Kategoria: Edukacja regionalna

  • Promocja ze smakiem

    Prawdziwą promocję ze smakiem zgotowała dzisiaj (2 października) we Wrocławiu spółka podległa marszałkowi Dolnego Śląska „Dolnośląskie Produkty Regionalne”.

    Sery, miody, wędliny, soki z aronii, przetwory ze Ścinawy, cukierki ze Świebodzic, znakomicie gasząca pragnienie woda mineralna ze Szczawna-Zdroju – region dolnośląski ma wiele do zaoferowania i powinniśmy się tym chwalić. Przy okazji powinniśmy zadać sobie pytanie, jak definiować pojęcie „kuchnia dolnośląska”, skoro po II wojnie światowej osiedli na Dolnym Śląsku Polacy z wszystkich regionów  i przynieśli w swym bagażu osadniczym swe lokalne tradycje kulinarne – mówiła podczas konferencji towarzyszącej wydarzeniu Małgorzata Szumska, autorka książek, podróżniczka, córka właścicielki podziemnej trasy turystycznej w dawnej kopalni złota w Złotym Stoku, słynnej Elżbiety Szumskiej.

    Kuchnia to ważny komponent tożsamości lokalnej i egzotyki, której poszukują turyści. Dolny Śląsk to region regionów, trudno go wciąż jednoznacznie zdefiniować. Jest jeszcze za wcześnie, aby to zrobić. Musimy na to poczekać jeszcze ze sto lat.

    O meandrach kuchni dolnośląskiej mówiła Małgorzata Szumska ze Złotego Stoku.

    Tekst i fot. Marek Perzyński 

  • „Od Piastów do Hohenzollernów. Zamki i pałace na Dolnym Śląsku”. Najnowsza książka Marka Perzyńskiego

    „Od Piastów do Hohenzollernów. Zamki i pałace na Dolnym Śląsku”. Najnowsza książka Marka Perzyńskiego

    Imponujący  łańcuch zamków obronnych w Sudetach to część dziedzictwa Piastów, pierwszej historycznej polskiej dynastii. Z czasem Dolny Śląsk zaczął przynależeć do Królestwa Czech, które było częścią Rzeszy Niemieckiej, ale Piastowie śląscy książętami Rzeszy nigdy nie byli, w odróżnieniu do np. Podiebradów oleśnickich. Piastowie kierowali się własnościowym prawem polskim, podkreślali, że są na Śląsku „od zawsze” i otrzymali przywileje od polskiego władcy, co musiał uznać nawet cesarz. W czasach reformacji odegrali ogromną rolę w Europie. Fryderyk II, książę legnicko-brzesko-wołowski, doprowadził do hołdu pruskiego, a jego syn, Jerzy II, przebudował zamek w Brzegu na tak wspaniałą rezydencję, że nazwano ją śląskim Wawelem. Renesansową bramę tego zamku nieprzypadkowo zdobi wizerunek pierwszego Piasta. To dzieło z kodem. Piastowskie zamki można oglądać również m.in. w Legnicy, Wołowie, Chojnowie i na powulkanicznym stożku koło Złotoryi, w Grodźcu. To zamek turniejowy Piastów, z którym związany jest słynny zamek Książ. Zachowała się w nim Sala Grodźca. W jakich okolicznościach powstała, przeczytacie w tym przewodniku. Dowiecie się też, gdzie na Dolnym Śląsku można zobaczyć bibliotekę łańcuchową, unikalny zegar figuralny z przedstawieniem Śmierci odmierzającej czas kosą, zachwycające metalowe książęce sarkofagi i gdzie szukać krajobrazu idealnego, który jest wspólnym dziełem przyrody i arystokracji, m.in. króla z dynastii Hohenzollernów.              

  • „Chemia śmierci”. Nieznane fakty z przeszłości Brzegu Dolnego. Spotkanie z autorem książki w Wołowie

    „Chemia śmierci”. Nieznane fakty z przeszłości Brzegu Dolnego. Spotkanie z autorem książki w Wołowie

    Tomasz Bonek, pochodzący z Wołowa dziennikarz i pisarz, napisał książkę „Chemia śmierci” o tym, co działo się podczas II wojny światowej w zakładach chemicznych w obecnym Brzegu Dolnym. Spotkanie z nim, zorganizowane 28 lipca z inicjatywy Rafała Zająca, dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wołowie, spotkało się z ogromnym zainteresowaniem nie tylko wołowian. Pytano m.in. dlaczego niewiele mówi się o losie więźniów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, których wykorzystywano w zakładach.

    Więźniowie pracowali przy produkcji gazów bojowych. Na ogół nie wiedzieli, gdzie trafiają. Przeżywali na ogół najwyżej trzy miesiące. Tych, którzy ocaleli, esesmani wyprowadzili w marszu śmierci. Wielu zamordowano w Środzie Śląskiej. Po II wojnie światowej zakłady zmieniły profil produkcji i zaczęły nosić nazwę „Rokita”. Więźniów upamiętniono inskrypcją na głazie, który przeniesiono przed zakład z polnej drogi, a pierwotnie upamiętniał dojście Hitlera do władzy. Jak na ogrom zbrodni i cierpienia ludzi to skromny pomnik – stwierdzili zgodnie uczestnicy spotkania autorskiego z Tomaszem Bonkiem. Padło pytanie, dlaczego tak się dzieje?

