Kategoria: Gospodarka

  • Promocja ze smakiem

    Prawdziwą promocję ze smakiem zgotowała dzisiaj (2 października) we Wrocławiu spółka podległa marszałkowi Dolnego Śląska „Dolnośląskie Produkty Regionalne”.

    Sery, miody, wędliny, soki z aronii, przetwory ze Ścinawy, cukierki ze Świebodzic, znakomicie gasząca pragnienie woda mineralna ze Szczawna-Zdroju – region dolnośląski ma wiele do zaoferowania i powinniśmy się tym chwalić. Przy okazji powinniśmy zadać sobie pytanie, jak definiować pojęcie „kuchnia dolnośląska”, skoro po II wojnie światowej osiedli na Dolnym Śląsku Polacy z wszystkich regionów  i przynieśli w swym bagażu osadniczym swe lokalne tradycje kulinarne – mówiła podczas konferencji towarzyszącej wydarzeniu Małgorzata Szumska, autorka książek, podróżniczka, córka właścicielki podziemnej trasy turystycznej w dawnej kopalni złota w Złotym Stoku, słynnej Elżbiety Szumskiej.

    Kuchnia to ważny komponent tożsamości lokalnej i egzotyki, której poszukują turyści. Dolny Śląsk to region regionów, trudno go wciąż jednoznacznie zdefiniować. Jest jeszcze za wcześnie, aby to zrobić. Musimy na to poczekać jeszcze ze sto lat.

    O meandrach kuchni dolnośląskiej mówiła Małgorzata Szumska ze Złotego Stoku.

    Tekst i fot. Marek Perzyński 

  • Umowy w bardzo upalnym dniu

    Dzień 10 lipca 2024 r. przeszedł do historii Dolnego Śląska jako jeden z najgorętszych dni roku. Słupki rtęci wskazywały 37 stopni C. Tego dnia w urzędzie marszałkowskim we Wrocławiu trzech członków zarządu województwa dolnośląskiego wręczyło umowy na realizację zadań z zakresu odnowy wsi dolnośląskiej oraz bieżącego utrzymania urządzeń melioracyjnych będących własnością gminy samorządowcom z subregionu wrocławskiego. Gorąco zebranych powitał wicemarszałek Michał Rado: – Jak jest zima, to jest zimno, a jak jest lato, to jest gorąco – stwierdził nawiązując do słynnej komedii „Miś”, w której pada tekst o zimie i zimnie z ust palacza w kotłowni, w odpowiedzi pani kierowniczce skarżącej się na to, że lokatorzy marzną.

    I słusznie, bo może być i zimniej, i goręcej. Wicemarszałek Wojciech Bochnak przed wręczeniem umów uczestniczył we Wrocławiu 10 lipca w konferencji „Polska-Afryka”, z udziałem m.in. ambasadorów Konga i Senegalu. Na uwagę, że jest gorąco, odparli: „Tak, jest ciepło”. Jeden z panów ambasadorów miał na sobie wysokie byty, takie, jakie u nas ubiera się zimą.

    Wręczenie umów na realizację zadań z zakresu odnowy wsi dolnośląskiej oraz bieżącego utrzymania urządzeń melioracyjnych będących własnością gminy odbyło się w klimatyzowanej sali, więc było przyjemnie chłodno. W takiej temperaturze aż chce się pracować nawet w lipcu. Osobiście przyjechali odebrać umowy m.in. wójt Przeworna Jarosław Taranek i burmistrz Jelcza-Laskowic, Piotr Stajszczyk.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

    perzyński@vp.pl

  • Wielka przygoda z koleją w miniaturze

    Wielka przygoda z koleją w miniaturze

    Dolny Śląsk ma wciąż najbardziej rozwiniętą sieć kolejową w Polsce. Porównanie map kolejowych sprzed 1945 r. Polski i III Rzeszy, w granicach której był wówczas Dolny Śląsk, wypada zdecydowanie korzystnie na rzecz Niemiec. Obecnie kolej przeżywa renesans, bo – jak mówi Grzegorz Kita, wrocławski adwokat, członek Europejskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych Fredmo fb – podróż pociągiem jest wygodna, przewidywalna i pozwala dotrzeć do interesujących miejsc, np. Wołowa.

