąd w Wołowie prymarną rolę [1, s. 81].

    Osadnicy przynieśli zachodni system zakładania miast i wsi, zręby nowatorskiego na ziemiach polskich prawa osadniczego oraz nowoczesne rozwiązania w rzemiośle, handlu i rolnictwie [2, s. 24], w tym takie zachodnioeuropejskie zdobycze cywilizacyjne, jak pług z żelazną odkładnicą, młyn wodny i trójpolówka [4, s. 75].

    Lokując miasta stosowano jednolity schemat urbanistyczny, co wymagało jego precyzyjnego rozplanowania, z czym wiązały się skomplikowane zabiegi organizacyjne oraz duże nakłady sił i środków [4, s. 79]. Pośrodku wytyczano rynek (na którym odbywały się targi i na którym wznoszono  ratusz będący siedzibą władz) i nieopodal niego kościół. Od rynku biegły przecinające się pod kątem prostym ulice, z których każdą zajmowali rzemieślnicy tej samej profesji, co do dziś odzwierciedlają ich nazwy (Nożownicza, Szewska, Igielna, itp.). Zajmowane przez mieszczan parcele z domami były ich własnością  dziedziczną [5, s. 163], [4, s. 79], co gwarantowało im prawo magdeburskie. Zgodnie z nim, mieli zagwarantowaną też wolność osobistą. Można było nabyć ją także już po zakończeniu akcji lokacji miasta, a warunkiem był nieprzerwany pobyt w danym mieście przez co najmniej rok i jeden dzień, na mocy prawa zwyczajowego („miejskie powietrze czyni wolnym”) [5, s. 130].

    Na miejsce nowo lokowanych wsi i miast wybierano głównie pustkowia, lasy, tereny podgórskie i mokradła [4, s. 75]. Na podmokłym terenie, przy stawach, obok rzeki Juszki, lokowano właśnie miasto Wołów. Rzeka zapewniała dostęp do wody [1, s. 80], a bagna miały naturalnie obronny charakter. Na wszelki wypadek cały Wołów opasano murem obronnym i wypełnioną wodą fosą, których relikty zachowały się do dziś.

    Prawo osadnicze określane mianem prawa niemieckiego (ius teutonicum) rozprzestrzeniło się na pozostałe dzielnice Polski ze Śląska, gdzie zaistniało ono już w 1. ćwierci XIII w. [3, s. 19], a wzorem dla miast śląskich stał się Magdeburg [6, s. 55]. Pionierem i największym promotorem kolonizacji na jego zasadach był książę śląski z dynastii Piastów Henryk I Brodaty [1, s. 77], dążący do zjednoczenia rozbitej dzielnicowo Polski i koronacji na króla Polski swego syna, Henryka II Pobożnego [3, s. 15]. Lokowanie na zasadzie prawa niemieckiego miast i wsi nazywał „melioratio terrae”, czyli „ulepszeniem ziemi” [1, s. 77]. Zastosowano sprawdzone już na zachodzie Europy rozwiązania ustrojowe i gospodarcze, by zniwelować przepaść gospodarczą i kulturową, dzielącą Śląsk od sąsiednich Czech i terytoriów Niemiec, aczkolwiek Śląsk i tak przewyższał znacznie pod względem zaludnienia i rozwoju cywilizacyjnego inne księstwa polskie [4, s. 75]. 

    Pierwszym miastem na Śląsku i w ogóle na ziemiach polskich lokowanym na prawie niemieckim była Złotoryja (1211 r.), a następnie Lwówek Śląski i Wrocław (1229 r.) [5, s. 162]. Wołów jest zatem jednym z wielu miast lokowanych w XIII w. na Śląsku na zasadach prawa niemieckiego, co świadczy o dynamicznym rozwoju w tym czasie akcji osadniczej w regionie. Na podstawie jego zasad przekształcano też osady już istniejące, jako że był to  model najbardziej wówczas efektywny i nowoczesny [1, s. 62].

    Na Śląsku nowe wsie i miasta lokował nie tylko Henryk I Brodaty, ale czyniły to też z jego inicjatywy m.in. klasztory i zakony rycerskie, w tym templariusze [4, s. 76-77]. Zapewniało im to stałe dochody z ceł i podatków, zaopatrzenie w towary i usługi wysokiej klasy rzemieślników [2, s. 24].

    Ośrodki miejskie w Europie powstawały masowo już od końca pierwszego tysiąclecia (dotąd istniały tutaj miasta założone jeszcze w czasach cesarstwa rzymskiego), a lokowano je na przecięciu szlaków handlowych, przy zamkach, przeprawach rzecznych, klasztorach. Kolonizacja na prawie niemieckim stała się tak masowa, że osiągnęła charakter zjawiska społeczno-gospodarczego [2, s. 24]. Zrewolucjonizowała stosunki społeczne [1, s. 77] w całej Europie środkowej i wschodniej, m.in. w Polsce [2, s. 24], gdzie dzięki prawu niemieckiemu pojawiło się miasto w sensie prawnym i wykształcił się stan mieszczański. Autorzy „Atlasu historii Polski” piszą, że „Prawo niem. obejmowało zespół swobód osadniczych (dziedziczne i zbywalne posiadanie ziemi na ustalonych warunkach, wolność osobistą, własne sądownictwo) oraz zwyczaje prawne, którymi posługują się niemieccy koloniści. Prawem tym obejmowana jest stopniowo także ludność polska, co sprzyja kształtowaniu się stanowej struktury społ. – prawo mieszczan i częściowo chłopów. W ciągu XIII w. powstaje zbiór norm składających się na najbardziej rozpowszechnioną w Polsce odmianę prawa niem. – prawo magdeburskie”. Wówczas też (XIII w.) z dawnego możnowładztwa i części wojów wykształcił się stan rycerski (szlachta), którego przedstawiciele posługiwali się prawem ziemskim. Na mocy prawa rycerskiego (ius militarne), obejmującego uprawnienia osobiste i rzeczowe, posiadali oni szczególnie uprzywilejowaną pozycję społeczną, co akcentowano prawem do posługiwania się herbem [3, s. 10].

