A sample text widget

Etiam pulvinar consectetur dolor sed malesuada. Ut convallis euismod dolor nec pretium. Nunc ut tristique massa.

Nam sodales mi vitae dolor ullamcorper et vulputate enim accumsan. Morbi orci magna, tincidunt vitae molestie nec, molestie at mi. Nulla nulla lorem, suscipit in posuere in, interdum non magna.

Osada Kresowa w Baszni Dolnej/Podkarpacie. Zobacz, jak Sobieski rozgromił czambuły tatarskie

Jan Sobieski jeszcze jako hetman wielki koronny broniąc kresów Rzeczypospolitej przed czambułami tatarskimi odniósł jedno ze spektakularnych zwycięstw w Niemirowie, o czym wciąż się w okolicy pamięta. Tyle że centrum pamięci o tym wydarzeniu przeniosło się w okolice Lubaczowa, gdyż Niemirów po 1945 r. zaanektowała Ukraina. W muzeum w Osadzie Kresowej w Baszni Dolnej – otwartej niedawno dzięki staraniom wójta gminy Lubaczów, Wiesława Kapela – można przekonać się, jak wielkie było to zwycięstwo i jak wielką chwałą okrył się Sobieski ratując rodaków. Jaką zaś trwogę budziły czambuły tureckie, świadczą do dziś ogromne obwarowania klasztorów w Jarosławiu i Leżajsku.

Tatarzy krymscy byli zmorą kresów wschodnich Rzeczypospolitej. Najeżdżali, grabili, mordowali w okrutny sposób, a kogo nie zabili – zabierali w jasyr. Ludzi sprzedawano, jak bydło – na targach niewolników. Tatarzy – uznający jurysdykcję sułtana tureckiego – realizowali część planu Stambułu, który postawił sobie za cel zdominowanie także Europy – w imię Allaha. Plany te pokrzyżował Sobieski pod Wiedniem, a wcześniej poprowadził szereg wypraw na czambuły tatarskie– w ramach wojny polsko-tureckiej w latach 1672-1676.

Jedna z takich wypraw – jedyna w rejonie Lubaczowa – miała miejsce w 1672 r. Z Krasnegostawu w rejonie Zamościa poprzez Narol, Cieszanów, Lubaczów, okolice Baszni Dolnej siły polskie dotarły w rejon Niemirowa. Sobieski rozgromił Tatarów, choć – jak opowiadają w muzeum w Kresowej Osadzie – było ich aż ok. 20 000, a naszych – znacznie mniej, bo tylko ok. 3 000. Owszem, wraz z polskim wojskiem pociągnęli na Tatarów chłopi, ale ich uzbrojenie nie gwarantowało przewagi militarnej. Sobieski postawił na zaskoczenie. Otoczył obóz wroga. Taka taktyka przyniosła sukces.

Wcześniej – podczas marszu na Niemirów – Sobieski zastosował system komuniku, co znaczy, że na jednego żołnierza przypadały dwa konie. Polegało to na tym, że jeśli husarz – dosiadający w pełnej zbroi konia – widział, że ten się zmęczył, przesiadał się od razu na drugiego wolno biegnącego konia, co przyspieszało wyprawę.

O tym, jak doszło do wypraw pod dowództwem Sobieskiego na czambuły tatarskie, pisze w książce “Sobiescy herbu Janina” Leszek Podhorodecki: “20 września oddziały tureckie stanęły pod Lwowem. Słabo przygotowane do obrony miasto wykupiło się sumą 80 tysięcy talarów. Dalsza droga w głąb Polski stała przed Turkami otworem, rozdarta bowiem wewnętrznie Rzeczpospolita nie była zdolna do żadnego oporu. 1 października przed wielkim wezyrem Fazyl Ahmedem paszą stanęli z odkrytymi głowami polscy komisarze. Zaczęły się rokowania o pokój. Tymczasem sułtan Mehmed IV spuścił ze smyczy swych Tatarów, którzy rozrzucili czambuły aż po Janów, Leżajsk, Przemyśl i Gołąb. Całe Podole stanęło w morzu ognia. Gdy komisarze polscy poczęli uskarżać się wezyrowi na grabieże ordy, ten rzekł tylko: Tak umie wojna! Dziękujcie Bogu i nam, że wojska tureckie i krymskie nie poszły za Wisłę!