    Hala wołowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji zmienia się co jakiś czas w… linię kolejową. Makiety (tworzone w skali 1:87) łączone są wówczas w jeden układ i odtwarzany jest realny ruch: pociągi kursują według rozkładu jazdy, składami kierują maszyniści, na każdej stacji jest dyżurny ruchu. Zestawiane są składy z jednej epoki. Podczas imprezy regionalnej Europejskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych Fredmo fb, która odbyła się w Wołowie 24 i 25.09.2021 r. z udziałem Czechów i Węgrów, były to lata 80. XX w., czyli okres, po którym kolej straciła dominującą pozycję na rzecz komunikacji samochodowej. Pogarszający się stan infrastruktury i malejąca liczba pasażerów doprowadziła do likwidacji wielu linii. Część udało się współcześnie odtworzyć, reszta przepadła, tory zdemontowano, nasypy zarosły lub przekształcone zostały w trasy rowerowe.

    By tworzyć kolejowe makiety, trzeba mieć czas (ich wykonanie trwa wiele miesięcy), miejsce (zajmują sporo miejsca) i pieniądze. Modelarze wyceniają swe prace na ok. 20 tys. zł.

    Na zdjęciu:

    Przy jednej z makiet kolejowych: Grzegorz Kita (z lewej) i dyrektor wołowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, Maciej Nejman.

     Tekst i fot. Marek Perzyński ©®

  • „Chemia śmierci”. Nieznane fakty z przeszłości Brzegu Dolnego. Spotkanie z autorem książki w Wołowie

    „Chemia śmierci”. Nieznane fakty z przeszłości Brzegu Dolnego. Spotkanie z autorem książki w Wołowie

    Tomasz Bonek, pochodzący z Wołowa dziennikarz i pisarz, napisał książkę „Chemia śmierci” o tym, co działo się podczas II wojny światowej w zakładach chemicznych w obecnym Brzegu Dolnym. Spotkanie z nim, zorganizowane 28 lipca z inicjatywy Rafała Zająca, dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wołowie, spotkało się z ogromnym zainteresowaniem nie tylko wołowian. Pytano m.in. dlaczego niewiele mówi się o losie więźniów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, których wykorzystywano w zakładach.

    Więźniowie pracowali przy produkcji gazów bojowych. Na ogół nie wiedzieli, gdzie trafiają. Przeżywali na ogół najwyżej trzy miesiące. Tych, którzy ocaleli, esesmani wyprowadzili w marszu śmierci. Wielu zamordowano w Środzie Śląskiej. Po II wojnie światowej zakłady zmieniły profil produkcji i zaczęły nosić nazwę „Rokita”. Więźniów upamiętniono inskrypcją na głazie, który przeniesiono przed zakład z polnej drogi, a pierwotnie upamiętniał dojście Hitlera do władzy. Jak na ogrom zbrodni i cierpienia ludzi to skromny pomnik – stwierdzili zgodnie uczestnicy spotkania autorskiego z Tomaszem Bonkiem. Padło pytanie, dlaczego tak się dzieje?

    Według autora książki, ludzie przeżyli ogromną traumę w czasie wojny i chcieli już tylko spokojnie żyć. Po drugie, celem zakładów jest produkcja, kwestie ogólnospołeczne nie są dla nich priorytetem. Dzieje się tak powszechnie. Mimo tego trudno pogodzić się z faktem, że po 1945 r.  światowe mocarstwa i niektóre koncerny wykorzystały do wzmocnienia swej pozycji biznesowej  i strategicznej specjalistów, którzy wcześniej byli na usługach Hitlera.