    Zaistniała w XII i XIII w. w Polsce w wyniku intensywnej kolonizacji sieć urbanistyczna przetrwała w zasadzie w niezmienionym kształcie aż do XIX w. [2, s. 24]. Jej skutkiem było jednak niemal całkowite wyparcie rodzimej ludności słowiańskiej z ziem między Elbą a Odrą, germanizacja Śląska, Pomorza, Prus Wschodnich i przygranicznych terenów wyżynnych w Czechach [2, s. 24].

    [1] Stanisław Rosik: Wołów w średniowieczu (do początku XV w.) [w:] Wołów historia miasta, red. Edward Czapiewski, Rafał Nowakowski, Wydawnictwo Chronicon, Wrocław 2019.

    [2] Praca zbiorowa: Niemcy. Podróże marzeń, przygotowanie edycji polskiej: Bogdan Rudnicki, Wydawnictwo Mediaprofit Sp. z o.o. Warszawa 2007.

    [3] Marian Dygo, Jerzy Kochanowski, Michał Kopczyński, Jolanta Sikorska-Kulesza: Atlas historii Polski, Prószyński i spółka, Warszawa 2000.

    [4] Marek L. Wójcik: Dolny Śląsk w latach 1138-1326 [w:] Dolny Śląsk. Monografia historyczna, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2006.

    [5] Halina Tomalska: Od pierwszych cywilizacji do czasów nowożytnych. Historia dla szkół średnich zawodowych, Wydanie III, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1996.

    [6] Jan Drabina: Życie codzienne w miastach śląskich XIV i XV w., Wydawnictwo „Skryba”, Wrocław 1998.

    Marek Perzyński

  • Spotkanie świąteczne dolnośląskich rolników

    W środowisku wiejskim głośnym echem odbiło się środowiskowe spotkanie dolnośląskich rolników, zorganizowane 11 grudnia 2024 r. w jednym z obiektów wchodzących w skład zespołu pałacowo-parkowego we Wrocławiu-Pawłowicach, należącego do Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

    W spotkaniu wzięli udział m.in. ludowcy z powiatu górowskiego.

    To symboliczne miejsce – oddaje sytuację polskiego rolnictwa, które musi się unowocześniać, aby przetrwać na trudnym rynku produkcji żywności, a to wymaga współpracy rolników z naukowcami. Do tej kwestii nawiązał w słowie do zebranych obecny na spotkaniu wiceminister rolnictwa, Stefan Krajewski. Mówiąc o wyzwaniach, jakie stoją przed polskim rolnictwem, przypomniał wystąpienia środowisk rolniczych, niezadowolonych z zalewu polskiego rynku zbożem z Ukrainy, co załamało rynek zbożowy w Polsce. W tym samym tonie wypowiedział się marszałek Dolnego Śląska Paweł Gancarz, prywatnie – rolnik, prezes dolnośląskich struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego. Spotkanie prowadził, Radosław Zysnarski, pełnomocnik marszałka Dolnego Śląska ds. aktywizacji środowisk lokalnych, wiceprezes dolnośląskiego PSL-u, zapalony kibic sportowy.

    Kibicem i zarazem aktywną osobą promującą sport w wymiarze gminnym jest też proboszcz z Kotlisk koło Lwówka Śląskiego, który na rozpoczęciu części stricte świątecznej pobłogosławił opłatki i przy śpiewie kolędy rozpoczął wymianę życzeń. Nie mogło być inaczej – polska wieś to bastion polskiej tradycji, a przy tym zmodernizowała się do tego stopnia, że może być dla wszystkich przykładem tolerancji. Tak przynajmniej jest na Dolnym Śląsku – regionie regionów, w którym po II wojnie światowej spotkały się tradycje z różnych regionów Polski w jej granicach z 1939 r.

    Zgodnie z polskim zwyczajem, składając życzenia przełamano się opłatkiem.

    Tekst i zdjęcia: Marek Perzyński        

  • Promocja ze smakiem

    Prawdziwą promocję ze smakiem zgotowała dzisiaj (2 października) we Wrocławiu spółka podległa marszałkowi Dolnego Śląska „Dolnośląskie Produkty Regionalne”.

    Sery, miody, wędliny, soki z aronii, przetwory ze Ścinawy, cukierki ze Świebodzic, znakomicie gasząca pragnienie woda mineralna ze Szczawna-Zdroju – region dolnośląski ma wiele do zaoferowania i powinniśmy się tym chwalić. Przy okazji powinniśmy zadać sobie pytanie, jak definiować pojęcie „kuchnia dolnośląska”, skoro po II wojnie światowej osiedli na Dolnym Śląsku Polacy z wszystkich regionów  i przynieśli w swym bagażu osadniczym swe lokalne tradycje kulinarne – mówiła podczas konferencji towarzyszącej wydarzeniu Małgorzata Szumska, autorka książek, podróżniczka, córka właścicielki podziemnej trasy turystycznej w dawnej kopalni złota w Złotym Stoku, słynnej Elżbiety Szumskiej.

    Kuchnia to ważny komponent tożsamości lokalnej i egzotyki, której poszukują turyści. Dolny Śląsk to region regionów, trudno go wciąż jednoznacznie zdefiniować. Jest jeszcze za wcześnie, aby to zrobić. Musimy na to poczekać jeszcze ze sto lat.