    Według autora książki, ludzie przeżyli ogromną traumę w czasie wojny i chcieli już tylko spokojnie żyć. Po drugie, celem zakładów jest produkcja, kwestie ogólnospołeczne nie są dla nich priorytetem. Dzieje się tak powszechnie. Mimo tego trudno pogodzić się z faktem, że po 1945 r.  światowe mocarstwa i niektóre koncerny wykorzystały do wzmocnienia swej pozycji biznesowej  i strategicznej specjalistów, którzy wcześniej byli na usługach Hitlera.

    Echo II wojny światowej odzywa się wciąż nie tylko w Brzegu Dolnym. Wielu z tych, którzy trafili po II wojnie światowej na tzw. ziemie odzyskanie, wspomina swe domy rodzinne na Kresach Wschodnich Polski. Zmuszeni zostali do ich opuszczenia w wyniku przesunięcia granic i mordów dokonywanych masowo przez ukraińskich nacjonalistów na bezbronnej ludności polskiej. Mordowali okrutnie, tak, by wywołać strach. Wielu osobom towarzyszy on do dziś. O tym, co przeżyli, nie chcą mówić nawet najbliższym.

    Tomasz Bonek jest autorem kilku książek, mających formę reportażu. Poprzednie poświęcił m.in. skarbowi średzkiemu i tajemnicom Lubiąża. Spotkanie autorskie zaplanowano w kawiarni letniej „Fraszka”, którą biblioteka publiczna zorganizowała – jako miejsce letniego wytchnienia – przy nowo zaaranżowanym przestrzennie basenie miejskim. Deszczowa pogoda wymusiła przeniesienie spotkania do sąsiedniej zadaszonej kawiarni.

    Na zdjęciu: spotkanie z Tomaszem Bonkiem (z lewej) poprowadził dyrektor biblioteki wołowskiej, Rafał Zając.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (46): Maciej Nejman

    Encyklopedia Dolnoślązaka (46): Maciej Nejman

    Nejman Maciej (ur. 14.01.1967 r. Wołów) samorządowiec, działacz społeczny i polityczny, popularyzator historii ziemi wołowskiej, zwłaszcza Lubiąża, którego jest rodowitym mieszkańcem. W latach 2006-2010 i 2014-2018 starosta wołowski, a 2010-2014 zastępca burmistrza Wołowa. Radny powiatu wołowskiego (od 2002 r.), obecnie dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Wołowie. Wg „Kuriera Gmin” jest jedną z 50. najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim: „Jego doświadczenie bycia w lokalnej polityce na najwyższych stanowiskach – od zastępcy burmistrza Wołowa po starostę – daje mu mandat zaufania w sprawach służby zdrowia czy społecznych” [1, s. 7]. W latach 2020-2021 odbudowano z jego inicjatywy w Lasku św. Jadwigi w Lubiążu zniszczone po II wojnie światowej kaplice kalwarii jadwiżańskiej. W 1994 r. współzałożył Młodzieżowy Klub Sportowy „Odra” w Lubiążu i był w latach 2004-2010 jego prezesem. Od 2001 r. jest członkiem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. W 2003 r. z jego inicjatywy powstało Stowarzyszenie Lubiąż, którego stał się współzałożycielem i w latach 2003-2006 prezesem. W 2020 r. został nim ponownie. W latach 2008-2015 był wiceprezesem Stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania „Kraina Łęgów Odrzańskich”. Za zasługi otrzymał: Medal „Pro Memoria” (2010 r.), Krzyż Czynu Zbrojnego Polskiej Samoobrony na Kresach Wschodnich RP (2015 r.), brązowy Medal za Zasługi dla Pożarnictwa (2016 r.), brązowy Medal za Zasługi dla Policji (2017 r.), Odznaczenie Pamiątkowe Za Zasługi dla Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej (2017 r.), a decyzją Zarządu Związku Powiatów Polskich w 2018 r. tytuł „Samorządowca 20-lecia”. Wykształcenie: absolwent studiów filozoficzno-teologicznych na Papieskim Fakultecie Teologicznym we Wrocławiu i licznych studiów podyplomowych, m.in.: geografia (Uniwersytet Wrocławski); Organizacja i Zarządzanie Placówką Oświatową (Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu; Resocjalizacja (Wałbrzyska Wyższa Szkoła Zarządzania i Przedsiębiorczości) oraz MBA w Administracji Publicznej (Wyższa Szkoła Handlowa we Wrocławiu).

    [1] mr: Oto 50 najbardziej wpływowych osób w powiecie wołowskim, Tygodnik powiatu wołowskiego „Kurier Gmin”, nr 1(1549), 7.01.2021.

    Na zdjęciu: Maciej Nejman przed zamkiem w Wołowie.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©

  • Wołów – kalendarium

    Wołów – kalendarium

    1157 wzniesienie drewnianego zamku przez księcia Władysława Wygnańca [3, s. 946].