Sobieski z braku sił nie podjął otwartej walki z armią turecką, postanowił więc przynajmniej zapobiec grabieżom tatarskim. Pod Krasnymstawem skoncentrował prawie trzy tysiące jazdy oraz dragonii i 5 października rozpoczął błyskawiczną akcję przeciw ordzie. Wkrótce przednia straż hetmana zniosła doszczętnie dwa niewielkie czambuły tatarskie. Mimo zmęczenia marszem i dwiema potyczkami, wojsko zbierało po drodze porzucony jasyr, w tym mnóstwo dzieci, które hetman kazał wsadzać na wozy i wieźć do Kałusza, gdzie dał im dom, żywność i wychowanie. Gonitwa za Tatarami trwała dalej. Pod Niemirowem jazda dopędziła większy oddział nieprzyjaciela, rozpędziła go i wyzwoliła tysiące jeńców. Niebawem doszło do dwóch nowych potyczek, również zwycięskich. W ciągu pierwszych trzech dni wyprawy jazda Sobieskiego przebyła 150 kilometrów i stoczyła pięć zwycięskich potyczek. Czwartego dnia wojska polskie przeszły 57 kilometrów po drogach i bezdrożach, jakich gorszych nie masz na świecie, po czym dopadły kosz tatarski pod Komarnem. Hetman wysłał przodem kilka chorągwi, sam zaś z resztą obszedł stanowiska przeciwnika i z drugiej strony, przy dźwiękach muzyki wojskowej, zaatakował i rozpędził zaskoczonych ordyńców, po czym ścigał ich za przestrzeni 30 kilometrów. Następnie zwrócił się w stronę Kałusza i odniósł jeszcze jedno świetne zwycięstwo nad czambułem nureddina, drugiego po kałdze współregenta chana. Sam dostojnik tatarski uratował się, wpadłszy w bagna, w których ukrywał się ze strachem przez kilka dni.

Cała wyprawa hetmana trwała zaledwie dziewięć dni, do 14 października. W tym czasie Sobieski przebył z jazdą ponad 300 km, stoczył siedem zwycięskich bitew i potyczek oraz uwolnił z jasyru kilkanaście tysięcy ludzi. Dowodził nigdy prawie nie śpiąc, nigdy się nie rozbierając, ognia nie niecąc, ledwie co jedząc, bo w spustoszonym kraju o bochenek chleba trudniej niż o tysiąc Tatarów. Wojsko żywiło się tylko brukwią i rzepą znalezioną w polu, konie – skąpą październikowa trawą. Żołnierze kładli się spać o zmroku, około godziny 17, wstawali już o północy i całą noc maszerowali w zupełnych ciemnościach, bez wzniecania ognia, byle tylko zaskoczyć przeciwnika. W wyprawie na czambuły Sobieski, według wyrażenia Tadeusza Korzona, wzbił się ponad wszystkich wodzów naszej jazdy” [1, s. 106-107].

Tatarzy byli szybcy, zwinni i sprytni, więc trudno było z nimi wygrać. Ponadto była to lekka jazda, w przeciwieństwie do naszego ówczesnego wojska – husarii. Jak podkreśla Ewa Baran, kustosz muzeum w Baszni Dolnej, jeszcze jedno odróżniało husarię od wojsk tatarskich. Nasze nie mordowały, ani nie grabiły. Brały jedynie jeńców. W efekcie zwycięstwa pod Niemirowem udało się odbić z rąk tatarskich kilkanaście tysięcy osób wziętych w jasyr.

Nic dziwnego, że traktowano Sobieskiego, jak wybawiciela, a wyrazem wdzięczności są poświęcone mu w rejonie Lubaczowa pomniki i inne miejsca pamięci. Jadąc od strony Kresowej Osady w Baszni Dolnej w stronę Baszni Górnej, Podlesia i Huty Kryształowej możemy w okolicy ostatniej z wymienionej miejscowości przysiąść w cieniu trzech dębów Sobieskiego, pod którymi – według miejscowego podania – odpoczywał on podczas wyprawy na czambuły tatarskie. W Wysocku koło Jarosławia znajduje się oryginalny – niestety pozostający w złym stanie technicznym – budynek, w którym Sobieski bywał. Z kolei w Oleszycach jest kapliczka, którą – według miejscowego podania – zbudował Sobieski w trakcie powrotu z jednej z wypraw. Sobieski bywał w tych terenach także na polowaniach, choćby dlatego, że miasto Jarosław było własnością jego żony. 

O znaczeniu bitwy pod Niemirowem świadczy choćby fakt umieszczenia płaskorzeźby przedstawiającej jej ostatni akord na frontonie pałacu w Wilanowie, który – jako rezydencja Sobieskiego – stał się też pomnikiem jego chwały. W muzeum w Baszni Dolnej prezentowana jest jej kopia.

Na zdjęciu: fragment ekspozycji w muzeum w Baszni Dolnej, poświęconej wyprawie Sobieskiego na czambuły tatarskie w Niemirowie.

Literatura:

[1] Leszek Podhorodecki: Sobiescy herbu Janina, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1981.

Tekst i fot. Marek Perzyński

wszelkie prawa zastrzeżone

Comments are closed.