    O meandrach kuchni dolnośląskiej mówiła Małgorzata Szumska ze Złotego Stoku.

    Tekst i fot. Marek Perzyński 

  • Umowy w bardzo upalnym dniu

    Dzień 10 lipca 2024 r. przeszedł do historii Dolnego Śląska jako jeden z najgorętszych dni roku. Słupki rtęci wskazywały 37 stopni C. Tego dnia w urzędzie marszałkowskim we Wrocławiu trzech członków zarządu województwa dolnośląskiego wręczyło umowy na realizację zadań z zakresu odnowy wsi dolnośląskiej oraz bieżącego utrzymania urządzeń melioracyjnych będących własnością gminy samorządowcom z subregionu wrocławskiego. Gorąco zebranych powitał wicemarszałek Michał Rado: – Jak jest zima, to jest zimno, a jak jest lato, to jest gorąco – stwierdził nawiązując do słynnej komedii „Miś”, w której pada tekst o zimie i zimnie z ust palacza w kotłowni, w odpowiedzi pani kierowniczce skarżącej się na to, że lokatorzy marzną.

    I słusznie, bo może być i zimniej, i goręcej. Wicemarszałek Wojciech Bochnak przed wręczeniem umów uczestniczył we Wrocławiu 10 lipca w konferencji „Polska-Afryka”, z udziałem m.in. ambasadorów Konga i Senegalu. Na uwagę, że jest gorąco, odparli: „Tak, jest ciepło”. Jeden z panów ambasadorów miał na sobie wysokie byty, takie, jakie u nas ubiera się zimą.

    Wręczenie umów na realizację zadań z zakresu odnowy wsi dolnośląskiej oraz bieżącego utrzymania urządzeń melioracyjnych będących własnością gminy odbyło się w klimatyzowanej sali, więc było przyjemnie chłodno. W takiej temperaturze aż chce się pracować nawet w lipcu. Osobiście przyjechali odebrać umowy m.in. wójt Przeworna Jarosław Taranek i burmistrz Jelcza-Laskowic, Piotr Stajszczyk.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

    perzyński@vp.pl

  • Ta rana wciąż krwawi

    Złożenie wieńców pod tablicą pamiątkową. Przy mikrofonie poseł Tadeusz Samborski (PSL).

    – Nie o zemstę lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary – zabrzmiało kolejny raz w kościele pw. św. Jana w Legnicy. Mszy św. (7.07.2024 r.) w intencji ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej którego apogeum przypadło podczas Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 r. na Wołyniu, przewodniczył legnicki biskup pomocniczy Piotr Wawrzynek.

    Kościół wypełniony był po brzegi. Przy ołtarzu stanęło kilkadziesiąt pocztów sztandarowych. – To widomy znak pamięci i tego, jak duże znaczenie mają dla nas tamte tragiczne wydarzenia. Na ziemi legnickiej mieszka wielu potomków Kresowian – podkreślił poseł Tadeusz Samborski (PSL), jeden z organizatorów uroczystości.

    Podczas Krwawej Niedzieli oprawcy spod znaku UPA zaatakowali 99 polskich wsi, których ludność w sposób bestialski wymordowali. Jedynym kryterium była narodowość. Strona ukraińska wciąż gloryfikuje UPA i Banderę stawiając mu pomniki, mimo protestów polskich środowisk kresowych.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

    W uroczystości wzięli udział m.in. starosta legnicki Adam Babuśka i wicestarosta Janina Mazur.
  • Artystyczny dwór Katarzyny Popińskiej

    Katarzyna Popińska, malarka związana z Muzeum Polskiego Ruchu Ludowego w Warszawie i wiceprezeska Towarzystwa Miłośników Wrocławia, olśniła uczestników swego wernisażu (8.06.2024 r.) w pałacu myśliwskich w wielkopolskim Antoninie. Wystąpiła we wspaniałej sukni, różowej i tak pofałdowanej, że przyjaciółka artystki musiała trzymać jej brzegi, by malarka nie zaplątała się podczas autorskiego oprowadzenia na wewnętrznym, wąskim balkonie obiegającym pałac.

    Suknia, skrojona na modłę z czasów cesarzowej Marii Teresy, jak ulał pasowała do wydarzenia. Dwór w Antoninie należał do książąt Radziwiłłów, potężnego rodu, posiadającego w XIX w. pałace m.in. w Poznaniu, Berlinie i Ciszycy koło Kowar u stóp Karkonoszy. Katarzyna Popińska namalowała portrety jego najwybitniejszych przedstawicieli związanych z pałacem w Antoninie. Malując, poznała ich koleje losu, nierzadko burzliwe. Jak choćby pięknej i nieszczęśliwej Elizy, w której zakochał się następca tronu królestwa Prus. Miłość była wzajemna, ale on był Prusakiem, a ona Polką, co okazało się przeszkodą nie do pokonania, by zawrzeć związek małżeński. Wkraczając do pałacu na wernisaż, Katarzyna Popińska rzuciła: – „Dwór za mną”. Kilkadziesiąt pań, w wytwornych sukniach, posunął za nią do miejsca, gdzie gospodarze z artystką zaczęli przemówienia. Prezes Towarzystwa Miłośników Wrocławia, który przybył we fraku i cylindrze, wręczył autorce laur – nagrodę TMW. Dwór nagrodził królową burzą oklasków.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Dumni z Wołowa. Jest lokalizacja dla Wołowskiego Domu Spotkań z Historią i wsparcie z Narodowego Instytutu Muzeów. Poseł gratuluje

    Wołowski Dom Spotkań z Historią zaczął się materializować. 29 listopada 2023 r. Rafał Zając, dyrektor Miejskiej i Gminnej Biblioteki Publicznej w Wołowie, lider projektu, odebrał klucze do placówki. Lokal na ostatnim piętrze dworca kolejowe we Wołowie użyczyła Gmina Wołów. To miejsce o znaczeniu symbolicznym.