    1202 najdawniejsza wzmianka o osadach, nieopodal których lokowano potem miasto Wołów: Starym Wołowie i Krzywym Wołowie. Stary Wołów wyrósł w pobliżu rozwidlenia dróg do Lubiąża i Głogowa, miejscu dogodnym do organizowania spędu bydła i handlu nim. Jeszcze bliżej tego rozwidlenia lokowano Krzywy Wołów [2, s. 73].

    ok. 1285 lokacja miasta Wołowa. Lokowane zostało na prawie magdeburskim [3, s. 459], a proces ten przeprowadzono prawdopodobnie na zlecenie księcia Przemka ścinawskiego. Wołów założono na surowym korzeniu, musiano więc zwerbować osadników, których na Śląsk sprowadzano z Zachodu, zachęcając przywilejami. Lokację przeprowadził tzw. lokator (zwany zasadźcą). W zamian otrzymał funkcję wójta, z czym wiązały się znaczne dochody [2, s. 80-82].

    1292 – książę Henryk III, kolejny pan Wołowa, wystawił dokument potwierdzający prawa wójta przyznane mu jako zasadźcy, a przy tym wyraził ubolewanie, że z powodu niedbalstwa poprzedniego wójta dokument lokacyjny zaginął [2, s. 81].

    1327 – Wołów opuścił książę Konrad I oleśnicki, do którego trafił na wygnanie po odebraniu mu księstwa przez księcia brzeskiego, Bolesława III. Przebywał na wygnaniu w Wołowie sześć lat [1, s. 459].

    1. poł. XV w. – Wołów obwarowano murami miejskimi [1, s. 459].

    1464 – wzniesiono ratusz, potem wielokrotnie odbudowywany i rozbudowywany [1, s. 459]. Wciąż jest siedzibą władz miejskich.

    1492 po śmierci Karola Białego, ostatniego piastowskiego księcia głogowsko-oleśnickiego, Wołów przeszedł pod zwierzchnictwo Korony Czeskiej [1, s. 459].

    pocz. XVI w. początek działalności w Wołowie mennicy książęcej [1, s. 459].

    1653 panem Wołowa został Krystian, syn księcia legnicko-brzeskiego Rudolfa, który ustanowił samodzielne księstwo wołowskie [1, s. 459].

    1672 po śmierci księcia Krystiana księstwo wołowskie odziedziczył książę piastowski, Jerzy Wilhelm [1, s. 459].

    1675 śmierć księcia Jerzego Wilhelma. Zmarł w Legnicy. Na nim dynastia Piastów śląskich wymarła [1, s. 459],

    1.07.1781 – wielki pożar Wołowa. Spłonęło niemal całe miasto. W wyniku odbudowy (z funduszy królewskich i zbiórki publicznej) zmieniło zasadniczo wygląd. Zabudowane zostało murowanymi domami krytymi dachówkami, poza kilkoma wyjątkami. Jedynie na przedmieściach budowano nadal domy z drewna, gliny i kryte gontem [2, s. 256-257].

    po 1781 i po wojnach napoleońskich rozebrano większość murów miejskich, a także zasypano fosy, co umożliwiło rozwój przestrzenny miasta [1, s. 459].

    1945 w czasie walk o Wołów uległo zniszczeniu 70 proc. substancji miasta, w tym wiele cennych obiektów historycznych [1, s. 459]. Po zakończeniu wojny Dolny Śląsk, w tym Wołów, powrócił w granice Polski.

    [1] Janusz Czerwiński: Dolny Śląsk. Przewodnik, Wydawnictwo Kartograficzne EKO-GRAF Sp. z o. o., Wrocław 2009.

    [2] Edward Czapiewski, Rafał Nowakowski (red.): Wołów historia miasta, Wydawnictwo Chronicon, Wrocław 2019.

    [3] Praca zbiorowa: Zabytki sztuki w Polsce. Śląsk, Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków, Warszawa 2006.

    Na zdjęciu: fragment murów miejskich.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©

  • Ślęża. Niepełnosprawny wózkiem na Świętą Górę Ślązaków nie wjedzie, bo nie ma jak

    Ślęża to popularny cel wycieczek, ale osoby niepełnosprawne nie mają szans na nią dotrzeć. Jedyna droga, którą byliby w stanie pokonać, jest w fatalnym stanie. To ewidentny przejaw wykluczenia społecznego. Na osobach decyzyjnych nie robi wrażenia jednak nawet fakt, że idąc na Ślężę można wyzionąć ducha, gdyż karetka po tak złej drodze na górę nie wjedzie. Przekonano się o tym, gdy na trasie na Ślężę umierał człowiek. Nie doczekał się pomocy.