    Echo II wojny światowej odzywa się wciąż nie tylko w Brzegu Dolnym. Wielu z tych, którzy trafili po II wojnie światowej na tzw. ziemie odzyskanie, wspomina swe domy rodzinne na Kresach Wschodnich Polski. Zmuszeni zostali do ich opuszczenia w wyniku przesunięcia granic i mordów dokonywanych masowo przez ukraińskich nacjonalistów na bezbronnej ludności polskiej. Mordowali okrutnie, tak, by wywołać strach. Wielu osobom towarzyszy on do dziś. O tym, co przeżyli, nie chcą mówić nawet najbliższym.

    Tomasz Bonek jest autorem kilku książek, mających formę reportażu. Poprzednie poświęcił m.in. skarbowi średzkiemu i tajemnicom Lubiąża. Spotkanie autorskie zaplanowano w kawiarni letniej „Fraszka”, którą biblioteka publiczna zorganizowała – jako miejsce letniego wytchnienia – przy nowo zaaranżowanym przestrzennie basenie miejskim. Deszczowa pogoda wymusiła przeniesienie spotkania do sąsiedniej zadaszonej kawiarni.

    Na zdjęciu: spotkanie z Tomaszem Bonkiem (z lewej) poprowadził dyrektor biblioteki wołowskiej, Rafał Zając.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Nowe wieże widokowe i most na polsko-czeskim pograniczu. Odbyła się promocja projektu „Czesko-polski szlak grzbietowy – część wschodnia”

    Nowe wieże widokowe i most na polsko-czeskim pograniczu. Odbyła się promocja projektu „Czesko-polski szlak grzbietowy – część wschodnia”

    W trudnych górskich warunkach w rejonie ziemi kłodzkiej na polsko-czeskim pograniczu wzniesiono 10 wież widokowych, udało się znaleźć wykonawcę mostu na polsko-czeskiej granicy, uzgodniono procedury na szczeblu administracji samorządowej, która w Republice Czeskiej jest odmienna od polskiej, a nawet zdołano przekonać czeskiego arystokratę, by zgodził się na budowę wieży i sprzedał kawałek szczytu. A wszystko to w ramach projektu „Czesko-polski szlak grzbietowy – część wschodnia”.

    Projekt realizowano przez trzy lata (2018-2021), a wzięło w nim udział aż 18 partnerów – po stronie polskiej: Międzylesie, Bystrzyca Kłodzka, Duszniki-Zdrój, Radków, gmina miejska Nowa Ruda, gmina wiejska Nowa Ruda i powiat kłodzki, a po czeskiej: Deštné i Olešnice w Orlických horách, Vysoká Srbská, miasto Nový Hrádek i Stowarzyszenie Neratov. Koordynację wziął na siebie Euroregion Glacensis.

    Jaroslav Štefek, sekretarz Euroregionu Glacensis: – Trudność w realizacji projektu polegała między innymi na tym, że struktura samorządu w Republice Czeskiej jest inna niż w Polsce, a aby projekt zrealizować, trzeba mieć partnera po drugiej stronie granicy.

    Początkowo nie wszystkich projekt zachwycał, gdyż w Republice Czeskiej powstaje sporo wież widokowych, ale zmienili zdanie, gdy usłyszeli, że tylko trzy wieże zbudowane zostaną w zupełnie nowych miejscach, a w siedmiu przypadkach powstaną tam, gdzie obiekty tego typu już dawniej stały.

    Niektóre realizacje zdumiewają. Na wzgórzu Šibeník (niespełna pół kilometra od niewielkiego miasta Nový Hrádek) na wieżę widokową przebudowano jeden z wiatraków farmy wiatrowej, którą zlikwidowano, gdyż nie spełniła oczekiwań. Nie zmarnowano nawet stacji transformatorowej. Zaadaptowana została na punkt informacji turystycznej i galerię, w której można zobaczyć różne niezrealizowane projekty wież na Šibeníku (proponowano np. peryskop, dzięki czemu widoki okolicy można by zobaczyć nie ruszając się z dołu).