    To z tego dworca wyjeżdżali po 1945 r. wysiedlani – decyzją wielkich mocarstw – niemieccy mieszkańcy Wołowa i to na ten dworzec przybywały transporty polskich osiedleńców, wśród nich wielu wysiedlonych przymusowo z Kresów Wschodnich, utraconych przez Polskę w1945 r. Była wśród nich rodzina Mirosława Hermaszewskiego – pierwszego i jak dotąd jedynego polskiego kosmonauty, honorowego obywatela Wołowa. Ukończył miejscowe liceum, podobnie jak obecny burmistrz Wołowa, historyk, Dariusz Chmura.

    – Pogratuluję osobiście burmistrzowi inicjatywy powołania Wołowskiego Domu Spotkań z Historią, to cenna inicjatywa, ważna dla kultywowania tożsamości lokalnej – poznanie przeszłości to klucz do zrozumienia teraźniejszości – powiedział nam poseł Tadeusz Samborski (Trzecia Droga, PSL), słysząc o tej inicjatywie.

    Realizację projektu umożliwiło wsparcie grantowe z Narodowemu Instytutu Muzeów, który zapewnia wsparcie finansowe, organizacyjne i eksperckie. Jego celem jest wzmocnienie wspólnot lokalnych, ich tożsamości i identyfikacji z miejscem zamieszkania. W ten m.in. sposób buduje się społeczeństwo obywatelskie. Młodym ludziom, prezentując historię ich najbliższych, sąsiadów i znajomych, łatwiej jest objaśnić świat i budować dumę ze swego pochodzenia.   

    Miejska i Gminna Biblioteka Publiczna w Wołowie gromadzi od dawna materiały dotyczące materialnej i niematerialnej przeszłości miasta i gminy Wołów. Posiada m.in. komplet wydań lokalnego tygodnika „Kurier Gmin”, wydawnictwa wołowskiej „Solidarności” z okresu stanu wojennego i projektor zlikwidowanego przed laty i wyburzonego miejscowego kina, ale wciąż pamiętanego przez wielu wołowian – z sentymentem wspominają oni tzw. poranki. Wyświetlano na nich bajki, a było to w czasach, które bajkowe nie były, choć ówczesne komunistyczne władze twierdziły, że nie ma lepszego systemu niż socjalizm. Powszechnym wyrazem sprzeciwu była „Solidarność” – ruch społeczny, który w czasie stanu wojennego zdelegalizowano. Powstanie Wołowskiego Domu Spotkań z Historią wychodzi naprzeciw postulatom wołowskich działaczy „Solidarności”, by powstało miejsce, gdzie będzie można złożyć i opracować zgromadzone przez nich materiały. Wołowska biblioteka jest już w poosiadaniu m.in. oryginalnych matryc drukarskich.   

    Tekst i fot. Marek Perzyński         

  • Śląskie średniowieczne metalowe płyty nagrobne

    „Śląska ars moriendi. Średniowieczne metalowe płyty nagrobne” to tytuł najnowszej wystawy czasowej w gmachu głównym Muzeum Narodowego we Wrocławiu, która otwarta zostanie pod koniec listopada 2023 r. Jak informują organizatorzy, prezentować będzie „bezcenne metalowe płyty nagrobne, pochodzące z nich aplikacje, średniowieczne podręczniki ars moriendi i niewielkie, osobiste obiekty dewocyjne. Wśród niezwykłych zabytków znajdzie się płyta nagrobna Wacława żagańskiego, która zaprezentowana zostanie po raz pierwszy po przeprowadzonej konserwacji. Celem wystawy jest przybliżenie różnych aspektów kultury średniowiecznej związanych ze śmiercią, ale też pokazanie podobieństw między podejściem do tego tematu dawniej i dziś”.

    Marek Perzyński

  • Powiat strzeliński. Odpowiednio wypełnili wniosek, dostaną pieniądze

    Starosta Anna Horodyska odebrała osobiście promesę z rąk marszałka Dolnego Śląska, Cezarego Przybylskiego.

    Dziurawe drogi to zmora, więc nie dziwi radość przedstawicieli 33 samorządów z Dolnego Śląska, którzy 13 listopada 2023 r. odebrali  promesy o łącznej wartości ponad 75 milionów zł na inwestycje drogowe w regionie. Promesę odebrała m.in. starosta strzelińska Anna Horodyska, wraz z kilkoma towarzyszącymi jej osobami.

    Aby otrzymać wsparcie, należało przede wszystkim poprawnie wypełnić wniosek. Zwrócił na to uwagę podczas uroczystości wręczenia promes marszałek Dolnego Śląska, Cezary  Przybylski. W wymaganym terminie samorządy złożyły 53 wnioski o przyznanie pomocy, ale po dokonaniu oceny merytorycznej została podjęta uchwała zatwierdzająca listę jedynie 46 zakwalifikowanych do weryfikacji wniosków. Ostatecznie do udzielenia pomocy zakwalifikowano 40 wniosków. Pieniądze pochodzą z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich PROW 2014-2020. 

    Dofinansowanie na drogi lokalne przyznawane jest na poziomie 63,63% kosztów kwalifikowalnych, maksymalnie do wysokości 5 mln zł dla każdego beneficjenta. Refundacją objęte są inwestycje polegające na budowie, przebudowie lub zmianie nawierzchni dróg gminnych lub powiatowych, w rozumieniu ustawy o drogach publicznych. Beneficjentami mogą być powiaty, gminy wiejskie, miejskie i wiejsko-miejskie z wyłączeniem miast powyżej 5 tyś mieszkańców.