    O sytuacji na Ślęży dyskutowano w pierwszej połowie 2020 r. w siedzibie Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu z udziałem m.in. burmistrza Sobótki, przedstawiciela Lasów Państwowych, parafii w Sulistrowicach, PTTK, służby ochrony zabytków, dyrekcji parków krajobrazowych, a nawet biura poselskiego pani poseł Soin. Było o czym mówić, bo w weekendy Ślęża jest oblegana, co powoduje szereg problemów. Jeden z urzędników wysunął absurdalny pomysł, by na szlakach postawić… szlabany. Pokazuje to sposób myślenia osób odpowiedzialnych za ruch turystyczny i ochronę przyrody. Gór nie da się jednak zamknąć na kłódkę, ponadto Ślęża to góra-symbol. Nazywana jest Świętą Górą Ślązaków, od niej nazwę wziął Śląsk, na stoku i szczycie usytuowane są prehistoryczne rzeźby kultowe i kultowe źródełka. Zmasowany ruch turystyczny na Ślęży warto byłoby więc wykorzystać do edukacji regionalnej, ale próżno szukać przy trasie tablic edukacyjnych z odpowiednimi treściami. Próżno szukać też cywilizowanej toalety na szczycie, musi wystarczyć sławojka, czyli otwór w desce, ale korzystają z niej generalnie desperaci. Można odnieść wrażenie, że ten, kto wchodzi na Ślężę, czyni to na własne ryzyko. Brakiem cywilizowanej toalety i złą drogą próbuje się zniechęcić turystów do wejścia na szczyt, ale nie tędy droga. Turyści wędrowali i wędrować będą na Ślężę, bo nie dostają wiedzy, że w Masywie Ślęży jest wiele innych ciekawych miejsc wartych zobaczenia niż tylko szczyt Ślęży. Wciąż nie podjęto jednak żadnych widocznych działań, by zdywersyfikować ruch turystyczny. Wydaje się, że jedynym działaniem, by zmniejszyć ruch turystyczny, jest utrzymywana w złym stanie droga leśna z Przełęczy Tąpadła na szczyt Ślęży. Tyle że w ten sposób wyeliminowano jedynie osoby niepełnosprawne. Takie rzeczy tylko w Polsce, kraju członkowskim Unii Europejskiej, która walczy z wykluczeniem społecznym.

    Anna Kurek-Perzyńska

  • Spacer w koronach… drzew. Nauka przez rozrywkę po czeskiej stronie Karkonoszy

    Spacer w koronach… drzew. Nauka przez rozrywkę po czeskiej stronie Karkonoszy

    Po czeskiej stronie Karkonoszy – niedaleko granicy z Polską – można odbyć ekscytujący spacer w… koronach drzew.

    Do przypominającej korkociąg wieży widokowej, według leśników mającej kształt kielichu goryczki – kwiatu typowego dla Karkonoszy, jest tylko ok. kilometr od rogatek Jańskich Łaźni, jedynego w czeskich Karkonoszach uzdrowiska z wodami termalnymi. Platforma widokowa usytuowana jest na wysokości aż 45,5 m, ale kąt nachylenia prowadzącej na górę ścieżki wynosi zaledwie 6 procent, więc dotrzeć na nią może nawet osoba poruszająca się na wózku inwalidzkim.

    W lesie nawet śmierć ma sens

    Rozmieszczone na wieży lunety skierowane są na miejsca, które pokazują np. organizmy powodujące zamieranie drzewa, ale nawet drzewo martwe – jak przekonują leśnicy – jest nieodzownym elementem lasu. Tablice informacyjne, możliwość rozwiązania na każdym przystanku ścieżki quizu, interaktywne stanowiska przybliżające świat roślin i zwierząt Karkonoskiego Parku Narodowego (jak na przykład stojące na koronie wieży kołowrot, po zakręceniu którego wskaźnik zatrzymuje się na wizerunku ptaka, a z głośnika płynie jego głos) – w ten sposób prowadzona nauka z pewnością nie pójdzie w las.

    Szaleńcza jazda w rurze

    Są miejsca, w których na ścieżce na wieży zamiast desek jest siatka, więc pod nogami otwiera się przepaść, ale – dzięki alternatywnemu przebiegowi ścieżki – można miejsca te ominąć. W sumie na ścieżce są trzy miejsca adrenalinowe. Powrót z liczącej 2 180 m długości ścieżki może być błyskawiczy – za niewielką, dodatkową opłatą (50 koron), można z platformy widokowej zjechać w dół metalową rynną. Pod tyłek dają podkładkę filcową. W zjeżdżalni są otwory, więc nikomu nie robi się ciemno w oczach, ale wsiąść się nie odważyłem. Wierzę na słowo, że wrażenie jest ekscytujące.

    Zejdź pod ziemię na naukę

    Organizatorzy ścieżki reklamują ją pod hasłem “Poznaj Karkonosze z innej perspektywy. Od korzeni po korony drzew”, ponieważ oprócz przechadzki w koronach drzew można przekonać się, jak jest w ziemi, a to dzięki specjalnej podziemnej ekspozycji. Przybliża ona rolę gleby w ekosystemie leśnym. “Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak pomalutku tworzy się gleba? Albo ile wody może się w niej zmieścić? A jak czuje się gleba, gdy przejeżdża po niej ciężki traktor? Tutaj dowiesz się wszystkiego!” – zachęcają leśnicy do zejścia pod ziemię.

    Lew z Karkonoszy i najdroższe trociny świata

    W pobliżu wieży widokowej są restauracja, toalety i sklep z pamiątkami, w którym można kupić m.in. maskotkę… lwa. Bardziej z Karkonoszami kojarzy się nietoperz, którego też – jako przytulankę, można zabrać do domu. Prawdziwym hitem tego miejsca jest jednak woreczek z trocinami, którego właścicielem można stać się za równowartość kilkunastu złotych. Nic bardziej oryginalnego od dawna nie widziałem.