    Zupełnie inny charakter ma wieża widokowa na szczycie Wielka Desztna (Velká Deštná) po czeskiej stronie Gór Orlickich. To monumentalna ażurowa konstrukcja. Miała stać tu wieża futurystyczna, ale Jan Kolowrat Krakowski, czeski arystokrata, któremu państwo zwróciło zagrabiony w czasach komunistycznych majątek włącznie z lasami, stwierdził, że tu nie pasuje. Początkowo w ogóle nie zgadzał się na budowę wieży. W końcu zmienił zdanie. Przekonało go to, że dawniej na szczycie stała już wieża (była to wieża triangulacyjna), a ponadto wieża skanalizuje ruch turystyczny, dzięki czemu w innych częściach wzgórza będzie można prowadzić gospodarkę leśną bez przeszkód. Ostatecznie sprzedał kawałek lasu, gdyż wieża z projektu unijnego nie mogła powstać na prywatnym gruncie.

    Wieże zintensyfikowały ruch turystyczny, są celem wędrówek, ale stały się też symbolem współpracy polsko-czeskiej. Nic tak zaś nie łączy, jak mosty, dlatego zbudowano drewniany most w Neratovie, na którym wiszą dwie flagi: polska i Republiki Czeskiej. Tuż obok, po stronie czeskiej, zbudowano nawet browar, w którym znalazły pracę osoby niepełnosprawne.

    Jednym z elementów promocji projektu była wizyta studyjna dziennikarzy w dniach 12-14.07 2021 r.

    Tekst i fot. Anna Kurek-Perzyńska

    Na zdjęciu: wieża widokowa na Šibeníku.

    .

  • Miliony na drogi, a to ciągle kropla w morzu potrzeb. Wśród beneficjentów: gmina wiejska Kłodzko, Polanica-Zdrój i powiat kłodzki

    Miliony na drogi, a to ciągle kropla w morzu potrzeb. Wśród beneficjentów: gmina wiejska Kłodzko, Polanica-Zdrój i powiat kłodzki

    Stan wielu dróg na Dolnym Śląsku – zwłaszcza w trudnym górskim terenie – woła o pomstę do nieba, ale ludzi na ogół niewiele interesuje kto nimi administruje. O stan dróg obarczane są w efekcie gminy, choć należy do nich tylko ich część. Z tym większym zadowoleniem grupa wójtów, burmistrzów i przedstawicieli starostw z rejonu Kłodzka, Świdnicy, Wałbrzycha i Dzierżoniowa odebrała 6 września 2019 r. w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim promesy – mające kształt czeków – na remonty dróg w ramach Funduszu Dróg Samorządowych na Dolnym Śląsku.

    W sumie na remonty, przebudowy, budowy dróg w województwie dolnośląskim kwota dofinansowania wyniesie ponad 200 mln zł na 162 zadania inwestycyjne. Z tego dofinansowanie z Funduszu Dróg Samorządowych dla gmin z okolic Wałbrzycha i Kłodzka to ponad 50 mln 300 tys. zł, a dla powiatów z tych terenów – ponad 17 mln 770 tys. zł.

    Potrzeby są ogromne – odpowiada krótko burmistrz Polanicy-Zdroju Mateusz Jelin zapytany o ich skalę. Wójt gminy Kłodzko, Zbigniew Tur, oraz były wójt tej gminy, a obecnie społeczny członek zarządu powiatu kłodzkiego, Ryszard Niebieszczański – jeden z najbardziej zasłużonych samorządowców w Polsce – w pełni zdanie burmistrza Polanicy-Zdroju podzielają. Dodają, że należy przestrzegać zasady, iż wyższa kwota dofinansowania należy się jedynie samorządom biednym, które bez wsparcia z zewnątrz nie są w stanie zrealizować samodzielnie nawet podstawowych zadań inwestycyjnych.

    Na zdjęciu od lewej: wójt gminy wiejskiej Kłodzko Zbigniew Tur, członek zarządu powiatu kłodzkiego Ryszard Niebieszczański i burmistrz Polanicy-Zdroju, Mateusz Jelin.