    Wsparcie otrzymało kilka powiatów oraz m.in. gminy: Prusice, Żmigród, Wisznia Mała, Kąty Wrocławskie i Legnickie Pole.   

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Wojciech Bochnak wojewodą dolnośląskim? „Dziennikarskie spekulacje”

    Wojciech Bochnak podczas obrad Sejmiku Województwa Dolnośląskiego (9.11.2023 r.).  

    Zmiana rządu przyniesie zmiany na stanowiskach wojewodów. Na dziennikarskiej giełdzie, typującej ewentualnego nowego wojewodę  dolnośląskiego, pojawiło się m.in. nazwisko radnego wojewódzkiego, sprawującego trzy kadencje funkcję wójta gminy Kondratowice Wojciecha Bochnaka. Zapytany w przerwie obrad Sejmiku Województwa Dolnośląskiego (9 listopada 2023 r.), czy jest gotów przyjąć to stanowisko, odparł, że nie zamierza się do tej kwestii ustosunkowywać. „Dziennikarskie spekulacje” – skomentował krótko.

    Wojciech Bochnak startował z listy Koalicji Obywatelskiej do Sejmu, posłem nie został, choć niewiele brakowało. W sumie dostał prawie 5900 głosów, w tym 4000 w swym mateczniku – w Strzelinie, co dobrze rokuje przed przyszłorocznymi wyborami samorządowymi. Zajmowane stanowiska nigdy nie przewróciły mu w głowie, jest sympatycznym, otwartym człowiekiem. Już w trakcie krótkiej rozmowy można zorientować się, że jest pasjonatem naszej małej ojczyzny. Zna doskonale zabytki ziemi strzelińskiej, miejsca, które warto odwiedzić.  

    Ze stanowiska wojewody dolnośląskiego będzie musiał ustąpić Jarosław Obremski, sprawujący to stanowisko z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Startował do Senatu. Nie dostał się. Zdystansował go Kazimierz Michał Ujazdowski z tzw. paktu senackiego, współtworzonego m.in. przez Koalicję Obywatelską i Polskie Stronnictwo Ludowe.  

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Legat papieski w Wołowie. 300-lecie kościoła św. Karola Boromeusza

    Legat papieski przybył 4.11.2023 r. do Wołowa, by przewodniczyć mszy św. inaugurującej 300-lecie miejscowego kościoła pw. św. Karola Boromeusza. Uroczystość zakończyło udzielenie papieskiego błogosławieństwa i odśpiewanie „Boże coś Polskę”, tak gromkie, że aż zatrzęsły się mury tej wiekowej świątyni, będącej świadectwem skomplikowanych dziejów Śląska. 

    Przybycie legata papieskiego świadczy o randze uroczystości. Papież Franciszek jako swego legata w Wołowie mianował wrocławskiego metropolitę, abp. Józefa Kupnego.

    Oto prawdziwa chwała kardynała 

    W homilii legat nawiązał do osoby patrona kościoła, św. Karola Boromeusza, jako człowieka wielkiej pokory. Przypomniał, że w czasie epidemii osobiście opiekował się on miesiącami chorymi. Był kardynałem, metropolitą Mediolanu, arystokratą, człowiekiem wykształconym, mógł więc szukać swej chwały. Tymczasem dbając o zdrowie innych, sam zaniedbał własne, przez co zmarł zaledwie w wieku 46 lat. Swe stanowisko rozumiał jako służbę innym, był wyczulony na miłość i bezgraniczną pomoc ludziom wzorem Chrystusa. Taka postawa i dawniej, i obecnie bywa błędnie rozpoznana i interpretowana. Kojarzona jest często z niską oceną samego siebie, a w rzeczywistości wiąże się z rozpoznaniem, kim naprawdę jesteśmy i uświadomieniem sobie, że bez Bożej pomocy jesteśmy tylko biednymi grzesznikami.

    Dama zakonu rycerskiego z Wołowa      

    Przy ołtarzu stanęło z legatem ponad 40 księży, w tym kilku pochodzących z Wołowa. Strój damy zakonu rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie, sięgającego czasów krucjat, przywdziała Maria  Kulbida, prowadząca we Wrocławiu biuro podróży „Panorama”, która – jak się okazało – też pochodzi z Wołowa i nigdy nie straciła kontaktu z tym miastem. Niedaleko stąd, w Głębowicach, są pochowani jej rodzice.

    Okoliczności powstania kościoła pw. św. Karola Boromeusza przypomniał  jego proboszcz, ks. Krzysztof Kanton, witając przybyłych. Wzniesiony został po tym, jak katolicy na mocy porozumień po konwencji zawartej w 1707 r. w Altranstad musieli odstąpić miejscową farę, św. Wawrzyńca, protestantom. Odtąd kościół pw. św. Karola Boromeusza nieprzerwanie służy katolikom. Obecnie w Wołowie istnieją dwie katolickie parafie, druga znajduje się przy kościele pw. św. Wawrzyńca, który katolicy przejęli długo po II wojnie światowej, gdy protestanci ostatecznie go opuścili i niszczał. Jednak to w kościele pw. św. Karola Boromeusza koncentrowało się przez długie powojenne lata życie katolickiej wspólnoty w Wołowie, o czym świadczą m.in. płyty pamiątkowe. O jej sile stanowili zawsze duszpasterze, m.in. ks. Franciszek Bosak (ur. 1913 r. – zm. 1984 r.), który odzyskał dla wiernych i uratował kościół św. Wawrzyńca, i obecny proboszcz – ks. Krzysztof Kanton, angażujący się aktywnie w życie Wołowa, co władze miejskie i mieszkańcy dostrzegają i bardzo doceniają. Na uroczystości z udziałem legata przybyły władze miejskie na czele z burmistrzem, Dariuszem Chmurą. Uhonorował przy ołtarzu legata i proboszcza m.in. statuetką przedstawiającą symbol Wołowa, którym jest wół. W Wołowie i okolicy odbywały się wieki temu wielkie targi tymi zwierzętami, co przynosiło duże zyski i przyczyniło się do rozwoju miasta.      