    Ten tekst czytasz dzięki miastu Świdnica, które od ponad 20 lat wspiera – z wzajemnością – czeskie miasto Trutnov w realizacji projektów unijnych mających podnieść jego atrakcyjność turystyczną. 10 i 11 wrzesnia 2019 r. odbyła się w Trutnovie – z udziałem polskiego partnera ze Świdnicy – konferencja “Turystyka dla rodzin z dziećmi” w ramach programu “Turystyka wspólna sprawa”. Drugiego dnia konferencji zaplanowano wyjazd studyjny, w ramach którego zaprezentowano m.in. ścieżkę w koronach drzew.

    Na zdjęciu:

    Śceżka w koronach drzew koło Jańskich Łaźni.

    Tekst i fot. Marek Perzyński ©®

    wszelkie prawa zastrzeżone

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (29): Wrocławski Dom Wydawniczy

    Wrocławski Dom Wydawniczy, wydawnictwo specjalizujące się w tematyce dolnośląskiej, aczkolwiek nie ogranicza się do tego regionu. Wydaje głównie przewodniki turystyczne dedykowane określonym obiektom lub miejscom, przewodniki zbeletryzowane, albumy edukacyjne i kwartalnik „Na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie” (również w wersji elektronicznej). Wrocławski Dom Wydawniczy wylansował serię autorską „Przewodnik dla dociekliwych”. Od 2000 r. wydał dotąd kilkadziesiąt publikacji autorstwa Anny Kurek-Perzyńskiej i Marka Perzyńskiego – w tym nagrodzone m.in. podczas wrocławskich targów książki „Silesiana”, organizowanych przez Bibliotekę Wojewódzką we Wrocławiu. Mocną stroną tytułów Wrocławskiego Domu Wydawniczego są – powstające w odpowiedzi na rynkowe zapotrzebowanie – teksty pisane żywym, nowoczesnym językiem. Spełniają ważną funkcję w obszarze edukacji regionalnej. Przybliżają zachodzące w lokalnych społecznościach procesy, miejscowe uwarunkowania, skomplikowaną historię Dolnego Śląska, uwrażliwiają na traktowanie dziedzictwa jako wartości. Odbiorcami publikacji Wrocławskiego Domu Wydawniczego są jednak nie tylko Dolnoślązacy. Dzięki ich dostępności m.in. w księgarniach, bibliotekach, zamkach i pałacach trafiają do szerokiego grona turystów, przyczyniając się do wzrostu ruchu turystycznego w wielu obiektach i na szlakach.

  • Wrocław. Ostatnia msza po polsku w Breslau – rocznica

    Wrocław. Ostatnia msza po polsku w Breslau – rocznica

    Przed kościołem św. Marcina na wrocławskim Ostrowie Tumskim znajdują się pamiątkowe płyty poświęcone Polonii wrocławskiej, przedstawiające m.in. rodło. Jest to stylizowany kontur Wisły, będący w okresie międzywojennym znakiem Polonii w Niemczech. Kościół św. Marcina służył wrocławskiej Polonii w latach 1921-1939. Ostatnie nabożeństwo po polsku odprawił w nim 17 września 1939 r. – w dniu napaści Związku Sowieckiego na Polskę i tym samym rozpoczęciu okupacji Polski wspólnie przez Niemców i Sowietów – pochodzący z Opola ks. Józef Sikora, a ostatni wpis w kościelnej księdze po polsku brzmiał:
    „I nie ustaniemy w walce, siłę słuszności mamy
    I mocą tej słuszności wytrwamy i wygramy”.

    16 września 2019 r. o godz. 11.00, w 80. rocznicę ostatniej mszy św. dla Polaków w ówczesnym Breslau, odprawiona zostanie w kościele św. Marcina msza św., po której nastąpi złożenie kwiatów pod tablicami upamiętniającymi Polonię wrocławską. Uroczystą oprawę zapewnią m.in. harcerze oraz poczty sztandarowe szkół imienia dawnej Polonii wrocławskiej: SP nr 25 im. Franciszka Juszczaka, SP nr 63 im. Anny Jasińskiej i Sportowa Szkoła Podstawowa nr 72 im. Władka Zarembowicza.

    Tekst i fot: Marek Perzyński © ®

  • Proboszcz Roku

    Proboszcz Roku

    Najlepsza emerytura to pod ziemię nura – odpowiada ze śmiechem ks. dr Ryszard Staszak, proboszcz w Sulistrowicach koło Wrocławia, na sugestię, żeby ograniczył aktywność, bo czas, aby coś “na leki” odłożyć. Mieszkańcy archidiecezji wrocławskiej przyznali mu tytuł Proboszcza Roku.

    Statuetkę wręczył 24 czerwca 2019 r. – w święto miasta Wrocławia i archikatedry wrocławskiej – osobiście metropolita wrocławski, ks. dr Józef Kupny. Uroczystość odbyła się w archikatedrze pod koniec Mszy św., sprawowanej za miasto Wrocław. W stallach zasiedli m.in. biskupi – w tym sufragan legnicki Marek Mendyk i ordynariusz świdnicki Ignacy Dec – oraz prezydent Wrocławia, Jacek Sutryk, dzierżąc na piersiach atrybut władzy – okazały łańcuch z herbem miasta. Obecny był też Andrzej Jaroch – przewodniczący Sejmiku Województwa Dolnośląskiego.