    Tekst i zdjęcie: Marek Perzyński © ®

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (15): Maciej Szymczyk

    Encyklopedia Dolnoślązaka (15): Maciej Szymczyk

    Szymczyk Maciej (ur. 22.01.1970), dr hab. historii o specjalności historii gospodarczej, wybitny menedżer kultury, dyrektor Muzeum Papiernictwa w Dusznikach-Zdroju (od 2006) działającego w zabytkowym młynie papierniczym. Doprowadził do wpisania dusznickiego młyna papierniczego na prestiżową listę pomników historii Rzeczypospolitej Polski, a od 2017 czyni starania o umieszczenie go na liście światowego dziedzictwa UNESCO wspólnie wraz z pięcioma zabytkowymi młynami papierniczymi w Niemczech (Homburg), Czechach (Velke Losiny) i Francji: posiadają wybitne walory architektoniczne, pierwotną funkcję, prowadzą działalność edukacyjną, wniosły ogromny wkład w rozwój materialny i duchowy Europy, zatem są nośnikiem tożsamości europejskiej opartej na słowie pisanym, które stało się powszechnym nośnikiem wymiany myśli i idei. Te zaś doprowadziły do rozwiązywania konfliktów poprzez dyskusję, a nie wojny, które targały Europą. Działania oparte na dialogu, wykluczającym konflikt zbrojny, wszelkie inne formy przemocy, dyskryminacji i wykluczenia społecznego, to fundamentalny element dziedzictwa i tożsamości europejskiej. Dr Szymczyk argumentuje, że zabytkowych młynów w Europie zachowało się jedynie kilkudziesiąt. Porozumienie trzech młynów (Homburg, Velke Losiny i Duszniki-Zdrój) o współdziałaniu na rzecz wpisania na listę UNESCO podpisano 1.12.2017 w Dusznikach-Zdroju podczas konferencji “Praktyka zarządzania Pomnikami Historii – przykład młyna papierniczego w Dusznikach-Zdroju”, z udziałem m.in. władz samorządowych województwa dolnośląskiego.

    Maciej Szymczyk związany jest zawodowo z Muzeum Papiernictwa w Dusznikach-Zdroju od 2006, kolejno: bibliotekarz, kierownik Działu Papiernictwa Współczesnego, dyrektor. Absolwent uniwersytetów w Opolu oraz Łodzi, był stypendystą Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. Profesor nadzwyczajny w Katedrze Turystyki Wyższej Szkoły Handlowej. Autor ponad 150 opracowań o historii papiernictwa, dziejów ziemi kłodzkiej, turystyki i muzealnictwa. Jako dyrektor pozyskał środki zewnętrzne na remont młyna papierniczego, dzięki czemu wygospodarowano dodatkowe miejsca ekspozycyjne i otwarto w 2017 pasjonującą wystawę edukacyjną o dziejach banknotów. Mieszka w Lewinie Kłodzkim.

    Tekst i fot. Marek Perzyński © wszelkie prawa zastrzeżone

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (6): Leszek Grala

    Encyklopedia Dolnoślązaka (6): Leszek Grala

    Grala Leszek (ur. 27.02.1963 Lwówek Śląski), polski działacz samorządu rolniczego, polityk, rolnik. 1984-1990 przewodniczący Zarządu Wojewódzkiego Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici” w Jeleniej Górze; 1991-1995 burmistrz Lubomierza; 1996-2003 prezes jeleniogórskiej Izby Rolniczej; 1999-2003 wiceprezes zarządu Dolnośląskiej Izby Rolniczej, a od 2003 jej prezes. Mieszkaniec Pisarzowic w gminie wiejskiej Lubań, gdzie prowadzi wielkotowarowe gospodarstwo rolne. Zwolennik ścisłej współpracy środowisk naukowych z rolnikami w zakresie nowych technologii i żywności nowej generacji. Politycznie związany z Polskim Stronnictwem Ludowym. Wspiera Koła Gospodyń Wiejskich, parafię i kluby sportowe.