    Pamiątki wielkiego jubileuszu

    Gdy ks. Kanton przybył do Wołowa, miał rozpoczęty przewód doktorski, jednak życie parafii tak go pochłonęło, że doktoratu nie zrobił. Ale naukowych zainteresowań nie porzucił, o czym świadczy jubileuszowa uroczystość. Pamiątką jubileuszu są: obraz przedstawiający św. Karola Boromeusza na tle kościoła pod jego wezwaniem w Wołowie (pędzla Aleksandry Zając, mieszkanki Wołowa, malarki i konserwatorki dzieł sztuki), pieta i sztandar procesyjny, które poświęcił legat papieski. A właśnie pieta jest przedmiotem zainteresowania naukowego ks. Kantona. I to pieta cieszyła się przez wieki wielkim kultem wiernych w kościele opackim opactwa cystersów w pobliskim Lubiążu. Po II wojnie światowej trafiła do Muzeum Narodowego w Warszawie.

    – Czasami na Was krzyczę, ale wszystkich kocham i dziękuje za zaangażowanie – mówił ks. Krzysztof Kanton podczas uroczystości przy ołtarzu. Jak zaznaczył, wszystkim nie sposób podziękować za zaangażowanie w życie parafii, wymienił jednak dwie osoby, które angażują się szczególnie od kilkudziesięciu lat – jeszcze od czasów proboszczowania ks. Franciszka Bosaka. Podziękował też państwu Zającom – Rafałowi, dyrektorowi Miejskiej i Gminnej Biblioteki Publicznej w Wołowie, i jego małżonce, wspomnianej wyżej Aleksandrze, za pomoc w przygotowanie uroczystości rocznicowej i towarzyszącym jej wydarzeń, które zaplanowano na cały rok. Jest to Święty Rok Jubileuszowy, z którym wiąże się możliwość uzyskania odpustu zupełnego. Dekret w tej sprawia wydała penitencjaria apostolska. Ona też zezwoliła na udzielenie przez abp. Józefa Kupnego błogosławieństwa papieskiego.

    Marek Perzyński

    Wszelkie prawa zastrzeżone

  • Dziarski w dół, Jeżyna w górę. Wybory parlamentarne w 2023 r. w powiecie wołowskim

    Wybory parlamentarne z perspektywy powiatu wołowskiego zakończyły się kilkoma ciekawymi rozstrzygnięciami. Frekwencja, podobnie jak w całej Polsce, była rekordowa. Mobilizacja przyciągnęła do urn wyborczych 70,62% mieszkańców, którzy dołożyli swoją demokratyczną cegiełkę do rozstrzygnięć ogólnokrajowych. Najbardziej zmobilizowani byli mieszkańcy gminy Brzeg Dolny, gdzie frekwencja wyniosła 73,02%. Natomiast najmniejsza frekwencja zanotowana została w gminie Wińsko – 66,58%. Najmniejsza frekwencja w powiecie odnotowana została w Głębowicach, gdzie do urn wyborczych poszło 60,63% uprawnionych do głosowania. Największa frekwencja została odnotowana w Brzegu Dolnym w Przedszkolu Samorządowym Nr 1. Wyniosła ona tam 77,81%.

    Prawo i Sprawiedliwość nadal najsilniejsze w powiecie, Lewica słabnie

    W porównaniu do wyborów parlamentarnych w 2019 roku przybyło 15,19% wyborców w powiecie, co stanowi równowartość aż 4286 głosów. I w tym miejscu należy zwrócić uwagę na to, że Prawo i Sprawiedliwość zanotowało w powiecie spadek poparcia o 93 głosy. Mimo to nadal ma największe poparcie na poziomie 9449 głosów. Przegranym frekwencyjnych zawirowań jest z pewnością Lewica, która w stosunku do 2019 roku straciła niemal 25 procent głosów. W 2019 roku Lewica otrzymała 2689 głosów, natomiast w minioną niedzielę było ich już zaledwie 1992. To konsekwencja ogólnopolskiego trendu wzrostu poparcia Koalicji Obywatelskiej kosztem Nowej Lewicy.

    Frekwencyjni zwycięzcy

    Gdzie trafiły dodatkowe głosy wynikające z wysokiej frekwencji? Najwięcej otrzymała Koalicja Obywatelska, gdyż w stosunku do wyborów z 2019 roku zanotowaliśmy wzrost poparcia o 2329 głosów, co w minioną niedzielę wyborczą pozwoliło osiągnąć wynik na poziomie 7560 głosów. Z frekwencji skorzystała także Trzecia Droga, która uzyskała 3053 głosów poparcia. W 2019 roku Polskie Stronnictwo Ludowe, które razem z ugrupowaniem Szymona Hołowni „Polska 2050” tworzy dzisiaj Trzecią Drogę, uzyskało wynik na poziomie 1419 głosów, co oznacza, że podczas głosowania koalicja tych dwóch partii mogła liczyć na dodatkowe 1634 głosy.

    Głosy – podsumowanie

    W powiecie wołowskim na Prawo i Sprawiedliwość zagłosowało 9449 osób, Koalicję Obywatelską poparło 7560 osób, Trzecia Droga uzyskała 3052 głosy, Nowa Lewica mogła liczyć na 1992 głosy. Tak wygląda czołówka. Oddano jeszcze w sumie 3041 głosów, które rozdzieliły między sobą trzy ogólnopolskie komitety: Konfederacja – 1621 głosów ze wzrostem w stosunku do 2019 roku o 278, Bezpartyjni Samorządowcy 1020 głosów ze wzrostem w stosunku do 2019 roku o 356 głosów i Polska Jest Jedna, która pierwszy raz wystartowała i uzyskała 480 głosów poparcia.