    Ks. Staszak odbudował kościół na szczycie Ślęży, zwanej świętą górą Ślązaków. W kościele był ogromny dół, bo posadzkę zerwali archeolodzy – niszcząc bezpowrotnie piaskowcowe płyty podłogowe i ambonę. Zniknął też kuty żyrandol. W takim stanie świątynia pozostała na długie lata, chyląc się ku upadkowi, tak, jakby komuś zależało, by chrześcijańska świątynia zniknęła ze Ślęży – miejsca szczególnego dla śląskiej kultury. Władze Sobótki wszczęły alarm, ówczesny metropolita wrocławski, abp Marian Gołębiewski, zwrócił się do ks. Staszaka o zajęcie się kościołem na Ślęży. Ten nie odmówił, choć wchodził w wiek emerytalny. Zbudował m.in. kaplicę w Sulistrowiczkach, która stała się miejscem pielgrzymkowym, a obecny metropolita – abp Józef Kupny – podniósł ją do rangi sanktuarium. Ma zatem doświadczenie w prowadzeniu budów. Nie miał tylko jednego – pieniędzy na remont kościoła na Ślęży. Z tym też sobie poradził. Msze św. na Ślęży zaczął odprawiać na schodach kościoła, niezrażony tym, że kilka kroków dalej palono ogniska i pieczono kiełbaski przez osoby odwrócone plecami do ołtarza. Ks. Staszak zawsze witał wszystkich – także tych przy ogniskach.

    Wielokrotnie próbowano ks. Staszaka zastraszyć. Gdy jechał na Ślężę, przy drodze spotykał takich, którzy układali dłonie na znak diabelskich rogów i syczeli, a bywało, że na drodze natrafiał na kamienie, które mogły uszkodzić auto. Co więcej, próbowano podpalić kaplicę w Sulistrowiczkach, rzucano na ks. Staszaka obelgi i groźby w Internecie, słano donosy do kurii. Ks. Staszak wszystko przetrzymał.

    – Nie wiem, czy zdołałbym sobie poradzić, gdyby nie wsparcie księdza arcybiskupa Józefa Kupnego – mówi dziś.

    Kościół na Ślęży po remoncie znów – podobnie jak przed wiekami – jest miejscem kultu i kultury. Wkrótce u stóp kościoła stanie pomnik księcia piastowskiego Bolka II Małego, dla którego wzorem jest tumba nagrobna tegoż księcia w mauzoleum w Krzeszowie. Ks. Bolko – ostatni książę śląski, który – jak pisał Długosz – do końca stał przy Polsce – zbudował na szczycie Ślęży zamek, na podwalinach którego zbudowano kościół. Ks. Staszak wyeksponował relikty zamku, uczy historii, umiłowania ziemi rodzinnej. Parafianie i turyści uwielbiają jego poczucie humoru, cenią za odwagę i otwartość. On zaś ma jeszcze jedno marzenie – chciałby, aby przy kościele na Ślęży powstało muzeum.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Śladami Czerwonego Barona w Świdnicy

    Śladami Czerwonego Barona w Świdnicy

    W Parku Sikorskiego w Świdnicy można zobaczyć od wiosny 2019 r. wierną replikę samolotu Czerwonego Barona, czyli barona Manfreda von Richthofen, asa lotnictwa I wojny światowej. Przez lata próbę wykorzystania Richthofena do promocji Świdnicy torpedowano. Argumentowano, że nie wypada, aby polskie miasto reklamowało się przy pomocy niemieckiego żołnierza.

    Zmienił się jednak prezydent miasta i podejście do wielu spraw. Richthofenowi nikt już wprawdzie w Świdnicy hołdów nie składa, ale zrozumiano wreszcie, że jego historia może być kolejnym wabikiem, który ściągnie do miasta turystów. Zorganizowano wystawy plenerowe – w wieży ratuszowej i w parku Sikorskiego oraz wykonano replikę Fokkera Dr 1 – identycznego samolotu, którym latał Richthofen. Oczywiście, pomalowany jest na czerwono – bo na taki kolor przemalował Rochtohefen swój samolot bojowy, zyskując przydomek Czerwonego Barona. Zginął w walce, ale żyje w legendzie. Do 1945 r. cieszył się w Świdnicy niemal kultem. W jego domu rodzinnym obok parku Sikorskiego było muzeum, po którym nie ma śladu – eksponaty wywieźli prawdopodobnie w 1945 r. Sowieci. Obecnie jest to wielorodzinny budynek mieszkalny, ale w ogrodzie zachował się poświęcony Czerwonemu Baronowi przedwojenny pamiątkowy głaz. Obok miejscowy pasjonat historii wmurował polską płytę pamiątkową. W wieży ratuszowej można przekonać się, jak mocno legenda Czerwonego Barona wykorzystywana jest we współczesnej popkulturze i marketingu. Władze Świdnicy, które też chcą z tego tortu wykroić spory kawałek, zachęcają do komercjalizacji pomysłu – w Informacji Turystycznej w Rynku można już kupić m.in. okolicznościowy znaczek turystyczny z wizerunkiem samolotu Czerwonego Barona, jego rodzinnej willi w Świdnicy i takie gadżety, jak samoloty, mapki, magnesy, kubki, koszulki, pocztówki.