    Leszek Grala na zdjęciu w środku.

    Tekst i fot. Marek Perzyński © wszelkie prawa zastrzeżone

  • U Gruzina, męża posągowej Skowrońskiej

    U Gruzina, męża posągowej Skowrońskiej

    We Wrocławiu jest kilka gruzińskich restauracji, z których połowę prowadzą… Ukraińcy. Z tego wniosek, że bardziej opłaca się im promować kuchnię obcą niż rodzimą. Gruzińska kuchnia to marka powszechnie znana. Giorgi Kartvelishvili, który jest Gruzinem z krwi i kości, otworzył właśnie we Wrocławiu trzeci punkt gastronomiczny „U Gruzina”. Tym razem to restauracja w słynnym ciągu usługowym pod nasypem kolejowym przy ul. Bogusławskiego, w pobliżu Teatru Polskiego.

    Teatr Polski jest tu istotny, bo Giorgi Kartvelishvili jest mężem posągowej Skowrońskiej. Chodzi o Agatę Skowrońską, znakomitą aktorkę Polskiego, o sylwetce, jak grecki posąg. Role dramatyczne są jej wręcz dedykowane. Od 24 listopada br. można oglądać ją w „Ryszardzie III” Szekspira.

    Kuchnia ma w sobie coś z teatru. Jest w niej jakaś magia. Trzeba gotować z sercem. Jak gruzińska obsada restauracji „U Gruzina”. W ofercie są m.in. chaczapuri mchliani (placek faszerowany z serem i szpinakiem) w cenie 15,90 zł i chinkali (na zdjęciu), czyli pierożki w formie sakiewki z mięsem wołowym (4 zł). Chinkali wypełnione jest rosołem, zatem jedzenie go widelcem nie jest praktyczne. Najlepiej wziąć je po prostu w ręce, odwrócić, nadgryźć i wyssać rosół. Pozostaje skonsumować wołowię. Jest doskonale przyprawiona. Toż to gruzińskie niebo w gębie.

    Gruzja jest nam, Polakom, bliska z wielu powodów. Kochamy wolność i potrafimy się o nią bić. Ponadto równie bliskie są nam rodzina i tradycja. No i jesteśmy gościnni. Szkoda, że geograficznie to kraj daleki. Jak bardzo, pokazuje mapa na ścianie „U Gruzina”.

    Tekst i fot. Marek Perzyński © ®

  • Porozmawiajmy o czystym powietrzu. Bo nawet wrocławskie krasnale się duszą

    Porozmawiajmy o czystym powietrzu. Bo nawet wrocławskie krasnale się duszą

    Wrocławskie krasnoludki ubrały maseczki przeciwpyłowe i wzięły do ręki transparenty nawołujące do walki ze smogiem. Ale łatwiej byłoby chyba poradzić sobie ze smokiem.. Rezygnacja z tradycyjnych metod opalania pieców jest dla uboższych wrocławian nie do przejścia. – Na opalanie domu gazem nas nie stać – twierdzą. Rozwiązania trzeba jednak szukać, bo są miejsca, gdzie nie ma czym oddychać. A smog zabija.

    Jest okazja – Dzień Czystego Powietrza (14 listopada). W Oratorium Marianum (gmach główny Uniwersytetu Wrocławskiego) zaplanowano otwarty panel dyskusyjny „Porozmawiajmy o czystym powietrzu”. Wśród tematów:
    – źródła i przyczyny zanieczyszczenia powietrza
    – wpływ zachowań ludzi na jakość powietrza
    – badania, pomiary i modelowanie jakości powietrza
    – informacja o stanie czystości powietrza
    – jakość powietrza a zdrowie człowieka
    – uciążliwości odorowe, a zanieczyszczenie/jakość powietrza
    – świadomość mieszkańców
    – ogrzewanie mieszkań, a jakość powietrza
    – planowanie przestrzenne, a jakość powietrza
    – nowe kierunki działań

    Udział zapowiedzieli m.in. rektor Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Adam Jezierski, prof. Krzysztof Migała z Uniwersytetu Wrocławskiego, dr hab. n. med. Tomasz Zatoński z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu i dr Maciej Zathey z Instytutu Rozwoju Terytorialnego.