    Mieszkańcy powiatu wołowskiego w walce o Sejm RP

    Nie tylko rekordowa frekwencja sprawiła, że tegoroczne wybory były wyjątkowe. O głosy wyborców rywalizowało aż 6 mieszkańców powiatu. Najlepszy wynik uzyskała Renata Sołtysik, która była „jedynką” na liście komitetu Polska Jest Jedna i zdobyła 4649 głosów. Drugi wynik spośród mieszkańców naszego powiatu należy do startującej z listy Trzeciej Drogi Natalii Gołąb. Udało jej się jej przekonać 2049 osób. Najsłabszy wynik zanotował reprezentant Nowej Lewicy Piotr Kozdrowicki, uzyskując poparcie 751 osób.

    Analizując wyniki wyborcze kandydatów z powiatu wołowskiego, warto spojrzeć na nie pod kątem ilości głosów uzyskanych w gminach, które zamieszkują. Pozwoli to pokazać ich realny kapitał wyborczy w kontekście nadchodzących wyborów samorządowych.

    Kandydat * Wszystkie głosy * Głosy w powiecie * Głosy w mateczniku

    Renata Sołtysik                      4649            *                316          *       179 (gmina Wołów)
    Kamil Jeżyna             2049            *                1435        * 950  (gmina Brzeg Dolny)
    Janusz Dziarski                      1596             *               717          *         492 (gmina Wołów)
    PiotrKozdrowicki       751             *                 150         *             133 (gmina Brzeg Dolny)
    Natalia Gołąb             3164             *               385            *          198 (gmina Wołów)
    Urszula Wojtyło                     775               *               348            *         301 (gmina Wołów)

    Kandydaci z powiatu wołowskiego

    W wyborach parlamentarnych wystartowało aż trzech przedstawicieli starostwa powiatowego w Wołowie: Urszula Wojtyło, Janusz Dziarski oraz Kamil Jeżyna. Warto spojrzeć na ich wyniki pod kątem głosów uzyskanych w matecznikach, czyli gminach, w których startowali jako kandydaci do Rady Powiatu Wołowskiego, gdyż pokaże to ich aktualną kondycję, co jest dobrym prognostykiem przed nadchodzącymi wyborami samorządowymi. Najsłabiej w tym zestawieniu wypada starosta powiatu wołowskiego Janusz Dziarski, który startując z Komitetu Prawa i Sprawiedliwości zdobył łącznie 1596 głosów, ale tylko 492 w gminie Wołów. Startując w 2018 roku, z tego samego komitetu, do Rady Powiatu, uzyskał wynik 1004 głosów, co oznacza utratę ponad 50% potencjału wyborczego. W wyborach do Sejmu RP wystartowała także radna powiatowa Urszula Wojtyło. Startując ze znacznie słabszego komitetu (Bezpartyjnych Samorządowców) otrzymała poparcie 775 osób, z czego 301 to mieszkańcy gminy Wołów. Bardzo dobry start zaliczył trzeci z reprezentantów starostwa powiatowego – radny powiatowy Kamil Jeżyna, uzyskując wynik na poziomie 2049 głosów, z czego aż 950 otrzymał w swojej macierzystej gminie Brzeg Dolny. Należy podkreślić, że jako kandydat na radnego powiatowego uzyskał 248 głosów w gminie Brzeg Dolny.

    Bezwzględna fala wyborcza

    Żadne dotychczasowe wybory nie odcisnęły się tak na krajobrazie powiatu wołowskiego. Rekordowa ilość banerów „upiększających” naszą przestrzeń była wynikiem wyjątkowej rywalizacji o głosy, co odzwierciedlało tendencje ogólnokrajowe. Stopień polaryzacji doprowadził do tego, że głównym czynnikiem wpływającym na decyzję wyborczą był przynależność do obozu PiS lub anty-PiS. Symbolem tego była senacka rywalizacja pomiędzy kandydatem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Obremskim a kandydatem Koalicji Obywatelskiej Kazimierzem Ujazdowskim. Kampania wojewody Jarosława Obremskiego była aktywniejsza na terenie całego powiatu wołowskiego. Jako wojewoda dość często bywał w Wołowie i przyczynił się do pozyskania środków na inwestycje realizowane na terenie trzech gmin. Mimo to wyborcy zdecydowali, że to Kazimierz Ujazdowski zdobył więcej (11116) głosów niż Jarosław Obremski (9833) w naszym powiecie.

    Rafał Zając

    Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

  • Żórawina. Dożynki w perle manieryzmu

    Żórawina. Dożynki w perle manieryzmu

    Msza św. w perle manieryzmu, obrzęd dożynkowy, prezentacje kulinarne kół gospodyń wiejskich, wizyta kandydata na senatora i zabawa. W Żórawinie odbyły się 2.09.2023 r. dożynki gminne.  

    Perłą manieryzmu nazywany jest kościół pw. Trójcy Świętej, położony na wyspie, pełen skarbów sztuki. Są to skarby sztuki manierystycznej. I to w najlepszym wydaniu. Polscy muzealnicy zamierzali utworzyć tu muzeum manieryzmu, skończyło się na wywiezieniu najcenniejszych eksponatów do muzeów narodowych. Ale nawet to, co  pozostało w kościele,  sprawia, że przyciąga on uwagę turystów i nowożeńców, chcących powiedzieć sakramentalne „tak” w niezwykłej scenerii.