    Replika samolotu kosztowała 47 500 złotych, z czego miasto wyłożyło tylko ok. 4 700 zł, ponieważ 85% to dofinansowanie unijne i 5% środki krajowe. Powstała w ramach projektu „Odlotowe miasta – Świdnica i Trutnov” ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego Programu Współpracy Transgranicznej 2014 -2020 INTERREG V-A Republika Czeska – Polska i budżetu państwa za pośrednictwem Euroregionu Glacensis.

    Na zdjęciu:

    7 czerwca 2019 r. replikę samolotu w Świdnicy obejrzała grupa czeskich dziennikarzy, w ramach wyjazdu studyjnego po Dolnym Śląsku, zorganizowanego przez Dolnośląską Organizację Turystyczną w ramach projektu „Wspólne Dziedzictwo” finansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Interreg VA Republika Czeska – Polska.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (20): Lenné Peter Joseph

    Peter Joseph Lenné (ur. 1789 – zm. 1866), wybitny architekt krajobrazu, posiłkując się koncepcjami urbanistycznymi przy kształtowaniu i wzbogacaniu założeń parkowych (m.in. w Berlinie) stworzył podstawy nowoczesnego zawodu architekta krajobrazu. Od 1824 r. królewsko-pruski dyrektor ogrodów w Poczdamie-Sanssouci. Zaprojektował szereg parków przyzamkowych i ogrodów przy posiadłościach ziemskich. W Kotlinie Jeleniogórskiej wykonał projekty parków w Mysłakowicach i Wojanowie, a przy wielu innych na etapie projektowania służył radą [1, s. 63, 188].

    Marek Perzyński

    Literatura:

    [1] Arne Franke: Śląskie Elizjum. Zamki, pałace, dwory i parki w Kotlinie Jeleniogórskiej, Deutsches Kulturforum östliches Europa e.V., Potsdam 2004.

  • Ślęża (718 m n.p.m.): tłumy na sylwestrowej mszy św., fajerwerki i… człowiek-choinka

    Ślęża (718 m n.p.m.): tłumy na sylwestrowej mszy św., fajerwerki i… człowiek-choinka

    Punktualnie o północy na wieży kościoła na Ślęży zabił dzwon, a wokół strzelały fajerwerki. W przedsionku kościoła strzelały zaś korki od szampana, gospodyni proboszcza częstowała grochówką, kawą, herbatą i domowym ciastem. A przed chwilą zakończyła się msza święta, w której uczestniczył tak wielki tłum wiernych, że zajęte były nawet schody do kościoła i platforma widokowa.

    Ks. dr Ryszard Staszak, proboszcz, był wręcz uskrzydlony, widząc tak wiele osób, które postanowiły zakończyć rok 2017 i rozpocząć nowy 2018 w łączności z Najwyższym. Wraz z nim mszę św. celebrowali: ks. Stanisław Jóźwiak (proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego we Wrocławiu), ks. Marcin Milian (wikariusz parafii pw. NMP Matki Miłosierdzia w Oleśnicy), ks. Tobiasz Matkowski (pracownik Metropolitalnego Sądu Duchownego we Wrocławiu) i ks. Jakub Bartczak (wikariusz w parafii w Sulistrowicach, która obsługuje duszpastersko kościół na Ślęży).

    Pod koniec mszy św., w słowie do wiernych, ks. dr Staszak dziękował za pomoc w remoncie kościoła, opowiadał, co jeszcze warto zrobić na Ślęży, by miejsce to nabrało wymiaru edukacyjnego. – Bez Państwa pomocy nic bym tutaj nie zdziałał – mówił wzruszony.

    Przede wszystkim uratowano kościół, który groził zawaleniem w efekcie… prac archeologicznych. Owszem, odkryto fundamenty piastowskiego zamku, ale nikt nie kwapił się, by je wyeksponować przywracając jednocześnie świątynię do celów kultowych. Zrobił to dopiero ks. dr Staszak, przy wydatnej pomocy ks. dra Józefa Kupnego, arcybiskupa metropolity wrocławskiego. Jest to obecnie miejsce kultury i kultury. Odbywają się w nim regularnie koncerty, z czego korzystają wierni i turyści. Ks. Staszak na tym nie poprzestał. Zamierza otworzyć na Ślęży muzeum o historii tej niesamowitej góry.

    Ślęża w sylwestrową noc była oblężona. Wiele osób postanowiło przywitać nowy rok na jej szczycie korzystając z tego, że noc zapowiadała się ciepła i widoków nie przysłaniały chmury i mgły. Na polanie szczytowej zapłonęły niezliczone ogniska. Po drodze ze szczytu można było minąć człowieka-choinkę (owiniętego świecącymi elektrycznymi lampkami choinkowymi), człowieka bez butów (gdzieś po drodze je zgubił) i całe mnóstwo wędrowców zawianych, choć nie było zamieci. No, ale to jedyna taka noc w roku, więc różne rzeczy zdarzyć się mogą. Tyle tylko że czasami czeka potem pokuta. Ale to historia już na inną opowieść.