    W tym czasie przed uniwersytetem obok fontanny „Szermierz” zaplanowano pokaz wykorzystania dymomierzy i analizatorów spalin przez Straż Miejską Wrocławia oraz będzie można zajrzeć do samochodu elektrycznego wraz z mobilną stacją pomiarową jakości powietrza.
    Panel zorganizowali: Uniwersytet Wrocławski, Urząd Miejski Wrocławia oraz Instytut Studiów Miejskich.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©

  • Prof. Wojciech Witkiewicz – wybitny chirurg i po prostu dobry człowiek, a od 15 listopada 2017 r. również doktor honoris causa Politechniki Wrocławskiej

    Prof. Wojciech Witkiewicz – wybitny chirurg i po prostu dobry człowiek, a od 15 listopada 2017 r. również doktor honoris causa Politechniki Wrocławskiej

    Prof. Wojciech Witkiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu, został kolejnym doktorem honoris causa Politechniki Wrocławskiej. Wręczenie tytułu to główny punkt święta tej uczelni przypadającego 15 listopada, na pamiątkę wygłoszenia tego dnia w 1945 r. przez prof. Kazimierza Idaszewskiego pierwszego wykładu na Politechnice Wrocławskiej w jej powojennych dziejach.

    Święto Politechniki Wrocławskiej obchodzone jest od 1984 r. 15 listopada to również we Wrocławiu Święto Nauki.

    Kadra naukowa przybyła do Wrocławia ze Lwowa, który zaanektował Związek Sowiecki. Nieprzypadkowo więc na terenie Politechniki Wrocławskiej (skwer prof. Kazimierza Idaszewskiego) stanął Pomnik Martyrologii Profesorów Lwowskich. Złożenie pod nim kwiatów jest jednym z punktów obchodów święta tej uczelni.

    Uroczystość nadania doktoratu honoris causa Politechniki Wrocławskiej odbyła się w auli gmachu głównego. Przybył m.in. kardynał Henryk Gulbinowicz, metropolita wrocławski senior. 

    Warto zaznaczyć, że prof. Witkiewicz jest niezwykle cenionym chirurgiem, a przy tym doskonałym organizatorem – kierowany przez niego szpital zaliczany jest do najlepiej prowadzonych w regionie. Ma status jednostki badawczej. Prof. Witkiewicz znany jest jednak głównie z tego, że widzi nie „przypadek medyczny”, ale po prostu człowieka i jego problem, któremu stara się zaradzić. To zaleta, którą dostrzegł u prof. Witkiewicza nawet papież i nadał mu order św. Sylwestra. Jest to jednoznaczne z podniesieniem do stanu szlacheckiego.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©

  • Gaszą i… budzą zazdrość

    Strażacy – bronią, chronią, gaszą, przeciwdziałają i budzą… zazdrość, bo taki stopień zaufania społecznego, jakim się cieszą, chciałyby mieć inne formacje mundurowe, choćby policja. Tegoroczne obchody święta niepodległości Polski z akcentem strażackim na Dolnym Śląsku odbyły się 10 listopada w urzędzie wojewódzkim we Wrocławiu i miały szczególnie podniosły charakter.

    Przybyło dwóch ministrów, wojewoda, szefostwo policji i regionalny dyrektor lasów państwowych. Wręczono akty nominacyjne nowym komendantom, awanse i odznaczenia. Przypomniano, że strażacy na równi z wojskiem stanęli w obronie polskich granic w 1939 r. i podzielili na wschodzie ten sam los, którym agresor zgotował polskim wojskowym i policjantom.

    Tekst i fot. Marek Perzyński