    Mszę zakończyło odśpiewanie „Te Deum” i poświęcenie wieńców dożynkowych. Korowód dożynkowy przeszedł na stadion, gdzie odbyło się misterium dożynkowe. Na scenie można było zobaczyć m.in. żniwiarzy, to ukłon w stronę tradycji, jako że nikt już zboża kosami nie kosi. Jan Żukowski, wójt gminy Żórawina, odebrał z rąk starosty i starościny dożynek bochen chleba wypieczony z mąki z tegorocznego zboża, z prośbą, by tak dzielił chleb, by dla każdego go starczyło. Chleb to w polskiej kulturze to świętość. Bardzo często go ludziom w przeszłości brakowało.

    W perspektywie są wybory parlamentarne, więc wizyty kandydatów na senatorów i posłów na takich wydarzeniach, jak dożynki, nie dziwią. W Żórawinie pojawił się Kazimierz Michał Ujazdowski, dotychczasowy senator, w przeszłości europoseł. Bardziej mieszkańców poruszają jednak przyszłoroczne wybory samorządowe. W gminie Żórawina przymierzają się do fotela wójta cztery osoby. Obecny wójt nie wie, czy będzie kandydował. Jeśli będzie, wspomniana czwórka ma nikłe szanse na wygraną. Jan Żukowski wyprowadził gminę na finansową prostą i kieruje nią kolejną kadencję. Ludzie mają do niego zaufanie. 

    Na zdjęciu: ceremoniał dożynkowy.

    Tekst i fot. Marek Perzyński      

  • „Od Piastów do Hohenzollernów. Zamki i pałace na Dolnym Śląsku”. Najnowsza książka Marka Perzyńskiego

    „Od Piastów do Hohenzollernów. Zamki i pałace na Dolnym Śląsku”. Najnowsza książka Marka Perzyńskiego

    Imponujący  łańcuch zamków obronnych w Sudetach to część dziedzictwa Piastów, pierwszej historycznej polskiej dynastii. Z czasem Dolny Śląsk zaczął przynależeć do Królestwa Czech, które było częścią Rzeszy Niemieckiej, ale Piastowie śląscy książętami Rzeszy nigdy nie byli, w odróżnieniu do np. Podiebradów oleśnickich. Piastowie kierowali się własnościowym prawem polskim, podkreślali, że są na Śląsku „od zawsze” i otrzymali przywileje od polskiego władcy, co musiał uznać nawet cesarz. W czasach reformacji odegrali ogromną rolę w Europie. Fryderyk II, książę legnicko-brzesko-wołowski, doprowadził do hołdu pruskiego, a jego syn, Jerzy II, przebudował zamek w Brzegu na tak wspaniałą rezydencję, że nazwano ją śląskim Wawelem. Renesansową bramę tego zamku nieprzypadkowo zdobi wizerunek pierwszego Piasta. To dzieło z kodem. Piastowskie zamki można oglądać również m.in. w Legnicy, Wołowie, Chojnowie i na powulkanicznym stożku koło Złotoryi, w Grodźcu. To zamek turniejowy Piastów, z którym związany jest słynny zamek Książ. Zachowała się w nim Sala Grodźca. W jakich okolicznościach powstała, przeczytacie w tym przewodniku. Dowiecie się też, gdzie na Dolnym Śląsku można zobaczyć bibliotekę łańcuchową, unikalny zegar figuralny z przedstawieniem Śmierci odmierzającej czas kosą, zachwycające metalowe książęce sarkofagi i gdzie szukać krajobrazu idealnego, który jest wspólnym dziełem przyrody i arystokracji, m.in. króla z dynastii Hohenzollernów.              

  • Dolnoślązacy w anegdocie. Banany i… zielone pomarańcze

    Przy stoliku kawowym, podczas otwarcia we Wrocławiu Biura Handlowego Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (24.08.2023 r.) w hotelu „Bridge” na wrocławskim Ostrowie Tumskim, spotkali się Sergiusz Kmiecik (przewodniczący Rady Miejskiej Wrocławia), Jarosław Krauze (prominenty radny Rady Miejskiej we Wrocławiu) i Rafał Zając (dyrektor Miejskiej i Gminnej Biblioteki Publicznej w Wołowie). Gdy rozmowa zeszła na wrocławskie Zoo, radny Krauze zaczął mówić, jakie wrażenie zrobiło kiedyś zdjęcie kuchni dla zwierząt w Afrykarium. Jest sterylnie czyste, jak w najlepszej restauracji. Dla każdego zwierzęcia sprowadza się specjalnie owoce i warzywa, manaty jedzą całe góry sałaty. Ta sałata kosztuje  majątek, ale nikt im jej nie żałuje, bo są wielką atrakcją Afrykarium. Przewodniczący Kmiecik podjął temat: – Jestem z rocznika 1978, pamiętam, jak poszliśmy do Zoo i w pawilonie dla wielkich małp zobaczyliśmy kawałek kuchni, w której przygotowywano im posiłki. Leżały w niej banany. Tak przykuły naszą uwagę, że nawet małpy nie zrobiły na nas takiego wrażenie, jak te banany.

    To było w czasach, gdy jednym z najważniejszych newsów w wieczornym Dzienniku Telewizyjnym była informacja, że na redzie stoi już statek z kubańskimi pomarańczami. To znaczyło, że święta Bożego Narodzenia są tuż tuż. Kubańskie pomarańcze miały zielonkawą skórkę, ale smakowały podobnie, jak prawdziwe pomarańczowe pomarańcze. No i najważniejsze, że w ogóle były. Bo w sklepach za komuny nic nie było, oprócz octu. A jednak łza się na wspomnienie w oku kręci. Człowiek potrafił cieszyć się nawet z małych rzeczy. I żyło się jakoś łatwiej, choć było ciężko.

    Marek Perzyński