    Tekst i fot. Marek Perzyński

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (14): Zespół folklorystyczny „Czaplanki”

    Encyklopedia Dolnoślązaka (14): Zespół folklorystyczny „Czaplanki”

    Zespół folklorystyczny „Czaplanki” we wsi Czaple (gmina i parafia Pielgrzymka w powiecie złotoryjskim w diecezji legnickiej). Jego członkinie słyną z wypieków. Używają domowych kuchenek, a dawniej korzystały z poniemieckich pieców chlebowych. Na ogół były na wyposażeniu domów i dobrze służyły, ale z czasem uznano, że zajmują za dużo miejsca i je rozebrano. Wanda Kazek z zespołu „Czaplanki”: „Piec chlebowy, który był w moim domu, jednorazowo dawał sześć bochenków. Mama piekła chleby w koszykach wiklinowych, które nazywaliśmy opałkami”. Chleb pieczono z własnej mąki. Była z własnego zboża, które po zebraniu z pola wożono do okolicznych młynów w Uniejowicach, Pielgrzymce, Warcie Bolesławieckiej. Zdaniem „Czaplanek”, najlepsza mąka była z młyna w Uniejowicach. Zaznaczają, że „mąka mące nierówna, nie z każdej będzie dobry chleb”. Uczestniczą w dożynkach powiatowych i diecezjalnych, konkursach, pokazach. 29.06.2008 r. podczas „Śląskiego konkursu wypieku ciast i chleba”, z okazji Dni Krotoszyc, zaprezentowały m.in. chleb kwadratowy na zakwasie, okrągły na drożdżach, i wyroby cukiernicze, w tym ciasto biszkoptowe z masą i królewski makowiec. Działanie wspomógł sponsor, sołtys Sylwester Abramek, który razem z mieszkańcami Czapli założył Stowarzyszenie „Stara Szkoła” (siedzibę zlokalizowano w starej szkole) na rzecz dobra wspólnego, w tym zachowanie tradycji. Dzięki temu zorganizowano dla dzieci warsztaty pieczenia chleba. Dawniej taką wiedzę przekazywano w sposób naturalny, przechodziła z matki na córkę, obecnie nawet typowych dawniej na wsi czynności trzeba uczyć od podstaw, a zdaniem „Czaplanek” warto, bo „Co teraz się wymiętosi, to kiedyś urośnie”. Czaple nie były wsią typową. Wielu powojennych mieszkańców pracowało na kolei lub w kopalni w Iwinach (już nie istnieje), a przy tym uprawiało własne pole.

    Na zdjęciu:

    Zespół „Czaplanki”. Na drugim planie: sołtys Sylwester Abramek, 2008 r.

    Tekst i fot. Marek Perzyński © wszelkie prawa zastrzeżone

  • Encyklopedia Dolnoślązaka (13): Zespół śpiewaczy „Malwy” w Kuraszkowie

    Encyklopedia Dolnoślązaka (13): Zespół śpiewaczy „Malwy” w Kuraszkowie

    Zespół śpiewaczy „Malwy” w Kuraszkowie w gminie Oborniki Śląskie w powiecie trzebnickim, działa od 1964 r., wyłonił się spontanicznie z Koła Gospodyń Wiejskich po powrocie z dożynek w Trzebnicy, na których okazało się, że trzeba ośpiewać zgodnie z obyczajem wieniec. Liczy ponad 20 osób, w tym część występujących w nim od początku. Śpiewakom przygrywa diabeł i inne instrumenty: skrzypce i akordeon. Szefem organizacyjnym zespołu jest Jerzy Abrycki, który na spotkaniu z miłośnikami kultury tradycyjnej służy kartkami z przepisami na m.in. rożek wielkanocny, żur staropolski i kaszankę, obowiązkowe dania na wielkanocnym stole „Malw”. Kuraszków zasiedlony został po II wojnie światowej przez osadników z różnych stron Polski. Dominujące grupy przybyły z Wielunia w Łódzkiem i z Kieleckiego, ale żadna wsi kulturowo nie zdominowała, zatem zespół „Malwy” zmuszony zostały do stworzenia wspólnego kulturowego mianownika dla wszystkich swoich członków. W latach 70. XX w. za radą etnografów-muzealników inkorporował przedwojenny strój dolnośląski, którym posługiwali się Niemcy. Przyjął więc obcy wzorzec, jednak nie powinno być to przedmiotem krytyki, ponieważ pewne procesy kulturowe są nieuniknione i zdeterminowane lokalnymi uwarunkowaniami. Stroje uszyto z modnego wówczas bistoru i służą członkiniom zespołu do dzisiaj.

    Na zdjęciu:

    Zespół „Malwy” z Kuraszkowa z Arkadiuszem Poprawą (pierwszy z prawej), który w okresie, gdy zrobiono zdjęcie, był wicestarostą trzebnickim, a jesienią 2014 r. został burmistrzem Obornik Śląskich.

    Tekst i fot. Marek Perzyński © wszelkie prawa zastrzeżone